Obrażony piłkarz

Jerzy Podbrożny to historia polskiej piłki nożnej. Niestety, w ostatnim czasie robi wszystko, żeby pozostawić po sobie jak najgorsze wrażenie. Choć jest dorosłym człowiekiem, czasami zachowuje się jak dzieciak. I na dodatek nie potrafi wyciągać wniosków, z błędów jakie popełnił. Tak było w pierwszoligowym spotkaniu z Katowicami, kiedy obraził się na wszystkich i zmieniony w przerwie wyjechał ze stadionu. Dał w ten sposób pretekst do przesunięcia go do rezerw. Widać ta niewątpliwie przykra sytuacja niczego go nie nauczyła, bo nadal zachowuje się jak obrażona księżniczka. We wczorajszym meczu z Sokołem Aleksandrów strzelił dwa gole, ale ci, którzy byli na stadionie, zapamiętają go z innego powodu. Pod koniec spotkania trener postanowił zdjąć go z boiska. Nie przewidział, że supersnajper obrazi się i nie poda nawet ręki młodszemu koledze, który go zastąpił. Zamiast zejść na środku boiska, poszedł prosto do szatni. To nieładne, a poza tym wbrew przepisom. Dlatego całkiem słusznie otrzymał żółtą kartkę, ale przede wszystkim reszki sympatii. Dał też kolejny argument krytykom i nieprzychylnym mu działaczom.

To nie jedyny skandal podczas wczorajszego meczu. Jeszcze przed jego rozpoczęciem porządkowi nie chcieli wpuścić na stadion długoletniego kierownika drużyny. "Murzyn zrobił swoje, więc murzyn może odejść". Gdy Ryszard Wójcik, bo o nim mowa, utrzymywał za własne pieniądze rezerwy, wszystko było w porządku. Przestał dawać, więc przestał się podobać. Wstyd!