Druga liga siatkarek

Siatkarki Warmissu Olsztyn odniosły łatwe zwycięstwo w drugiej kolejce żeńskiej drugiej ligi. Olsztynianki pokonały 3:0 debiutujący w rozgrywkach zespół Bizona z Sędziejowic

Wśród publiczności w sali Liceum Ogólnokształcącego numer IV w Olsztynie siedziała Anna Figurska, która przed tygodniem w pierwszym meczu sezonu uległa kontuzji. Anna z gipsem na nodze bacznie przyglądała się grze koleżanek. I jak dowiedziała się "Gazeta", jeszcze jakiś czas będzie musiała to robić.

- Ania ma skręcony staw skokowy i zerwane więzadła - wyjaśnia Piotr Koczan, trener Warmissu. - Lekarz ocenił, że będzie musiała chodzić w gipsie jeszcze miesiąc i dopiero wówczas dołączy do nas. Ja z kolei mam nadzieję, że będzie to znacznie szybciej.

Bez bardzo przydatnej w zespole Ani Figurskiej zespół Warmissu musiał więc poradzić sobie w sobotę z zespołem Bizona Sędziejowice. Do zwycięstwa 3:0 wystarczyła olsztyniankom nieco więcej niż godzina. A prawdziwym szturmem na rywalki był ostatni set, w którym podopieczne Piotra Koczana seriami zdobywały punktu. Grały zdecydowanie w ataku, uważnie w obronie i co najważniejsze - z uśmiechem na twarzy, co wyraźnie pomaga im wygrywać. W końcowych fragmentach trzeciego seta olsztyński trener wprowadzał na boisko zawodniczki z ławki rezerwowych i nawet wówczas Warmiss dyktował warunki na boisku.

Najtrudniejszy był z kolei pierwszy set, w którym debiutujące w lidze siatkarki z Sędziejowic grały z wielką desperacją i poświęceniem. Nieduże jeszcze umiejętności nadrabiały przede wszystkim ambicją. Tego jednak wystarczyło im mniej więcej do połowy drugiego seta, bo wówczas do głosu doszły olsztynianki. Nie najlepiej co prawda wyglądało w zespole Warmissu rozgrywanie piłki, ale Karolina Andrzejczak trzy razy popisała się za to siatkarką "kiwką", zdobywając punkty po posłaniu piłki na stronę rywalek w miejsce, gdzie ich akurat nie było.

Zbigniew Skupień, trener Bizona:

- Jechałem do Olsztyna, spodziewając się dobrej postawy swoich zawodniczek i ciekawego meczu. Nie mogłem zabrać ze sobą jednej z naszych najlepszych zawodniczek oraz zmienniczki na pozycję libero. I to miało niestety wpływ na postawę, jaką zaprezentował mój zespół, który tylko w pierwszym secie grał w miarę poprawnie. Fakt, że dość niespodziewanie dostaliśmy prawo występowania w drugiej lidze, pozwoli nam zdobyć doświadczenie i być może w przyszłości powalczymy o jakieś wyższe cele. Na razie naszym zadaniem jest utrzymanie się w tej grupie rozgrywkowej. Co sądzę o Warmissie? Nie bardzo chciałbym się wypowiadać na temat tej drużyny, ale wiedząc, jak grają niektóre inne zespoły występujące w naszej grupie, sądzę, że na koniec sezonu olsztynianki mogą zająć trzecie lub czwarte miejsce.

Piotr Koczan, trener Warmissu

- Po pierwszym secie byłem zadowolony tylko z niektórych akcji, bo nieliczne były wykonane tak, jak je ćwiczymy na zajęciach. Musiałem czekać do drugiego seta i jego końcowej części, żeby wreszcie moje podopieczne uwierzyły, że to, co im mówię na treningach i jak polecam grać, jest pożyteczne w meczach. Zaczęły realizować założenia taktyczne i od razu był efekt. Trzeci set to była już wyraźna dominacja naszego zespołu, dlatego też mogłem sobie pozwolić na wpuszczenie na boisko zawodniczek rezerwowych. I choć występowały zmienniczki, wygraliśmy. To dowód na to, że mamy wyrównany zespół. Za kilka dni będzie jeszcze lepiej, bo dziewczęta przekonały się, że potrafią grać w siatkówkę i mogą wygrywać. Mam więc nadzieję, że nie powtórzy się już scenariusz meczu z kolejki inaugurującej ligę, kiedy to po bardzo kiepskiej grze przegraliśmy z Zeto Białystok 1:3.

UKS Warmiss Volley Olsztyn - Miejski Ludowy Klub Sportowy Bizon Sędziejowice 3:0 (25:20, 25:22, 25:13)

Warmiss: Marta Napiórkowska, Marzena Wujastyk, Dorota Miłocka, Klaudia Gościcka, Monika Chlebowska, Karolina Andrzejczuk, Agnieszka Zapadka (libero) oraz Marta Borkułak, Patrycja Pysznik, Paulina Pysznik i Joanna Przęczek