Cracovia chce poprawić bezpieczeństwo na swoim stadionie

Wprowadzenie identyfikatorów dla wszystkich kibiców, zakaz stadionowy dla awanturników, szkolenia kolejnych kibiców na ochroniarzy i zacieśnienie współpracy z formalnymi grupami kibiców ?Pasów? - to najważniejsze postulaty mające poprawić bezpieczeństwo na stadionie przy ul. Kałuży, które deklaruje prezes Cracovii Paweł Misior.

Cracovia kończy z pobłażliwością dla stadionowych bandytów. Już od najbliższego meczu każdy kibic wchodzący na stadion będzie musiał pokazać identyfikator (jego wyrobienie kosztuje 4 zł, potrzebne są dwa zdjęcia, identyfikatory będą musiały mieć także panie).

Klub liczy na wydatną pomoc policji przy eliminowaniu z udziału w meczach stadionowych bandytów. Cracovia zwiększy monitoring z trzech do czterech kamer, z których jedna będzie obrotowa. Dotychczas przeszkolono 14 osób, które pracują społecznie jako porządkowi. W najbliższym czasie kilkadziesiąt osób zostanie wysłanych na szkolenie.

- Wierzyliśmy w pakt o nieagresji z grupami nieformalnymi, ale zawiedliśmy się. Z częścią osób współpraca jest wykluczona - oznajmił wczoraj prezes Cracovii Paweł Misior. "Pasy" zamierzają prowadzić szeroko zakrojoną akcję edukacyjną w szkołach i na osiedlach, gdzie mieszkają sympatycy Cracovii. Do pomocy zaangażowani zostaną piłkarze i trenerzy.

"Cracovia przeciw przemocy" to hasło ma obowiązywać na meczu z Arką Gdynia. - Rozpoczynamy bitwę o dobre imię Cracovii - powiedział wczoraj Misior. Tymczasem policja wraz z wojewodą małopolskim podjęli decyzję o niewpuszczaniu kibiców gości na mecze w Krakowie. Oznacza to, że już najbliższy mecz zostanie rozegrany bez sympatyków gdyńskiego klubu, choć ci od lat przyjaźnią się z kibicami "Pasów". Policja nie widzi w tej decyzji nic złego. - Kibice spotkają się na wiosnę w Gdyni - wyjaśnia nadkomisarz Jarosław Skoczek.

Komentarz

Miejmy nadzieję, że kibice Arki wcześniej się dowiedzą, że nie mają po co jechać do Krakowa. Bo w przeciwnym razie organizatorzy meczu zafundują sobie tłum wściekłych młodych ludzi, którzy przejechali ponad 600 kilometrów, a ponieważ zastali zamknięte dla siebie bramy stadionu, będą chcieli wyładować swoją frustrację gdzieś indziej. Choć z Cracovią mają sztamę.