Rutkowski, Wujec: Duncan - terminator

Ulubieniec publiczności: firmowe zagranie - płaski rzut od tablicy.

Ekscentryk: ani centymetra tatuażu, włosy nie uczesane ani w afro, ani w strączki, niezmienny wyraz twarzy, jak u szwedzkiego pingpongisty, Jana Ove Waldnera.

Przywódca: nigdy nie podnosi głosu, nie robi min, nie kłóci się z sędziami, nie krzyczy na kolegów.

Ulubieniec dziennikarzy: autor błyskotliwych wypowiedzi "Walczyliśmy, ale niestety się nie udało" - powie po przegranym meczu; "Po prostu lepiej trafialiśmy." - po wygranym. Oto najlepszy obecnie koszykarz w NBA, Tim Duncan.

Tim Duncan to robot doskonały. Terminator. Nawet mimiką twarzy przypomina Arnolda Schwarzeneggera. Jego gra zachwyci tylko ekspertów - dla kibica bywa przewidywalna i nudna jak flaki z olejem. Duncan pracuje systematycznie, jak robotnik w fabryce produkującej łożyska. Nie zaskakuje niesamowitymi zagraniami. Nie zależy mu na widowiskowych slam-dunkach. Robi swoje, nie zwracając uwagi na to, co dzieje się wokół.

Niesamowite jest to, że pomimo tej przewidywalności, nikt nie jest w stanie go powstrzymać. Przeciwnicy mogą godzinami analizować na kasetach wideo podkoszowe zachowania Duncana, ale - jak niegdyś ze słynnym "dream-shake" Olajuwona - nic z tego nie wynika. Przy pojedynczym kryciu Duncan jest zawsze szybszy i zwinniejszy od swego rywala. Doskonale pracuje nogami, cierpliwie wypracowuje sobie dogodną pozycję, oddaje rzut w idealnym momencie. Jeśli zaś jest podwajany i potrajany - umie celnie podać do swych niepilnowanych kolegów.

Trener Dallas Don Nelson stwierdził, że skrzydłowy San Antonio jest połączeniem zalet Larry Birda i Kevina McHale'a. Już dzisiaj, choć Duncan nie przekroczył pewnie nawet półmetka swojej kariery, zaczynają się dyskusje, czy jest najwybitniejszym graczem na swej pozycji w historii NBA. W tegorocznych playoffs przewodzi San Antonio Spurs w każdej kategorii: średnio 25 punktów, 15 zbiórek, 5,2 asysty, 2,8 bloku, skuteczność 54 procent.

Pierwsze dwa mecze dowiodły, że to od jego dyspozycji będzie zależał wynik tegorocznych finałów NBA. Mecz nr 1: 32 punkty (trafił 11 z 17 rzutów), 20 zbiórek, 6 asyst, 7 bloków, 3 przechwyty i łatwe zwycięstwo San Antonio. Mecz numer 2: 19 punktów (8/19 z gry i tylko 3/10 z osobistych), 12 zbiórek, 3 asysty, 3 bloki, 4 straty i porażka. Już przed pierwszym meczem większość ekspertów uważała, że główną szansą Nets na powstrzymanie Duncana jest Dikembe Mutombo. Czterokrotny najlepszy obrońca NBA po kontuzji nadgarstka, której doznał w listopadzie, prawie nie pojawiał się na parkiecie (w sumie 3 minuty przez ostatnie 10 meczów). Podstarzały i powolny, nie pasował do szybkiej, dynamicznej gry Nets, preferowanej przez trenera Byrona Scotta. Scott nie posłuchał podpowiedzi i w pierwszym meczu Duncana krył sporo niższy Kenyon Martin, który wcześnie wspaniale radził sobie z Antoine'em Walkerem i Benem Wallace'em. Tym razem było gorzej - K-Mart szybko złapał faule, a Duncan zdemolował Nets.

