Piłka nożna:II liga - Piast Gliwice - Podbeskidzie Bielsko-Biała 2:0, Ruch Chorzów - Tłoki Gorzyce 1:1, Stasiak Opoczno - Szczakowianka 1:3

Piast Gliwice - Podbeskidzie Bielsko Biała 2:0

Dopiero drugie zwycięstwo w tym sezonie na swoim boisku odnieśli piłkarze Piasta. Gliwiczanie wygraną z Podbeskidziem okupili jednak poważnymi kontuzjami. Michał Stolarz doznał złamania kości strzałkowej i odwieziony został do szpitala, a Adam Kryger zszedł z boiska z powodu problemów ze ścięgnem Achillesa.

Oba zespoły zagrały w osłabionych składach. W Piaście brakowało kontuzjowanych Roberta Sierki i Janusza Bodziocha, a w Podbeskidziu Roberta Piekarskiego i Marcina Żukowskiego. Od pierwszych minut zaatakowali gospodarze. W pierwszych dwóch kwadransach to jednak goście stworzyli groźniejsze sytuacje i mogli prowadzić. W 13. minucie, po faulu na Abelu Salamim, do rzutu wolnego z prawie 30 metrów podszedł Marcin Klaczka. Jacek Gorczyca sparował potężną bombę pomocnika Podbeskidzia przed siebie. Do piłki dopadł Salami, ale zamiast od razu strzelać, przyjął ją i obrońcom Piasta udało się zażegnać niebezpieczeństwo. Osiem minut później, po stracie piłki przez Jarosława Kaszowskiego, na prawej stronie w sytuacji sam na sam z Gorczycą znalazł się Piotr Czak. Bramkarz Piasta odważnym wybiegiem zapobiegł utracie gola. W końcówce pierwszej połowy na bramkę Łukasza Merdy strzelali kolejno, ale przy tym niecelnie: Paweł Gamla, Rafał Andraszak i Michał Stolarz. Dobrze grała defensywa gości kierowana przez Mariusza Jendryczkę. W Piaście na całej szerokości i długości boiska harował Adam Kryger. 34-letni piłkarz nie miał jednak dużego wsparcia u kolegów, szczególnie tych z drugiej linii.

Po przerwie inicjatywa nadal należała do jedenastki z Gliwic. W 56. minucie Kryger na prawej stronie ograł słabo i niepewnie grającego w sobotę Bartosza Woźniaka. Pomocnik Piasta dokładnie dośrodkował do Stolarza. Ten uderzył na bramkę, piłka odbiła się jeszcze od któregoś z piłkarzy Podbeskidzia i trafiła do Gamli. W końcu w zamieszaniu podbramkowym Kaszowski z dwóch metrów wpakował piłkę do siatki. - To mój pierwszy gol od niepamiętnych czasów! Nie mogę sobie przypomnieć, kiedy ostatnio strzeliłem bramkę. Przez ostatnie trzy i pół miesiąca leczyłem zresztą kontuzję mięśni brzucha. Brałem zastrzyki w brzuch, w pośladki. Do zespołu wróciłem dopiero przed tygodniem na mecz z KSZO - opowiadał po meczu szczęśliwy Kaszowski, który pamięta jeszcze występy Piasta w B-klasie w 1997 roku. Kilka minut później wydawało się, że bielszczanie zdołają wyrównać. W zamieszaniu podbramkowym Andrzej Sala faulował Jarosława Bujoka. Sędzia nie dopatrzył się jednak przewinienia obrońcy Piasta. - Zostałem pociągnięty przez rywala. Gdyby sędzia spokojnie obejrzał tę sytuację jeszcze raz, to na pewno doszedłby do wniosku, że był faul - przekonywał Bujok. W 72. minucie było po meczu. Rezerwowy Piotr Uss zagrał do Wojciecha Gontarewicza, ten uprzedził Woźniaka i z kilku metrów zaskoczył Merdę. - Cieszymy się, że przełamaliśmy niefart u siebie. Choć trzeba przyznać, że w pierwszej połowie było ciężko. Na 10 meczów mamy 16 punktów. Na beniaminka to bardzo dobry wynik - cieszył się po meczu Kryger, najlepszy piłkarz na boisku, który z powodu kontuzji musiał jednak zejść przed końcem spotkania.

- To nie był łatwy mecz, bo Podbeskidzie podyktowało nam, szczególnie w pierwszej połowie, bardzo trudne warunki. Nasza niefrasobliwość spowodowała, że rywal miał dwie, trzy bardzo dobre okazje do zdobycia gola - komentował po meczu Józef Dankowski, szkoleniowiec Piasta. - Powtarza się scenariusz z kilku ostatnich spotkań: gramy dobrze w pierwszej połowie, są sytuacje, ale ich nie wykorzystujemy. Niezrozumiałe są dla mnie chwile dekoncentracji, po których tracimy gole. Salami nadawał się do zmiany już po 20 minutach. Mam jednak ograniczone pole manewru, bo kontuzjowani są Kazimierczak i Rączka - denerwował się Wojciech Borecki, trener Podbeskidzia. Bielszczanie od pięciu spotkań nie wygrali meczu.

