Wspomnienie o XII Maratonie Pokoju

Do Maratonu Warszawskiego, którą to imprezę ?Gazeta? objęła patronatem, zostało 11 tygodni. Bogdan Król, startujący na wózku uczestnik ponad 100 maratonów, wspomina dziś XII Maraton Pokoju z 1990 roku

Zawodnicy startujący w imprezach biegowych na wózkach inwalidzkich mają jedną podstawową przeszkodę - finansową. Koszt profesjonalnego wózka jest tak duży, że niewielu z nas stać na zakup odpowiedniego sprzętu. A przecież wyścig to wyścig i każdy chce uzyskać jak najlepszy czas. Trwają obecnie prace nad stworzeniem polskiego wózka, którego cena byłaby dostosowana do możliwości finansowych kandydatów na maratończyków, jednak na razie musimy głównie liczyć na sponsorów. A jak to było kilkanaście lat temu?

W roku 1990 wózkarze startowali w Maratonie Pokoju po raz kolejny. Ale mimo iż było to zaledwie 13 lat temu, to różnica w budowie wózków, porównując je do obecnie produkowanych, była olbrzymia. Stosowane wtedy pojazdy były bardzo proste i w zasadzie niewiele różniły się od zwykłych wózków inwalidzkich. Wózkarz na trasie nie był niczym szczególnym, ale to, że mógłby wygrać z biegaczami, wydawało się nie do pomyślenia. Aż wreszcie...

Finisz maratonu odbywał się wtedy jeszcze na Stadionie Dziesięciolecia. Kiedy sędziowie zobaczyli, że do bramy zbliża się pierwszy zawodnik - a był nim Zbyszek Wandachowicz - nie chcieli go wpuścić na stadion. Uznali, że to niemożliwe, aby wózkarz był szybszy od biegacza, i że ten "lider" to albo oszust, albo przypadkowy zawodnik. Biedny Zbyszek chwilę się naszarpał zanim wytłumaczył, że ma numer startowy i że naprawdę pokonał już 42 kilometry. Teraz wózkarze pokonują trasę maratonu w niesamowitym tempie - mój rekord w kategorii hand-bike'ów wynosi 1 godzinę i 19 minut. "Normalni" uczestnicy potrzebują grubo ponad dwie godziny.