ŚLĄSK WROCŁAW - STOMIL OLSZTYN 4:1 (2:1)

-Ten mecz musieliśmy wygrać. Zdobycie trzech punktów daje nam pewien komfort, gdyż zbliżyliśmy się do bezpiecznego miejsca w środku tabeli - podkreślał po środowym meczu ze Stomilem trener Śląska Marian Putyra

Wyrównana i interesująca walka na boisku trwała tylko do momentu, gdy piłkarze Stomilu mieli jeszcze siłę biegać. Problem w tym, że olsztyniacy kondycyjnie wytrzymali tylko jedną połowę spotkania - później już tylko stali na własnej połowie i bronili się przed wyższą porażką.

Jednak niespodziewanie przez większą część pierwszej połowy korzystniej prezentował się Stomil i to piłkarze z Olsztyna wypracowali sobie więcej sytuacji bramkowych. Bardzo dobry pojedynek rozgrywał lewy pomocnik MOKS-u - Wojtaś, który imponował dynamiką i niekonwencjonalnymi akcjami. Już na początku spotkania Janukiewicz z trudem wybił piłkę po strzale Wojtasia z pola karnego. Chwilę później pomocnik Stomilu ponownie przeprowadził efektowny rajd - dograł piłkę w pole karne, ale nadbiegający Głowacki strzelił niecelnie z kilku metrów. Z kolei w 15. min Śląsk miał sporo szczęścia - po uderzeniu Klepczarka piłkę z pustej bramki wybił Ostrowski.

- Do przerwy Stomil grał swobodnie w środku pola i przeprowadzał groźne kontry. Było to możliwe, gdyż zbyt daleko kryliśmy rywali, a po stracie piłki niepotrzebnie cofaliśmy się na własną połowę, zamiast ich agresywnie zaatakować - tłumaczył po spotkaniu trener Śląska Marian Putyra.

Paradoksalnie to Stomil stwarzał sytuacje, ale gole strzelał Śląsk. Po bardzo mocnym uderzeniu z rzutu wolnego Ostrowskiego - Cierzniak wypiąstkował piłkę przed siebie, a nadbiegający Konon z kilku metrów główką pewnie posłał piłkę do siatki. Był to pierwszy gol wrocławskiego napastnika strzelony w oficjalnym spotkaniu Śląska.

Stomil zdołał doprowadzić do wyrównania po doskonałym crossowym zagraniu Głowackiego i fenomenalnym uderzeniu Wojtasia, który z ostrego kąta posłał piłkę w okienko bramki Janukiewicza. Śląsk praktycznie natychmiast sprowadził gości na ziemię. Piłkę dogrywał Konon, a Sztylka technicznym strzałem sprzed pola karnego trafił tuż przy słupku do siatki. W zasadzie w tym momencie Stomil definitywnie oddał pole walki i skapitulował.

Po przerwie mecz był jednostronnym widowiskiem. Śląsk nie schodził z połowy przeciwnika, a Stomil z każdą minutą gasł w oczach. Olsztyńscy zawodnicy już nawet nie próbowali kontrować, tylko bronili się przed własną bramką.

- Nie chcę się tłumaczyć, ale teraz wychodzi brak właściwego przygotowania fizycznego w okresie przed sezonem. Z tego powodu pięciu podstawowych zawodników jest kontuzjowanych, a kilku innych pod koniec meczu łapały skurcze ze zmęczenia - mówił na konferencji prasowej Piotr Tyszkiewicz, trener Stomilu.

Z kilku okazji bramkowych wrocławianie wykorzystali dwie. Najpierw Ostrowski w swoim dobrym stylu z rundy jesiennej potraktował przeciwników niczym slalomowe tyczki i wyłożył piłkę Ulatowskiemu, który z bliska trafił do pustej bramki. Wynik meczu ustalił Konon - napastnik miejscowych. Wykorzystując dośrodkowanie Sasina, szczupakiem skierował piłkę do siatki obok bezradnego Cierzniaka.

ŚLĄSK - STOMIL 4:1 (2:1)

STRZELCY BRAMEK: 1:0 - Konon (24), 1:1 - Wojtaś (41), 2:1 - Sztylka (44), 3:1 - Ulatowski (59), 4:1 - Konon (67)

Śląsk: Janukiewicz - Żytko, Jawny, Samiec - Sasin, Dorobek, Sztylka, Małecki (83. Nawrot), Ostrowski (73. Bielski) - Konon (87. Kaniewski), Ulatowski.

Stomil: Cierzniak - Święcki, Klepczarek Ż, Woźniczka - Głowacki, Trzeciakiewicz (29. Łotysz), Zawadzki, Połoszczak (83. Filipek), Wojtaś - Rudolf, Kalkowski.

SĘDZIOWAŁ: Robert Setla (Katowice)

WIDZÓW: 1500