Żużel: czy GKSŻ zatwierdzi zmiany regulaminu?

W środę okaże się, czy Główna Komisja Sportu Żużlowego zatwierdzi decyzje prezesów klubów ekstraligi o zmianach regulaminu na rok 2004

Propozycje przegłosowane przez klubowych działaczy są niekorzystne dla częstochowskiego Włókniarza. Po zdobyciu mistrzostwa Polski CKM miał niemal gotowy zespół na przyszły sezon. Ważne kontrakty mają Ryan Sullivan, Sebastian Ułamek i Grzegorz Walasek. Andreas Jonsson nie podpisał go tylko dlatego, że czekano na nowy regulamin. Ostatnio przeprowadzono także rozmowy z Rune Holtą i wyglądało na to, że Norweg pozostanie w Częstochowie. Prezes Marian Maślanka mówił również, że chciałby zatrzymać w drużynie Zbigniewa Czerwińskiego. Problemem był tylko brak dobrej klasy młodzieżowców, ale i tu działacze CKM poczynili pierwsze kroki, a nie ma co ukrywać, że Włókniarz jako mistrz Polski i jeden z niewielu niezadłużonych klubów w Polsce jest atrakcyjnym miejscem pracy dla wielu zawodników.

Wszystko wskazuje jednak na to, że działaczy Włókniarza czeka mnóstwo pracy. Propozycje działaczy ekstraligi muszą co prawda zostać zaakceptowane przez GKSŻ, ale wydaje się, że w niej przeważają zwolennicy zmian regulaminu.

Co to znaczy dla Włókniarza?

Po tym, jak na posiedzeniu 30 października ograniczono liczbę obcokrajowców, w składzie Włókniarza najprawdopodobniej zabraknie miejsce dla Andreasa Jonssona. Co prawda istnieje możliwość, że Ryan Sullivan i młody Szwed podzielą się meczami, ale wydaje się to mało prawdopodobne. Teraz przykładowo w meczu Włókniarza z Apatorem zamiast Crumpa i Jonssona na torze zobaczymy Sawinę i Pietrzyka. Zawodnicy, którzy byli za słabi w tym roku, w przyszłym poczują się dowartościowani. Zmiana ta ma ograniczyć koszty. Trzeba jednak pamiętać, że w Polsce jest niewielu dobrych żużlowców, ci, którzy są, będą więc mogli wynegocjować wysokie kontrakty zbliżone do tych, które mieli obcokrajowcy. A co dadzą w zamian?

Kolejny pomysł to bieg dla juniorów, który zastąpi wyścig trzynasty. Jak to się ma do oszczędności? Wydawało się, że wszyscy już zrozumieli, że mecz ekstraligi to nie miejsce na naukę i eksperymenty. W drużynach powinni jeździć po prostu najlepsi. W zawodowej koszykówce, piłce nożnej, siatkówce nikt nie nakazuje wystawiania do meczów o punkty i wielkie pieniądze zawodników, których jedynym atutem jest wiek.

Najważniejsze zmiany

Jeden zawodnik zagraniczny w meczu, zakontraktować można dwóch (w I lidze zasady będą takie same, pod warunkiem że obcokrajowcy nie są stałymi uczestnikami cyklu GP);

Skład drużyny: 7 zawodników: 5 seniorów i 2 juniorów;

Tabela biegów: 15-biegowa z 2003 roku, ze zamianą biegu 13. z nominowanego na bieg juniorów;

Wprowadzenie zasad zastępowania zawodników przebywających na zwolnieniu lekarskim dłużej niż dziewięć dni (podobnie jak w Anglii i Szwecji);

Ustalano, że osłona kierownicy, 1/3 prawej strony pokrywy motocykla, plastron, prawy rękaw i nogawka kombinezonu oraz czapka (podczas prezentacji) każdego zawodnika to miejsca zarezerwowane dla reklam sponsorów ekstraligi i klubu;

Do 15 listopada b.r. kluby mają przesłać dokumenty potwierdzające brak zadłużeń. W przypadku długów wobec US, ZUS lub zawodników należy dołączyć porozumienie o sposobie ich realizacji. Kluby, które nie wywiążą się z obowiązku, nie będą przyjęte do rozgrywek ekstraligi w 2004 roku;

Warunkiem przyjęcia do rozgrywek w 2005 roku będzie brak zadłużeń.