Podbeskidzie Bielsko-Biała 0 (0)

Strzelcy bramek

Kaszowski (56.) Gontarewicz (72.).

Składy

Piast: Gorczyca - Sala, Wilk, Szeja - Kaszowski, Szmatiuk, Kryger (68. Piechocki Ż), Gamla Ż, Gontarewicz - Stolarz (62. Uss), Andraszak (90. Bałuszyński)

Podbeskidzie: Merda - Jermakowicz, Jendryczko, Bujok - Woźniak, Klaczka, Uzoma (62. Sikora), Agafon, Bogdan (64. Zdolski) - Salami (46. Szłapa), Czak.

Widzów: 2,5 tys.

Sędziował: P. Maurek (Kraków)

Ruch Chorzów - Tłoki Gorzyce 1:1

Ruchowi nie pomogła bramka Mariusza Śrutwy, który rozegrał 300. mecz w "niebieskich" barwach. Chorzowianie tylko zremisowali z Tłokami Gorzyce.

Ruch zremisował czwarty mecz z rzędu. Tym razem "niebiescy" nie znaleźli sposobu na Tłoki Gorzyce. Cierpliwość chorzowskich kibiców po raz kolejny została wystawiona na ciężką próbę.

Ruch rozegrał w sobotę słaby mecz. Nie pomogły nawet jupitery (po remisie z Aluminium Konin chorzowscy piłkarze narzekali, że nie lubią grać w południe).

Chociaż w kadrze Ruchu roi się do nazwisk z pierwszoligową przyszłością, to goście swobodnie wcielili się w rolę piłkarskich profesorów. Gorzyczanie długo utrzymywali się przy piłce, a gdy była okazja, kilkoma podaniami przemieszczali się w okolice pola karnego Ruchu. Akcje kończyli najczęściej strzałami.

Z dystansu Marka Matuszka starali się zaskoczyć: Paweł Szafran, Marek Kusiak, Marcin Józefowicz. Piłka czasami o centymetry mijała bramkę Ruchu. - Taka była taktyka. Nie dać się zepchnąć do obrony. Starać się prowadzić grę. Wykorzystywać każdą nadarzającą się okazję do kontry - mówił Marcin Józefowicz, napastnik Tłoków.

Plan powiódł się już w 7. minucie. Anatolij Ławryszyn dośrodkował piłkę na linię pola karnego, gdzie już czekał Marcin Murdza. Pomocnik Tłoków uderzył piłkę bez namysłu, a ta po nodze Frantiszka Kundry wpadła do siatki.

Piłkarze Ruchu chcieli szybko zdobyć wyrównującego gola, ale zwyczajnie nie potrafili.

Stworzyli sobie dwie dogodnie okazje. Po główce Edwarda Cecota piłka poszybowała jednak obok bramki, a Mariusz Śrutwa - również głową - trafił w poprzeczkę. Piłka po strzale napastnika Ruchu odbiła się w okolicach linii bramkowej, ale sędzia kazał grać dalej. Śrutwa długo stał z rękami wzniesionymi w geście triumfu, ale uznania gola się nie doczekał.

Pierwsze 30 minut drugiej połowy to był w wykonaniu Ruchu koszmar. Tylko jeden strzał. Marcin Malinowski zamiast do bramki wycelował w księżyc.

Niemoc piłkarzy doprowadziła kibiców do furii. Szalikowcy zaczęli się domagać zmiany prezesa. Lżyli piłkarzy. Gdy boisko opuszczał Krzysztof Bizacki, usłyszał od jednego z fanów (pewnie sympatyka "Idola"): "Jestem na nie!".

- Kaj my som? - łapał się za głowę Gerard Cieślik.

- Kibice powinni być z nami na dobre i złe - smucił się Jerzy Wyrobek, trener chorzowskiej drużyny. I rzeczywiście, gdy kibice zaczęli krzyczeć: "Zróbcie to dla nas!", od razu wpadł gol. Tomasz Balul popisał się blisko 40-metrowym podaniem za plecy obrońców, Śrutwa opanował piłkę i wrzucił do siatki obok interweniującego Pyskatego.

W 80. minucie Śrutwa po raz trzeci (jego zdaniem) trafił do siatki, ale sędzia uznał, że był na pozycji spalonej. Już w doliczonym czasie gry szansę na zwycięską bramkę mieli goście. Pojedynek sam na sam z Matuszkiem przegrał jednak Tadeusz Krawiec. - Miał sporo czasu. Szkoda. Zabrakło szczęścia. Matuszek go przechytrzył. Jechaliśmy do Chorzowa z myślą, żeby nie przegrać. Z przebiegu gry była nawet szansa na zwycięstwo. Ale może i dobrze, że zremisowaliśmy? Bardzo szanuję Ruch, trenera Wyrobka. Życzę wam awansu - podkreślał Marek Motyka, szkoleniowiec Tłoków.

