Idea Śląsk Wrocław - Prokom Trefl Sopot 82:86

KOSZYKÓWKA. Śląsk nadal pozostaje z jednym zwycięstwem w lidze. Tym razem z nowym rozgrywającym Lynnem Greerem, który od razu był najskuteczniejszym zawodnikiem zespołu, i nowym środkowym Pero Vasiljeviciem przegrał u siebie z Prokomem 82:86. - Sopot ma lepszy zespół niż Olympiakos - stwierdził trener Muli Katzurin na cztery dni przed inauguracją Euroligi

Tak złego startu w rozgrywkach ligowych Śląsk jeszcze chyba nie zanotował. Z czterech spotkań wrocławianie wygrali tylko jedno, i to z jednym z najsłabszych (jeżeli w ogóle nie najgorszym) zespołów w lidze - Spójnią. Wczorajsza porażka oznacza, że pierwsze miejsce przed play off oddala się już chyba bezpowrotnie, bo przecież w sezonie regularnym tym razem są zaledwie 22 mecze i straty bardzo trudno będzie odrobić.

Jedyne pocieszenie jest takie, że Śląsk poczynił jakiś postęp w porównaniu z poprzednimi spotkaniami, mimo iż sporo czasu na parkiecie spędzili dopiero co zatrudnieni koszykarze. Lynn Greer zszedł z parkietu tylko na chwilę w pierwszej połowie (w sumie 38 minut), a nawet jak był na nim razem z Derrickiem Phelpsem, to i tak rozgrywał. Dotychczasowy playmaker został przesunięty na pozycję rzucającego obrońcy, co pomysłem było średnim, bo nigdy do wybitnych strzelców nie należał (jedyne punkty dopiero w 36.minucie). Gdy natomiast przez chwilę wziął się do rozegrania, zakończyło się to trzema kolejnymi stratami i posadzeniem na ławkę.

Greer niby coś tam pokazywał na palcach, ale chyba za bardzo nie wiedział, co. Nic zatem dziwnego, że większość akcji wrocławian była albo rozwiązywana indywidualnie, albo wyglądała na dość przypadkową. Od początku niemal wszystkie piłki były uparcie dogrywane do Adama Wójcika, a największa korzyść była w kolejnych faulach Kebu Stewarta. Amerykanin już po sześciu minutach siedział na ławce z trzema przewinieniami, ale po przerwie sytuacja się odmieniła. Stewart siał zamęt w obronie wrocławskiej (często zmuszanej do podwajania) i choć nie był może tak efektowny, jak można było oczekiwać, to swoje zrobił, a do tego to Wójcik skończył mecz na ławce po przekroczeniu limitu fauli.

Najwyższy też chyba czas, aby Wójcik wrócił na skrzydło, bo na środku się marnuje, a razem z nim marnuje się najgroźniejsza broń wrocławian w ofensywie. 33-letni skrzydłowy po tym, jak na zmianę musiał przepychać się z czterema rywalami (czasami naraz z dwoma lub trzema), na drugą połowę nie miał już sił i zdobył w niej tylko dwa punkty. Być może rozwiązaniem, choć na pewno nie całościowym, będzie Pero Vasiljević, który zwłaszcza w grze na tablicach spisał się przyzwoicie. Gdy dojdzie jeszcze Ryan Randle (wczoraj nie grał z powodu kontuzji), Śląsk będzie miał już dwóch jakichś środkowych i Wójcik wróci na skrzydło. Na zawsze.

W meczu było sporo dramaturgii (na przykład gdy niewielki Lynn zderzył się z potężnych Stewartem albo gdy Tanel Tein wpadł na Gorana Jagodnika), śmiechu, gdy siadła tablica i ostatnią akcję rozgrywano przy spikerze odliczającym czas (ostatecznie rzucał Lynn, który akurat nie rozumiał, co spiker mówi, ale trafił z dystansu), i emocji zarówno podczas spotkania (kłótnie trenerów z sędziami), jak i na koniec. Było też - jak się wyraził trener Prokomu Eugeniusz Kijewski - "trochę" niezłej koszykówki. I trzeba przyznać, że jego zespół grał koszykówkę dojrzalszą i bardziej poukładaną, dlatego wygrał. W decydujących momentach i atak, i obronę miał poukładaną, a szalone i ustawiane przy krótkich konsultacjach przy ławce rezerwowych akcje wrocławian nie zawsze były skuteczne.