W drugim meczu Scott przeprosił się z Mutombo. Stary center spędził na parkiecie 20 minut - głównie zajmując się uprzykrzaniem życia Duncanowi. Co ciekawe, kiedy latem zeszłego roku Nets pozyskali Dikembe z Philadelphii, mówiło się, że czynią to po to, żeby w finałach napsuć krwi Shaquille'owi O'Nealowi. Teraz Nets są w finale, Shaq już na wakacjach, ale Mutombo okazał się być skuteczną bronią na Tima Duncana.

Co będzie dalej? Terminator zapewne wyciągnie wnioski, przełamie opór Mutombo i poprowadzi Spurs po tytuł. Ale cieszymy się, że w tegorocznych finałach jest jakaś walka.

Kronika towarzyska

n Półtora roku temu trener New Jersey Byron Scott powiedział, że Stephen Jackson nie zmieści się u niego nawet na ławce, bo nie potrafi bronić i nie chce się podporządkować interesom drużyny. Jackson odpowiedział, że Scott może go pocałować wiadomo gdzie, spakował manatki i udał się na poszukiwania innej pracy. Znalazł ją w San Antonio. W ostatniej sekundzie meczu nr 2 finałów nadarzyła się okazja do zemsty. Nets prowadzili różnicą 2 punktów, a Jackson miał dobrą pozycję przy rzucie za 3 punkty. Gdyby trafił, Spurs odnieśliby zwycięstwo i praktycznie byłoby po rywalizacji. Ale piłka trafiła w obręcz i wypadła na zewnątrz...

n Uspokoiła się nieco karuzela trenerska - w zeszłym tygodniu nikt nie stracił pracy. Larry Brown podpisał kontrakt z Detroit Pistons, wyrzucony z Nowego Orleanu Paul Silas będzie pierwszym opiekunem LeBrona Jamesa w Cleveland Cavaliers. Eks-trener Detroit Rick Carlisle negocjuje z Wizards i Clippers, zaś Jeff Van Gundy prawdopodobnie trafi do Houston.

n Dwaj główni kandydaci do wzmocnienia Los Angeles Lakers w przyszłym sezonie to Gary Payton i Juwan Howard. Obaj gotowi są zaakceptować znaczące obniżki pensji. Natomiast ochotę na zatrudnienie Karla Malone'a mają Dallas Mavericks i Minnesota Timberwolves.

n W hali Delta Center w Salt Lake City odbyło się uroczyste pożegnanie Johna Stocktona. Stockton jest osobą skromną i nieśmiałą, więc półtoragodzinna ceremonia była dla niego trudnym przeżyciem. "Dobrze, że już po wszystkim. To było jak ciężki trening" - powiedział. Łzy w oczach mieli najwięksi twardziele NBA - sam Stockton, Karl Malone i Jerry Sloan.

n Błyskawicznie rosną przed-draftowe akcje 18-letniego syberyjskiego giganta (2,28 m) Pawła Podkolzina, o którym jeszcze kilka miesięcy temu nikt nie słyszał. Teraz pojawiają się nawet opinie, że Podkolzin to "najbardziej niesamowita kombinacja wzrostu, siły i zwinności od czasów Shaqa". Rosjanin może zostać wybrany nawet z numerem 4.

n Ciepło mówi się również o naszym Macieju Lampe, który raczej na pewno zostanie wybrany w loterii (pierwsze 13 miejsc draftu). Lampe trenował z Eltonem Brandem, Dariusem Milesem, Quentinem Richardsonem i Coreyem Maggette. Richardson ostrzegł go: - Módl się, żebyś nie trafił do Clippers. Nie mamy pieniędzy, nie mamy trenera, nie mamy o niczym pojęcia.

Złota myśl

"Rozmawiałem ostatnio z przyjacielem, kto świetnie się zna na koszykówce. Ufam mu, jak nikomu innemu. Powiedział, że największą zaletą Houston Rockets jest fakt, że Yao Ming codziennie rano, kiedy się budzi, ma 2,29 m wzrostu. Trudno się z nim nie zgodzić" - Jeff Van Gundy, który zastanawia się nad objęciem funkcji trenera Houston.