- Trudno po takim meczu cokolwiek powiedzieć. Chylę czoła przed rywalem. Nie byliśmy w stanie zrobić więcej. Kilku zawodników przeszło obok meczu. Mamy wąską kadrę, na ławce rezerwowych siedziała sama młodzież. Były marzenia o awansie. Ale... Nie wiem. Musimy usiąść, porozmawiać z prezesem, piłkarzami. Zastanowić się, co dalej - stwierdził trener Wyrobek.

Ruch Chorzów 1 (0)

Tłoki Gorzyce 1 (1)

Strzelcy bramek

Ruch: Śrutwa (74.)

Tłoki: Murdza (7.)

Składy

Ruch: Matuszek - Szyndrowski Ż, Cecot Ż, Masternak - Bartos, Kundra (62. Foszmańczyk), Malinowski, Lines (35. Balul Ż) - Śrutwa Ż, Bizacki (69. Kundra), Bajera Ż

Tłoki: Pyskaty - Syguła Ż, Wtorek, Złotek, Lebioda - Pacanowski, Szafran, Kusiak (74. Fabianowski), Murdza, Ławryszyn Ż (61. Krawiec) - Józefowicz (89. Dziewulski)

Widzów: 2,5 tys.

Sędziował: M. Górski (Łódź)

Stasiak Opoczno - Szczakowianka Jaworzno 1:3

Szczakowianka udzieliła w sobotę gospodarzom surowej lekcji futbolu. Goście rozegrali dobry mecz, czego nie można powiedzieć o ich rywalach. - Nasza słabsza postawa jest wynikiem braku czterech podstawowych zawodników - tłumaczył przyczyny porażki Mariusz Łaski, trener Stasiaka.

Prowadzenie dla gości w 16. minucie uzyskał Jacek Wiśniewski, który wykorzystał dośrodkowanie Macieja Iwańskiego z rzutu rożnego. Cztery minuty później Adam Kompała otrzymał podanie w tzw. uliczkę i kiedy wbiegał w pole karne, został sfaulowany przez wychodzącego z bramki Artura Holewińskiego. Rzut karny na gola zamienił Iwański.

Podopiecznych Łaskiego stać było tylko na honorowe trafienie. W 31. minucie, po akcji Zbigniewa Czerbniaka, do piłki dobiegł Grzegorz Bała, który nie zmarnował okazji. Niewiele brakowało, żeby gospodarze strzelili kolejnego gola. Tuż przed przerwą Dariusza Preisa przewrócił w polu karnym Witold Wawrzyczek, ale sędzia nie podyktował rzutu karnego, choć faul był ewidentny.

Początek drugiej połowy znów należał do zespołu z Jaworzna. Po jednej z kontr Grzegorz Król znalazł się przed pustą bramką, ale spudłował. Później Stasiak postawił wszystko na jedną kartę. Jego zawodnicy grali jednak zbyt nerwowo, a efektem były okazje dla gości. W 61. minucie trzech jaworznian atakowało bramkarza Holewińskiego, ale Marek Kubisz chybił.

W 83. minucie goście zdobyli wreszcie gola. Po wyrzucie piłki z autu przez Wawrzyczka w polu karnym Stasiaka powstało zamieszanie, które wykorzystał Kompała.

W końcówce opoczyńscy kibice domagali się nawet wejścia na boisko pomocnika Szczakowianki Janusza Wolańskiego, byłego piłkarza klubu z Opoczna. - Dobre spotkanie, obie drużyny walczyły do upadłego - podsumował Albin Mikulski, trener gości. - Grając z tak doświadczonym zespołem jak Szczakowianka, nie możemy sobie pozwolić na chwile słabości. Gdybyśmy na początku meczu wykorzystali wszystkie sytuacje strzeleckie, losy spotkania mogły się potoczyć inaczej. Wszystkie gole straciliśmy po stałych fragmentach gry. Szczakowianka to najlepszy zespół, który grał w Opocznie w tym sezonie - stwierdził Mariusz Łaski, szkoleniowiec Stasiaka.

Po meczu działacze z Opoczna mieli wiele uwag do pracy arbitra Marcina Nowaka, który nie wypaczył wyniku, ale wieloma decyzjami powodował ogromne zmieszanie na boisku. W drugiej połowie potrzebował aż trzech minut oraz pomocy sędziego technicznego, żeby upomnieć Huberta Jaromina za faul bez piłki.

STRZELCY BRAMEK

Stasiak: Bała (31.)

Szczakowianka: Wiśniewski (16.), Iwański (20., karny), Kompała (83.).

SKŁADY

Stasiak: Holewiński Ż - Gostyński, Czerbniak Ż, Majda - Preis, Miklosik, Kacprzak (79. Drąg Ż), Lenart, Feliksiak (86. Stasiak) - Bała, Przysiuda.

Szczakowianka: Bledzewski - Wiśniewski, Hosić, Przerywacz, Wawrzyczek Ż - Iwański Ż (80. Wolański), Kompała Ż, Przytuła, Kozubek (46. Jaromin Ż) - Kubisz, Król (75. Chudy).

Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.