Po drafcie NBA: co teraz z Polakami?

- Chcę mieć Lampego jak najszybciej!- podkreśla generalny menedżer New York Knicks Scott Layden i myśli, jak zmniejszyć wynoszącą 1,8 mln dol. sumę odstępnego dla Realu Madryt. Szymona Szewczyka od Milwaukee Bucks może na razie oddalić tłum zawodników na jego pozycji. Obaj Polacy zagrają w lidze letniej. I może olśnią szefów...

Sobotnie nowojorskie gazety poświęciły specjalne artykuły sytuacji Lampego wybranego w czwartkowym drafcie NBA z numerem 30 przez New York Knicks. W "New York Timesie" agent Polaka Keith Kreiter mówi, że są różne możliwości zmniejszenia sumy wykupu z Realu Madryt, który ma z Polakiem skomplikowany wieloletni kontrakt (dzięki różnym klauzulom może obowiązywać nawet do 2008 roku). Obecnie Real żąda 1,8 mln dol. za rozwiązanie umowy. - Memphis Grizzlies byli w stanie zmniejszyć większą jeszcze sumę, jakiej Barcelona żądała za Paua Gasola, gdyż zgodzili się zagrać mecz pokazowy z tym klubem. Knicks też mogliby zagrać w Madrycie, trenerzy Realu mogliby odbywać praktyki w klubie z Nowego Jorku... - proponował Kreiter, a Knicks przyznają, że już rozpoczęli negocjacje z madryckim klubem. Generalny menedżer New York Knicks Scott Layden powiedział, że chce mieć młodego, utalentowanego Polaka "najszybciej, jak to możliwe". - Sądzę, że Real jest skłonny zmniejszyć sumę odstepnego o 50-60 proc. W ostateczności możemy pozwac madrycki klub do sądu - cytuje Lampego "New York Knicks".

Jedno jest pewne - Polak nie będzie w stanie sam spłacić sumy odstępnego ze swojego kontraktu z Knicks, co jest zwyczajowo w NBA przyjęte. Szefowie nowojorskiego klubu nie zaproponują mu bowiem wysokiego kontraktu, choć mają na zakupy nowych graczy 4,5 mln dol. Jednak chcą przeznaczyć te pieniądze na zatrudnienie tzw. wolnych koszykarzy.

W piątek, dzień po drafcie, Lampe uczestniczył w konferencji prasowej zorganizowanej przez Knicks dla wszystkich trzech nowych zawodników (poza Polakiem nowojorczycy wybrali silnego skrzydłowego Mike'a Sweetneya i mierzącego 228 cm giganta z Podgoricy Slavko Vranesa).

- Każdy z nas dostał koszulkę Knicks, na razie tylko z numerem 03. A wieczorem byłem na swoim pierwszym meczu NBA, tyle że kobiecej. New York Liberty przegrało z Detroit Shock. Było fajnie - mówi "Gazecie" polski skrzydłowy.

W sobotę Lampe wyjechał do Chicago, gdzie przez dziesięć dni będzie trenował i przygotowywał się do udziału w lidze letniej. New York Knicks wystawiają zespół złożony z rezerwowych i koszykarzy liczących na angaż w NBA aż w dwóch turniejach - w Bostonie i w Salt Lake City. - Nie mogę nic powiedzieć o swojej przyszłości w NBA, dopóki nie zobaczą, jak gram. Od 8 do 24 lipca będę z zespołem, który zagra w lidze letniej. Potem się wszystko okaże - podkreśla Lampe.

Już im się podoba

Do Europy zdecydowanie nie chce wracać. - Dlaczego? To chyba jasne, wolę grać w NBA! Moim zdaniem na pewno da się to załatwić - mówi Polak. Dodaje, że nie ma żadnych pretensji do swojego agenta, którego strategia przed draftem (nie wyjaśnił klubom dokładnie sytuacji kontraktowej Polaka; nie zorganizował testów w zespołach wybierających poniżej 14. numeru; nie zdołał zapewnić Lampemu obietnicy, że ktoś go weźmie) była dość kontrowersyjna. - To, co się stało, nie było jego winą - uważa Lampe, ale dodaje: - Gdybym wiedział, że będę wybrany tak nisko, na pewno bym się wycofał i próbował za rok.

