Po meczu bydgoskich żużlowców z Unią Leszno

Udany powrót na tor notuje Jacek Krzyżaniak, do jazdy za pięć dni w Pile szykuje się Mark Loram, drużyna wygrywa arcyważne emocjonujące spotkanie, po którym jak najszybciej chce się znowu usiąść na bydgoskich trybunach - w takich okolicznościach wracają nadzieje na walkę Plusssz/Polonii o kolejny medal

- Nie piszcie i nie mówcie znowu, że ledwo wygraliśmy, że jest żałoba, skąpstwo w klubie - prosił dziennikarzy po niedzielnym meczu Tomasz Gollob. - W ten sposób kibiców nie przyciągniemy na stadion. A przecież łatwiej się jeździ przy pełnych trybunach i przy lepszej atmosferze ze strony mediów - dodawał kapitan Plusssz/Polonii. Trudno się dziwić jego frustracji, skoro borykająca się z kłopotami kadrowymi i finansowymi drużyna pokonuje dwóch faworytów do tytułu - miesiąc temu Włókniarz, a teraz Unię.

SUKCES WBREW LOGICE

Przedwczoraj wygrała teoretycznie wbrew logice. Nasz zespół miał jednego pewniaka, T. Golloba. Jego starszy brat Jacek od kraksy w meczu z pilanami ciągle ma kontuzjowany prawy nadgarstek. Mirosław Kowalik i Todd Wiltshire dysponują słabym sprzętem i zawodzą. Loram leczy złamane ramię, a od 23-letniego Michała Robackiego, choć w kilku ostatnich meczach był gorszy tylko od Gollobów, nie można wymagać stabilności w roli prowadzącego parę. Młodzieżowcy powoli wychodzą z kryzysu, a Krzyżaniak potrzebuje jeszcze kilku tygodni, by mieć w pełni sprawną prawą rękę.

Poloniści spięli się jednak przeciw Unii jak nigdy. Kibice mogli oglądać aż 12 z 15 biegów, w których żużlowcy wyprzedzali się na dystansie lub do samej mety trwała zażarta walka i o zwycięstwo, i o trzecią punktowaną lokatę. T. Gollob był pewny swych silników długo przed meczem. Jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy, dostał dwa nowe gaźniki, które potem pozwalały najlepszemu polskiemu żużlowcowi wygrywać ze wszystkimi leszczynianami, nawet po atakach z ostatniego miejsca, jak w XII biegu, gdy na pierwszym wirażu został zepchnięty pod bandę przez Leigh Adamsa i Jacka Rempałę. J. Gollob zapomniał o urazie dłoni i po pierwszych dwóch porażkach wygrał trzy biegi. Krzyżaniak zaryzykował dwukrotnie start z rezerwy i - o czym dokładnie pisaliśmy wczoraj - został bohaterem zespołu. Robacki zawiódł w dwóch biegach, ale w innych potrafił przywieźć na 5:1 Lukasa Drymla i zebrać burzę braw, mimo zespołowej porażki 2:4 w XI biegu. A to dlatego, że kibice docenili przemyślany atak "Robaka" na drugim łuku, gdy oszukał Drymla i zamiast atakować na bardzo przyczepnej nawierzchni, wskoczył przed Czecha przy krawężniku. - Dla mnie najważniejsze, utrzymać stabilną formę. Nie uważam się przy tym za prowadzącego parę - przyznał po meczu Robacki. Tak jak on, dwa słabsze starty zaliczył Wiltshire. Odzyskał jednak zaufanie działaczy i kibiców, zwłaszcza po cennym zwycięstwie w przedostatniej gonitwie nad Kasprzakiem i Drymlem na miarę utrzymaniu remisu w meczu. Australijczyka wcześniej, na starcie XII biegu, dosięgnął pech. - Silnik całkowicie padł. Jeszcze sam nie wiem, co się dokładnie stało - tłumaczył "Gazecie".

