Prokom Trefl Sopot zagra w Final Four Pucharu Mistrzów

Ani przez moment nie było wątpliwości, kto jest lepszy i która drużyna zasługuje na awans do turnieju Final Four. Prokom Trefl Sopot po raz drugi pokonał w ćwierćfinale francuski JDA Dijon i na początku maja stoczy decydujący bój o Puchar Mistrzów.

W Sopocie pojawiło się tylko dziewięciu koszykarzy z Dijon. Na mecz miał dojechać jeszcze dziesiąty - Radosław Hyży, który jeszcze w poniedziałek o godz. 19 w Paryżu spotkał się z władzami ligi w sprawie odzyskania zaległych wypłat, wynikających z poprzedniego kontraktu z Dijon. Jego klubowi koledzy wczoraj czekali, czekali i... nie doczekali się, Hyży nie dojechał. - Nie będę tego komentował, ja nic nie wiem - rzucił po meczu inny Polak grający w Dijon - Piotr Ignatowicz.

Co więcej, od 26. min kadra gości liczyła już tylko ośmiu zawodników, bo z hali został wyrzucony Laurent Bernard, który uderzył pięścią w twarz Gorana Jagodnika. A ponieważ Słoweniec nie chciał być dłuży, również on musiał zejść do szatni. Bernard do momentu bójki z Jagodnikiem rzucił tylko trzy punkty i miał jedną asystę. Dużo więcej stracił Prokom, bo w 21 minut Jagodnik rzucił 17 punktów, miał sześć zbiórek i pięć asyst.

Drużynie z Sopotu nic złego nie mogło się jednak stać, bo kiedy Słoweniec opuszczał parkiet, gospodarze prowadzili już 78:53. Szczególnie przez pierwsze trzy kwarty przez kosz Francuzów przeszła lawina trójek - Prokom trafił 15 rzutów za trzy punkty.

- Prokom przyjął nasz styl gry, o to nam chodziło, ale to my mieliśmy trafiać. Zabili nas naszą własną bronią - komentował Ignatowicz, który przez 33 minuty na parkiecie zdobył tylko cztery punkty, choć miał też osiem zbiórek. - Z konieczności grałem na pozycji silnego skrzydłowego i walka z wysokimi graczami Sopotu kosztowała mnie mnóstwo sił.

Z czasem jednak również gracze Dijon zaczęli trafiać z dystansu. Głównie Dimitri Lauwers i rezerwowy Bruno Hamm, którzy uchronili swój zespół przed pogromem - w pewnym momencie Prokom prowadził już różnicą 30 punktów.

- Jestem dumny ze swoich graczy, więcej nie mogli zrobić - mówił po meczu trener gości Alain Thinet, który podkreślał osłabienie swojego zespołu, głównie pod koszem.

Prokom jak najbardziej zasłużenie zagra więc w turnieju Final Four, który odbędzie się 2 - 4 maja. Oprócz Prokomu w Final Four zagrają: BC Ventspils, Hemofarm Vrsac oraz Aris Saloniki. Wiadomo już, że w półfinale sopocianie zagrają z łotewskim BC Ventspils, z którym grali już dwa razy w rozgrywkach grupowych (zwycięstwo i porażka). Na razie nie wiadomo za to, gdzie odbędą się zawody. O organizację finałowego turnieju na pewno nie będzie się starał Sopot. - Nie występujemy o organizację, bo nie mamy hali, w której mógłby się odbyć taki turniej - tłumaczy Tadeusz Szelągowski, prezes sopockiego klubu.

Oprócz wygranej i awansu sopockiej drużyny cieszy coraz lepsza gra rozgrywającego Drew Barry'ego (cztery asysty), który szczególnie w pierwszej połowie napędzał akcje Prokomu i przez cały mecz przykładał się do gry w obronie, o czym wcześniej zapominał.

Kwarty: 29:18, 30:22, 24:21, 20:26

Prokom: McNaull 18, Jagodnik 17 (3), Maskoliunas 14 (4), Masiulis 13 (2), Vranković 6 oraz Marković 16 (4), Barry 8 (2), Wilczek 5 (1), Krzykała 3 (1), Żidek 3

Dijon: Lauwers 21 (4), Vespasien 17, Morlende 11 (2), Ignatowicz 4, Bernard 3 oraz Hamm 23 (5), Radonjić 6 (1), Cazeneve 2

Pierwszy mecz: 74:70

Awans: Prokom

Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.