- Mieliśmy grać sporo kontratakiem, ale wyszło z tego niewiele - mówił po meczu Tein. - Do tego zawsze jak prowadziliśmy kilkoma punktami, pozwalaliśmy rywalom szybko wyrównać.

Jeszcze w 37. minucie po tym, jak jedyne swoje punkty w meczu rzucili Phelps oraz Michał Ignerski, Śląsk prowadził 72:68, ale później przez długi moment punktowali tylko goście. Rzucili 11 kolejnych punktów, a w końcówce z wolnych nie mylił się Andrzej Pluta (wszystkich 7 punktów w ostatnich 180 sekundach). Pomylił się za to w ważnym momencie Greer, co ostatecznie przesądziło o porażce.

- Prokom to lepszy zespół niż Olympiakos - stwierdził po meczu zaskoczonym dziennikarzom Muli Katzurin - bo ma na każdą pozycję dwóch bardzo dobrych koszykarzy.

Trener Prokomu pytany, czy jego zespół jest lepszy od Olympiakosu, odparł: - Nie znam tej drużyny.

Przekonamy się w czwartek.

IDEA ŚLĄSK - PROKOM TREFL 82:86

Kwarty: 17:17, 17:20, 29:20, 19:29.

Idea Śląsk: Greer 22 (2), Tomczyk 15, Wójcik 9, Ignerski 2, Phelps 2 oraz Tein 16 (3), Zieliński 10, Vasiljević 5, Hyży 1, Skibniewski 0.

Prokom Trefl: Jagodnik 24 (3), Stewart 13, Pluta 7 (1), Masiulis 7, Pacesas 6 (2) oraz Dylewicz 15, Marković 10 (1), Einikis 4, Conlan 0, Radosević 0.

Koszykarz meczu: Goran Jagodnik - gdyby jeszcze trafiał z czystych pozycji.

DWUGŁOS TRENERÓW

Eugeniusz Kijewski

Prokom Trefl Sopot

To był dobry, twardy mecz, zwłaszcza w defensywie. Przy okazji kibice obejrzeli trochę niezłej koszykówki. Były emocje, niezły poziom. Wiedzieliśmy, że Śląsk postawi wszystko na jedną kartę, i tak było.

Muli Katzurin

Idea Śląsk Wrocław

Gatuluje Prokomowi zwycięstwa. Uważam, że zagraliśmy lepiej niż we wcześniejszych meczach. Największy nasz problem polegał na tym, że w kilku kolejnych akcjach popełnialiśmy błędy. W efekcie, gdy mieliśmy kilkupunktową przewagę, zawsze pozwalaliśmy rywalom wrócić do gry. Druga sprawa to rzuty wolne: spudłowaliśmy ich aż dziewięć, a w sytuacji, gdy mecz jest tak wyrównany, to zawsze ma wpływ na wynik. Tym razem miało wpływ na porażkę.

Dla Gazety

Derrick Phelps

rozgrywający Idei Śląska

Szkoda przegranego meczu. Byliśmy naprawdę blisko zwycięstwa. Nie chcę oceniać swojej gry. Od tego są inni. Na pewno potrafię grać lepiej. Nie wiem, jak długo będę jeszcze grał w Śląsku. To jest biznes, dlatego przygotowany jestem na to, że lada dzień mogą mi podziękować i wyjadę z Wrocławia. Nie uważam, że przyjście Greera oznacza automatycznie to, że nie ma dla mnie miejsca w zespole. Uważam, że na parkiecie możemy grać obaj. Ja potrafię grać jako rozgrywający i rzucający obrońca. Tak było podczas mojego pobytu w Albie Berlin, gdzie występowałem z powodzeniem na obu tych pozycjach. Chcę zostać we Wrocławiu, bo bardzo mi się tutaj podoba, zżyłem się z chłopakami. Ale jeśli mnie tu nie chcą, to pakuję walizki i wyjeżdżam. Taki jest mój zawód.

Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.