A MIREK WCIĄŻ BŁĄDZI

Dużo większe kłopoty z motocyklami miał Kowalik. W dwóch biegach zdobył tylko punkt, choć jeździł agresywnie i trzymał się blisko najpierw Rafała Dobruckiego, a potem pary Adams-Dryml. - Jade ścieżką szeroko za Gollobem, tam gdzie niesie, a tymczasem rywale wyprzedzają mnie przy krawężniku - opowiadał "Gaezcie". - Błądzę cały czas ze sprzętem. Wydałem 30 tysięcy złotych na zrobienie silnika u Otto Weissa. I motocykl jest wolny. Mówię Weissowi: przyjedź, zobacz, dopasuj silnik do toru, wymień coś. A on twierdzi, że nie ma czasu, bo taki po prostu jest - woli, żeby mu zostawić silnik i nie widzieć, co robi - żalił się Kowalik. Dopiero jak przesiadł się na jawę T. Golloba, przywiózł drugie miejsce w biegu nominowanym. - Moje motory są do dyspozycji kolegów. Nie szczędzę sprzętu dla dobra dużyny. I żeby były wszystko jasne: nie biorę za to żadnych pieniędzy - zapewniał starszy z braci Gollobów. Podobny komfort sprzętowy w Unii miał Kasprzak. - Tata ze sponsorem przywieźli wczoraj z Danii trzy silniki. Pojechał na nich bez żadnego treningu. Raz tylko zmieniłem zębatkę. Bardzo ciężko dopasować motor na tak twardy tor. Jak się uda od razu, to później nie trzeba błądzić - przyznał "Gazecie" junior gości, którzy doznał tylko porażki z T. Gollobem i Wiltshire'em.

W KOMPLECIE NA PIŁE

Po takim sukcesie wśród działaczy Plusssz/Polonii znowu powiało optymizmem. - Nadal w marzeniach celujemy w czołową czwórkę na rundę play-off. Wrócił Krzyżaniak, a jeśli Loram wystartuje w GP Szwecji, to postaramy się go ściągnąć też nazajutrz do Piły. Bardzo nam na tym zależy - uważa współprowadzący zespół wiceprzewodniczący sekcji żużlowej Jerzy Kanclerz. T. Gollob i być może obaj nasi obcokrajowcy odlecą w niedzielę o 7 rano ze Sztokholmu przez Kopenhagę do Poznania. Stamtąd zdążą do Piły na 17 (Plusssz/Polonia zgłosiła do programu skład: T. Gollob, Grzegorz Musiał, Robacki, Wiltshire, J. Gollob, Grzegorz Czechowski). Jeśli przyjadą obaj "stranieri" i gotowy będzie Krzyżaniak, prawdopodobnie zabraknie miejsca w składzie dla Kowalika. - Zdecydujemy dopiero w Pile - kończy Kanclerz.

jad

Dla Gazety

Rufin Sokołowski

prezes Unii

W trzech ostatnich meczach w Bydgoszczy nasza przegrana rozstrzygała się w ostatnim biegu. Poprzednie dwa mecze decydowały o mistrzostwie Polski. Ten też mógł decydować, bo nasz plan był taki, że wygrywamy w ten weekend w Bydgoszczy, a w następny - we Wrocławiu. Nam nie pozostało nic innego, jak wygrać teraz z Atlasem. Wszyscy - poza rewelacyjnie jeżdżącym Krzysztofem Kasprzakiem - spisali się dziś poniżej swoich możliwości. Tor był tak twardy dla moich zawodników, że nie byli w stanie się dopasować. Byli tak wolni, że już sam nie wiem. Uważam też, że Tomek Gollob praktycznie sam rozstrzygnął o losach meczu. Najpierw, kiedy dowiózł na drugim miejscu Krzyżaniaka, a potem, gdy wygrał ostatni bieg. Szkoda, bo myślę, że remis byłby sprawiedliwy. Jedyna pozytywna strona tego meczu to to, że mamy korzystniejszy bilans dwumeczu z Bydgoszczą i teraz Polonia - jeśli chce być w czwórce - musi zdobyć gdzieś ekstrapunkty, gdzie nie zdobędzie ich Unia. Udało nam się jeszcze zrobić to, co planowaliśmy - doprowadzić do tego, że bydgoscy młodzieżowcy nie zdobyli punktu.

Rafał Dobrucki

żużlowiec Unii

Aby odnieść zwycięstwo, troszeczkę zabrakło toru do walki, bo problemy z dopasowaniem się do niego mieliśmy bardzo duże. Ciężko było atakować. Trzeba było mieć bardzo dobrze spasowany szybki motor, żeby mijać na dystansie. Przy wyrównanym sprzęcie było to niemożliwe. Bydgoszczanom trzeba pogratulować, że w trudnej sytuacji, przy powrocie długo dochodzącego do siebie Krzyżaniaka, poradzili sobie. U nas, no cóż - dziury w składzie. Poza Krzysztofem Kasprzakiem, każdy może mieć do siebie jakieś pretensje.

not. mac