Ole Olsen: przyjdźcie na sobotnie zawody żużlowe w Chorzowie! To będzie wielkie wydarzenie

57-letni Duńczyk to jeden z najwybitniejszych żużlowców w historii. Ma na swoim koncie m.in. trzy tytuły indywidualnego mistrza świata. Od kilku lat jest dyrektorem cyklu imprez Grand Prix. Na zawodach jest pierwszy po Bogu. Odbiera tor przed turniejem, pilnuje rozkładu jazdy wyścigów, momentu wejścia na podium, pogania zawodników, by nie było poślizgu w bezpośredniej relacji telewizyjnej. Zdarza się, że w kontrowersyjnych momentach wpływa na podejmowane przez sędziów decyzje.

Michał Zichlarz: Tony Rickardsson jest faworytem bukmacherów do zdobycia szóstego tytuł mistrza świata. Czy Pańskim również?

Ole Olsen: Nie mam swoich typów. Uważam, że w tym roku konkurencja jest wyjątkowo wyrównana. Tony na pewno będzie mocny. Ale jest też wielu innych żużlowców: Australijczycy, Polacy, Duńczycy czy inni Szwedzi. Zapowiada się niesamowita walka na torze.

Co Pan sądzi o szansach Tomasza Golloba?

- Jeśli chce zdobyć mistrzostwo świata, to musi to zrobić właśnie teraz. Z ciekawością oczekuję jego startów. W zeszłym roku na pewno nie szło mu tak, jak się spodziewał. Ale są też inni Polacy, jak choćby Cegielski czy grupa waszych młodych żużlowców.

Gollob, jak wielu innych zawodników, narzeka, że część zawodów Grand Prix, jak choćby te w Cardiff czy Hamar, rozgrywana są na sztucznych torach. Czy jako były zawodnik nie sądzi Pan, że to nie najlepszy pomysł?

- To nonsens! Kto tak mówi?! Od zawodników z czołowej dziesiątki nigdy nie usłyszy pan żadnego narzekania. Czy Tony Rickardsson narzekał kiedyś na jakiś tor? Nie! Jeśli chcesz być mistrzem świata, to musisz umieć ścigać się na wszystkich torach i w każdych warunkach. To nie podlega żadnej dyskusji. Ale jeśli ktoś cały czas powtarza sobie, że nie potrafi ścigać się na sztucznych torach, to potem rzeczywiście nie umie na nich jeździć. To problem psychologiczny. Zresztą, co to za gadanina... Sztuczne tory w Cardiff czy Goeteborgu należą do najlepszych na świecie.

Pierwsze zawody Grand Prix w 2003 roku odbędą się w Chorzowie. 30 lat temu sam się Pan tam ścigał. Jaka jest Pańska opinia na temat tego stadionu?

- Śląski jest fantastyczny! To było kapitalne uczucie, kiedy po latach ponownie pojawiłem się na przebudowanym już stadionie jako dyrektor Grand Prix. Na obiekcie poprawiła się infrastruktura. Kibice mogą teraz w większym komforcie oglądać zawody, a żużlowcy w spokoju przygotowywać się do startów. Z niecierpliwością czekam na sobotnie zawody.

Wiele osób obawia się, że jeśli tegoroczne Grand Prix Europy na Stadionie Śląskim nie powiedzie się, to pod znakiem zapytania stanie kolejny turniej w 2004 roku. Czy rzeczywiście istnieje takie niebezpieczeństwo?

- Nie uważam tak. W ubiegłym roku na zawody nie przyszło może tylu kibiców, ilu byśmy oczekiwali, ale trzeba pamiętać, że żużel ponownie zagościł na Śląskim po długiej przerwie [po 16 latach - przyp. red.]. Mam prośbę do fanów speedwaya w Polsce: przyjdźcie na sobotnie zawody! To będzie wielkie wydarzenie. Nigdy nie zapomnę pierwszego turnieju Grand Prix we Wrocławiu w 1995 roku. Pełny stadion, las biało-czerwonych flag, zwycięstwo Golloba i polski hymn śpiewany przez kibiców. Polscy fani potrafią stworzyć niepowtarzalną atmosferę na trybunach. Mam nadzieję, że podobnie będzie w sobotę i będziecie mieli powody do zadowolenia.

Wielu żużlowców jest ostatnio kontuzjowanych: Andreas Jonsson, Ryan Sullivan czy Mark Loram. Nie uważa Pan, że najlepsi mają za dużo startów w sezonie: liga angielska, polska, szwedzka, starty w Grand Prix czy Drużynowy Puchar Świata.

- Może i tak jest, ale o wszystkim decydują przecież sami zawodnicy. To ich decyzja, gdzie i jak często startują. A co do urazów, taki już jest żużel. Zawodnicy cały czas narażeni są na wypadki i kontuzje. Loram i Sullivan już jeżdżą i trenują. Proszę zauważyć, że w trakcie sezonu wypadków na torze jest naprawdę niewiele.

Od ośmiu lat jest Pan dyrektorem cyklu imprez Grand Prix. Łatwiej być działaczem czy samemu jeździć na torze?

- Na pewno nie jest mi teraz łatwo. Mam wiele obowiązków: reprezentuję FIM [Międzynarodowa Organizacja Motorowa - przyp. red.], odpowiadam za organizację zawodów, wiele podróżuję. Ale uważam, że mam najlepszą robotę na świecie. Jeśli coś kochasz, a ja kocham żużel, to nic nie jest problemem. Uwielbiam każdą stronę swojej pracy.

Prowadzi Pan też własną firmę. Na czym polega jej działalność?

- Firma Speed Sport mieści się w Sommersted. Zatrudniam sześć osób. Między innymi pomagamy Benfield Sports International [brytyjska firma jest głównym organizatorem żużlowego Grand Prix - przyp. red.] w organizacji zawodów. Opiekujemy się też torem w Vojens.