Surowa lekcja w ćwierćfinale

30 września Raków przegrał w Białymstoku pierwszy mecz ćwierćfinału Pucharu Polski. Uległ Jagiellonii 0:3.

Spotkanie przypominało bardziej sparing niż poważny mecz. Gospodarze mimo znacznie zmienionego składu od pierwszych minut zamknęli Raków na jego połowie. - Umiejętności piłkarzy Jagiellonii są znacznie wyższe niż nasze i to było po prostu widać na boisku - tłumaczy napastnik Rakowa Tomasz Czok.

Raz za razem pod bramką Cezarego Siwego dochodziło do groźnych sytuacji. Nie do powstrzymania byli dwaj pomocnicy: Dzidosław Żuberek i Dariusz Łatka, których wspierali napastnicy - Wojciech Kobeszko i Marcin Danielewicz. Pierwszy gol okazał się jednak prezentem od graczy Rakowa. W 10. minucie, po podaniu od jednego z obrońców, Siwy złapał piłkę w ręce, za co sędzia odgwizdał wolny pośredni. Co zrobił bramkarz Rakowa? Oddał piłkę Danielewiczowi, który na nic nie czekając, podał ją do Kobeszki stojącego przed pustą bramką.

- Jestem zaskoczony, że sędzia zdecydował się w ogóle na podyktowanie rzutu wolnego pośredniego - mówi trener Andrzej Samodurow. - Nie było to zagranie do bramkarza. Do tego wszystkiego nasza obrona, łącznie z bramkarzem, zachowała się wręcz beznadziejnie. Siwy nie wiedział, co zrobić, więc zostawił piłkę w ogóle.

Po kwadransie gry Raków powinien był doprowadzić do remisu. Na mokrym od deszczu boisku z piłką minął się Krzysztof Zalewski i w kierunku bramki Jagiellonii ruszył najlepszy w KS Piotr Malinowski. Wyłożył piłkę Tomaszowi Czokowi, ale ten z kilku metrów posłał ją w poprzeczkę.

- Zaprzepaściłem okazję, która mogła inaczej ustawić cały mecz - żałował później Czok. - Miałem superpodanie od Piotrka... Szkoda, że piłka dostała kozła i trafiłem ją trochę niefortunnie.

W 27. minucie pięknym uderzeniem w samo okienko bramki Siwego z około 25 metrów trafił Żuberek. W 37. min było już 3:0. Po dokładnym dośrodkowaniu Żuberka, Kobeszko głową zdobył swojego drugiego gola.

Po przerwie gole już nie padły. Po tym, jak boisko opuścił Dariusz Łatka, Raków był już równorzędnym partnerem. Najlepszych okazji dla częstochowskiej drużyny nie wykorzystali w 68. minucie Malinowski i Piotr Ojczyk. W jednej akcji stawali oko w oko z Olszewskim, ale nie zdołali go pokonać.

Spotkanie rewanżowe zostanie rozegrane 21 października w Częstochowie.

Jagiellonia Białystok - KS Raków 3:0 (3:0)

Bramki: Kobeszko (10. i 37.), Żuberek (27.);

Jagiellonia: Olszewski - Kulig Ż, Bańkowski, Zalewski, Marcinkiewicz - Żuberek (46. Grygoruk), Speichler, Łatka (65. Tupalski), Sobolewski - Danielewicz, Kobeszko (46. Tyczkowski);

Raków: Siwy - Ojczyk, Jankowski, Mastalerz - Rogalski (74. Psonka), Żebrowski (52. Lesik), Sroka, Przybylski, Lisowski - Malinowski, Czok (84. Suliński).

Paweł Orpik, Białystok

Pomeczowe opinie

Andrzej Samodurow, trener Rakowa: - W zasadzie trudno jest cokolwiek skomentować. Zespół Jagiellonii przewyższał nas pod każdym względem. Białostoczanie prezentowali się zdecydowanie lepiej piłkarsko. Poza tym było widać ich bardzo duże doświadczenie. Szczególnie w pierwszej połowie pokazali, w jaki sposób można je wykorzystać. Ja ze swojej strony mogę tylko powiedzieć, że staraliśmy się grać otwarty futbol. Młodsi zawodnicy niekiedy niepotrzebnie zapędzali się do przodu. Szybko tracili piłki i stąd raczej nie byliśmy w stanie za bardzo zagrozić przeciwnikowi.

Piotr Malinowski, napastnik Rakowa: - Przyjechaliśmy do Białegostoku powalczyć i po jak najbardziej korzystny dla nas rezultat. Nie udało się. Przeciwnik był po prostu lepszy. Różnicy umiejętności, jaka dzieli obie drużyny, nie da się podważyć. Starałem się szarpać, pomóc jak zwykle, ale nie wychodziło.

Dzidosław Żuberek, pomocnik Jagiellonii: - Będę zadowolony, kiedy tak zagramy w drugiej lidze. Teraz graliśmy z zespołem czwartoligowym; po prostu musieliśmy dyktować warunki. Pokazała to pierwsza połowa, w której strzeliliśmy trzy bramki. Mogliśmy strzelić kolejne, ale nie zapominajmy, że przeciwnik także mógł zdobyć swoje.