Tomas Pacesas: W lidze VTB dążymy do perfekcji

- Jesteśmy pierwszą ligą w Europie, która dba o pieniądze klubów. Bo u nas liga jest po to, żeby pomagać klubom, a nie po to, aby kluby utrzymywały ligę. Dlatego mamy tak dużo chętnych, dlatego być może jeszcze powiększymy ligę - mówi dyrektor wykonawczy ligi VTB Tomas Pacesas.

Grzegorz Kubicki: W lidze VTB znów gra tylko jeden zespół z Polski - PGE Turów Zgorzelec. Była szansa na drugiego uczestnika?

Tomas Pacesas: Odpowiem tak - chcemy, aby w naszej lidze grało jak najwięcej zespołów reprezentujących godny, wysoki poziom. Jesteśmy otwarci na nowych uczestników, choć po ostatnim sezonie uznaliśmy, że chcemy zostać z tym samym składem i tym samym schematem rozgrywek. Co roku zmienialiśmy drużyny, system gier, zasady. Robiliśmy to po to, aby dążyć do perfekcji, ale teraz ustaliliśmy z klubami, że spróbujemy powtórzyć to, co dobrze funkcjonowało w poprzednim sezonie. Oczywiście chciałbym, żeby w lidze VTB zagrał drugi zespół z Polski, najlepiej Asseco Gdynia, ale na to trzeba poczekać.

W porównaniu z poprzednim sezonem zaszła tylko jedna zmiana wśród uczestników - zamiast Żalgirisu Kowno jest Krasnyj Oktiabr Wołgograd. Dlaczego?

- Szkoda, że nie ma Żalgirisu, choć o tej sytuacji nie decydowały chyba aspekty czysto sportowe. Szefowie Żalgirisu tłumaczyli, że czeka ich dużo gier, że grają m.in. w Eurolidze, gdzie w tym roku zmieniły się przepisy [nawet jeśli ktoś nie awansuje do fazy Top 16, to zostaje w pucharach, gra w Pucharze Europy]. Nie wiem do końca, jak to było, ale szanujemy ich decyzję, nie będziemy nikogo trzymać na siłę.

Która z nowych drużyn chciała grać w lidze VTB?

- Np. Lukoil Academic Sofia, który miał jednak jakieś kłopoty z halą. Albo Dinamo Tbilisi, zespół, który jest obecnie nr. 1 w Gruzji, gdzie koszykówka jest ostatnio bardzo popularna. Robimy wszystko, aby powiększać nasz rynek, zataczać coraz szersze kręgi geograficzne. To oczywiście zwiększa koszty, ale od tego są menedżerowie, żeby zadbać o finansowanie.

Przed sezonem zostaliście oficjalnie uznani za członków rodziny FIBA. Co to oznacza?

- Właściwie to tylko formalność. Jesteśmy teraz oficjalnymi rozgrywkami międzynarodowymi, nie jesteśmy ligą komercyjną. Choć właściwie, co to znaczy komercja? NBA też jest komercyjna, jej obroty roczne to miliardy dolarów. Fakty są takie, że jesteśmy pierwszą ligą w Europie, która dba o pieniądze klubów. Dążymy do tego, żeby kluby miały jak najmniej kosztów związanych z organizacją i skupiały się tylko na aspektach sportowych. Oczywiście koszty sportowe też są duże - trzeba zatrudnić trenerów, zawodników, zapewnić funkcjonowanie klubu itd. Ale wiele kosztów operacyjnych bierzemy za to na siebie. Np. sędziów czy dzięki nowemu sponsorowi - zapewniamy drużynom obniżone o połowę koszty biletów lotniczych. U nas liga jest po to, żeby pomagać klubom, a nie po to, aby kluby utrzymywały ligę. Dlatego mamy dużo chętnych, dlatego być może w przyszłym roku jeszcze powiększymy ligę.

Prezes PGE Turów Waldemar Łuczak już po ostatnim meczu poprzedniego sezonu nie miał wątpliwości, że nadal chce grać w lidze VTB.

- To był dla nich pierwszy rok w VTB, on zawsze jest trudny, Turów przegrał pechowo kilka meczów w samych końcówkach. Ale i tak mogli być zadowoleni. Fajnie, że doceniają to, co daje im nasza liga, fajnie, że z nami zostali. Dajemy im nie tylko dobrych przeciwników i możliwość rywalizacji z najlepszymi, ale minimalizujemy też koszty uczestnictwa w lidze.

Liga VTB osiągnęła też porozumienie z Rosyjską Federacją Koszykówki. Co ono oznacza?

- Mistrzostwo ligi rosyjskiej będzie się rozstrzygało wewnątrz ligi VTB. Liczą się wyniki, punkty, kto będzie najlepszy w lidze VTB, ten zostanie mistrzem Rosji. Osobnych rozgrywek nie będzie.

A jak wyglądają rozmowy z Euroligą? Czy jest szansa, że uczestnik VTB dostanie dziką kartę od razu do rozgrywek grupowych, a nie tylko w kwalifikacjach?

- Współpraca z Euroligą układa nam się na każdej płaszczyźnie i myślę, że takie rozwiązanie to kwestia czasu. To by było bardzo motywujące dla klubów, byłby to kolejny bonus, który chcemy im zapewnić.

A pan co robi na co dzień w lidze VTB?

- Wciąż jestem dyrektorem wykonawczym, prowadzę bloga, a także specjalny program, w którym razem z Iloną Korstin podsumowujemy poszczególne etapy rozgrywek. Nie siedzę codziennie w Moskwie, ale pracy jest dużo, często podróżuję. Biuro ligi jest naprawdę spore, obowiązki podzielone, a organizacja funkcjonuje doskonale. I to też jest nasz duży atut.