To nieporozumienie

Bardzo krytycznie o nowych pomysłach działaczy ekstraligowych klubów wypowiada się Jacek Gajewski, menedżer Ryana Sullivana.

- To jest cofanie tej dyscypliny sportu o ileś tam lat do tyłu, kompletne nieporozumienie. Powinno być tak, żeby słabsi starali się dorównać do najlepszych, te decyzje sprawiają jednak, że tych mocnych ściąga się do poziomu słabeuszy. Jak w nie tak dawnych czasach, gdy wszyscy mieli mieć po równo. Wygląda na to, że ktoś sobie wymyślił, że w ekstralidze będzie osiem równych drużyn. To nieporozumienie. Weźmy przykład piłkarskiej ligi angielskiej. Są silne Manchester, Arsenal, Liverpool, kilku średniaków i reszta, który musi starać się im dorównać. Nigdzie tak nie ma, że wszyscy są tacy sami.

Ja tych zmian nie rozumiem. Decydowali jednak o nich różni ludzie. Jeden jest w żużlu od trzech lat i chce uchodzić za fachowca, drugi doprowadził swój klub do półtoramilionowego długu, a teraz uczy innych.

Co Pan myśli o wyścigu dla juniorów?

- W Polsce mamy najbardziej opiekuńczy system szkolenia. Nigdzie młodzież nie ma tak dobrych warunków. Jaki jest tego efekt? Co roku mamy w finale mistrzostw świata kilku zawodników, ostatnio odnosimy sukcesy, tylko że nie przekładają się one na wyniki w gronie seniorów. Po przejściu do seniorów, w ciągu 3-4 lat, żużlowcy z innych krajów zostawiają naszych w tyle. Dla mnie te zmiany prowadzą do tego, że wychowamy tłum nikomu niepotrzebnych średniaków, zamiast doczekać się wreszcie następcy Golloba.

Jakie te zmiany mają znacznie dla Włókniarza?

- Regulamin będzie jednakowy dla wszystkich. Wydawało się jednak, że Włókniarz jest w tyle dobrej sytuacji, że ma praktycznie gotowy zespół. Teraz trzeba przeanalizować sytuację i zdecydować, jaki przyjąć kierunek działań. Trzeba dopiero znaleźć koncepcję budowy nowej drużyny.

Czy istnieje taka możliwość, żeby w Częstochowie dalej jeździli i Sullivan, i Jonsson?

- Teoretycznie tak. Pewnie takie przymiarki i rozmowy będą prowadzone. Trzeba jednak pamiętać, że gdyby obaj mieli po dziesięć meczów, to koszty kontraktów są na tyle wysokie, że każdy zdobyty przez nich punkt staje się bardzo drogi. Nie wiem, czy to będzie opłacalne dla klubu.

Myśli Pan, że nowy pomysły przyniosą oszczędności?

Jakie oszczędności? Przecież jeden obcokrajowiec w drużynie to obcięcie rynku zawodników. Poza tym mówi się o tym, żeby pozyskać sponsora ligi, zachęcić do transmitowania meczów telewizję i co im się oferuje? Kiepski produkt. Kto zechce wyłożyć pieniądze?

Komentarz "Gazety"

Włókniarz zdobył tytuł mistrza, bo miał dwóch dobrych obcokrajowców, ale nie ma juniorów - zmieńmy przepisy tak, żeby w przyszłym sezonie miał problemy. A co? Możemy. Sami mamy milionowe długi, nie umiemy dobrze poprowadzić klubu, ale popsujmy chociaż humor tym, którzy radzą sobie lepiej od nas. Tyle potrafimy. Czy tak myśleli działacze z Leszna, Zielonej Góry, Rybnika, Bydgoszczy? Być może. Bo trudno się dopatrzyć logicznego uzasadnienia dla ich decyzji. Jeśli zmian dokonali w dobrej wierze, to... jeszcze gorzej. Z takim sternikami polski żużel szybko znajdzie się na mieliźnie.

Piotr Toborek