Czekanie do wyboru z numerem 30 było dla 18-letniego Polaka dość męczące. - Nikt nie wiedział, co się dzieje. Ale kiedy w końcu zostałem wybrany, było już fajnie. Byłem mocno zaskoczony tym, jak dobrze potraktowali mnie kibice w Nowym Jorku. Nie ma wątpliwości, że tamten wieczór będę wspominał jako pozytywne doświadczenie. Knicks potrzebują wysokiego gracza, będę tu pasował. Mogę nawet być środkowym. Miasto też mi się bardzo podoba, lubię duże metropolie - mówi Lampe. Jego rodzice jednak w trakcie draftu mówili, że to najbrzydsze miasto świata. - Już zmienili zdanie. Podoba im się - zapewnia Maciej.

Alba dzwoni

Mniejsze fanfary towarzyszą przyjściu Szymona Szewczyka do Milwaukee Bucks (nr 35). Lokalna prasa w Milwaukee poświęca niemal całą uwagę Michaelowi Jordanowi, gdyż jak głoszą plotki, jest on w trakcie kupowania klubu Bucks. Największa lokalna gazeta "Milwaukee Journal-Sentinel" poświęciła jednak Polakowi spory tekst. - To jest ktoś, kto nam się naprawdę spodobał. Trenerzy reprezentacji Polski byli u nas w ostatnich latach kilka razy i mówili, że jest nawet trochę lepszy od Lampego i ma przed sobą większą przyszłość - cytuje gazeta trenera Bucks George'a Karla.

Szewczyk został wybrany przez klub, który ma w składzie pięciu graczy mogących występować na pozycji silnego skrzydłowego (Tim Thomas, Toni Kukocz, Anthony Mason, Jason Caffey, Marcus Haislip), a dzień po drafcie pozyskał jeszcze jednego - były numer 1 draftu Joe Smitha z Minnesota Timberwolves. Na dodatek w składzie jest już 14 zawodników z gwarantowanymi kontraktami, a zespół może liczyć w trakcie sezonu 15 graczy. - Jesteśmy zadowoleni z wyboru Szewczyka, ale faktem jest, że w najbliższym sezonie mamy zamiar stawiać na młodych Dana Gadzurica, Jamala Sampsona i Marcusa Haislipa - dodał w "Milwaukee Journal-Sentinel" trener Karl, wymieniając zawodników wybranych przez Bucks w drafcie przed rokiem.

Polak jest więc raczej pogodzony z tym, że najbliższy sezon spędzi w Europie. - Wiem o tym wszystkim, ale nie załamuję rąk. W poniedziałek lecę do Milwaukee zapoznać się z miastem i klubem, a od piątku rozpoczynają się treningi przed ligą letnią. Potem zobaczymy - mówi Szewczyk, który jednak cały czas rozmawia z europejskimi klubami. - W sobotę dzwonił trener Alby Berlin Emir Mutapcić, jest jakiś sygnał nawet z Polski, ale raczej się tam nie wybieram - dodaje Szewczyk, który oczywiście może w lidze letniej olśnić trenerów Kozłów i zaoferują mu kontrakt od razu.

Trybański najbogatszy

Jednego w tej sytuacji możemy być chyba pewni - najlepiej zarabiającym polskim koszykarze pozostanie Cezary Trybański, który w Memphis Grizzlies ma trzyletni gwarantowany kontrakt na 4,8 mln dol. Kluby, które wybrały Polaków, zapewne zaoferują im tylko tzw. kontrakty minimalne (ich wysokość wynika ze stażu w lidze, dla debiutanta to 366 tys. dol. rocznie), choć mogą - jak w przypadku Knicks - wykorzystać tzw. wyjątki (nieliczące się do limitu pojedyncze kontrakty, każdy klub ma do dyspozycji 4,5 mln raz na trzy lata). Nowojorczycy mogliby teoretycznie przeznaczyć część tych pieniędzy dla Lampego, ale raczej będą starali się nimi przyciągnąć do zespołu jakiegoś doświadczonego weterana. Nie ma w każdym razie żadnego powodu, dla którego mieliby zapłacić Polakowi więcej niż minimum.

Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.