Rozmowa z trenerem Zbyszkiem Pietkiewiczem

Chciałbym znaleźć takie warunki pracy, by móc wychować kolejnych reprezentantów Polski. W przeciwnym razie wycofam się ze sportu i zajmę się wychowywaniem mojej najmłodszej córki - mówi Zbyszek Pietkiewicz, były trener tenisistek stołowych LUKS-u Stawiguda

Paweł Gęsicki: Co Pan czuje po rezygnacji z funkcji trenera klubu - ulgę, żal czy satysfakcję?

Zbyszek Pietkiewicz: Czuję ogromną ulgę. Zrezygnowałem, bo nie umiem pracować z ludźmi, którzy nie potrafią zachować się fair. Chodzi o wójta Stawigudy [Teodozego Marcinkiewicza - red.] i człowieka odpowiedzialnego za sport w gminie [Jerzego Raczyka - red.]. Wójt oficjalnie wycofał się z władz klubu, choć faktycznie wstawił do zarządu swoich ludzi, którymi manipuluje. Ja zostałem z zarządu usunięty. Cała ta sytuacja przypomina seans jednego aktora i jego suflera. Wielokrotnie prosiłem wójta o szczerą rozmowę na temat sytuacji w klubie, ale nigdy do takiej rozmowy nie doszło, bo byłem dla niego za "mały". Co ciekawe, to ja stworzyłem ten klub i kiedyś zaproponowałem wójta i pana Raczyka na stanowiska prezesa i wiceprezesa. Dopóki pracowałem za swoje zaoszczędzone pieniądze wszystko było w porządku. Stałem się niewygodny, gdy zacząłem liczyć na wynagrodzenie. Po prostu Murzyn zrobił swoje, Murzyn może odejść. A ja uważam, że mam duży wkład w promocję Stawigudy. Za nasze osiągnięcia dostawałem gratulacje m.in. od ministra Giersza i wojewody, ale nie od wójta.

Zdobył Pan w tym sezonie z zespołem wicemistrzostwo Polski , choć sytuacja finansowa LUKS-u nie była najlepsza?

- Często wykonywano działania pozorne. Zaległe pieniądze wypłacano nam z wielką pompą w formie nagród. Miałem już dość pracy na umowę zlecenie. Dostałem taką umowę na styczeń i luty, więcej umów nie było. A ja lubię czuć się szanowanym pracownikiem. W tym roku wycofał się też sponsor [Cekol - red.] już dawno nie powinno go być w nazwie klubu. Nie rozumiem, jak wójt może nie interesować się takimi problemami sportowej wizytówki Stawigudy.

Jaka będzie przyszłość stawigudzkiego klubu?

- Myślę, że w najbliższym sezonie nie będzie źle. Po moim odejściu obydwaj panowie postarają się o pieniądze. Uważam, że głównie chodziło o to, aby mnie nie było w klubie. Ja chciałem być tylko trenerem. Ale odpowiedzialny za sport pan Raczyk obawiał się, że mogę mu zagrozić, ponieważ jest on niekompetentny.

Nie zrezygnuje Pan chyba z trenowania i wychowywania tenisistów stołowych?

- Będę szukał propozycji z innych ośrodków. Liczę na to, że cześć zawodniczek ze Stawigudy zechce nadal ze mną pracować. Chciałbym znaleźć takie warunki, by móc wychować kolejnych reprezentantów Polski. W przeciwnym razie wycofam się ze sportu i zajmę się wychowywaniem mojej najmłodszej córki. Dużo zawdzięczam rodzinie - żonie, dzieciom - a także Leszkowi Kucharskiemu. Oni pomagali mi w trudnych chwilach.

Był Pan już trenerem reprezentacji Polski juniorek. Może niebawem przejmie Pan reprezentację seniorek?

- Jeżeli zarząd Polskiego Związku Tenisa Stołowego złożyłby mi taką propozycję, to rozważyłbym ją bardzo poważnie. Lubię pracować z ludźmi, którzy znają się na sporcie profesjonalnym.