Liga angielska. 33. kolejka: MU liderem po rozgromieniu Newcastle

Pięć goli w 20 minut, w tym hat-trick Paula Scholesa dały Manchesterowi United wyjazdowe zwycięstwo z Newcastle Utd aż 6:2 i prowadzenie w tabeli, ponieważ lider - Arsenal - grał w Pucharze Anglii. W środę mecz, który może zadecydować o tytule: "Kanonierzy" zmierzą się z "Czerwonymi diabłami". Na sześć kolejek przed końce sezonu z Premier League pożegnał się już Sunderland.

- Wielkość drużyny poznaje się po tym, jak szybko potrafi zostawić za sobą niepowodzenie i z otwartą głową zająć się kolejnym zadaniem. Tym meczem udowodniliśmy, że należymy do najlepszych zespołów świata. Jestem dumny z moich chłopaków - powiedział menedżer "Czerwonych diabłów" Alex Ferguson, którego zespół cztery dni wcześniej uległ w prestiżowym meczu Ligi Mistrzów Realowi Madryt 1:3.

To miały być dwa tygodnie prawdy dla MU w jego kampanii o triumf w Champions League i odzyskanie tytułu mistrza Anglii. Najpierw piłkarze Fergusona w efektownym stylu pokonali u siebie Liverpool 4:0, ale potem przegrali z Realem. W sobotę na St James' Park w Newcastle czekało ich niełatwe zadanie, bo trzecia w tabeli drużyna Bobby'ego Robsona z możliwych 48 pkt. straciła na własnym stadionie zaledwie pięć (przegrana i dwa remisy). Lepiej u siebie gra w Premier League tylko Arsenal, a właśnie na Highbury przyjdzie MU zmierzyć się z "Kanonierami" w środę.

"Sroki" z Newcastle mają z MU stare porachunki. Na St James' Park wszyscy pamiętają, jak "Czerwone diabły" jeszcze z Erikiem Cantoną w składzie pozbawiły zespół Kevina Keegana niemal pewnego tytułu mistrza Anglii w 1996 r. (mimo dziewięciu punktów przewagi). Zaczęło się po myśli fanów gospodarzy - w 21. minucie prowadzenie dla "Srok" zdobył młody reprezentant Anglii Jermaine Jenas. MU przetrzymało jeszcze natarcie Alana Shearera, a potem rozpoczęło swój koncert. Goście zdobyli cztery gole w 20 minut, a każdy strzał był ładniejszy od poprzedniego. Najpierw wyrównał Ole Gunnar Solskjaer, który wyjątkowo rozpoczął mecz w pierwszym składzie, zastępując kontuzjowanego Davida Beckhama (w meczu z Realem doznał urazu pachwiny, ale najprawdopodobniej zagra z Arsenalem). Potem hat-trickiem popisał się Paul Scholes, a kolejne gole dołożyli Ryan Giggs i Ruud van Nistelrooy.

- Odrobina krytyki po porażce zawsze dobrze nam robi, bo w kolejnym meczu staramy się zwykle na nią odpowiedzieć. Ale lepszej odpowiedzi już chyba dać nie mogliśmy - stwierdził po meczu zdobywca trzech goli. - St James' Park to bardzo trudny teren do grania. Przy 0:1 pomyślałem sobie: "Będę szczęśliwy, jak stąd wywieziemy punkt!". A najśmieszniejsze, że przed meczem gadaliśmy w szatni z chłopakami, że przydałby się wynik 6:1, bo pozwoliłby nam zrównać się golami z Arsenalem. Ale że padnie podobny wynik? Nikt nie był na tyle głupi, żeby tak pomyśleć. Teraz żałujemy, bo nawet siedem czy osiem goli było w naszym zasięgu - opowiadał Scholes.

I piłkarze MU, i jego menedżer szybko przestali rozpamiętywać zwycięstwo, skupiając się nad środowym pojedynkiem z Arsenalem. Ferguson nie byłby sobą, gdyby w słowach krytyki pod adresem menedżera rywali nie rozpoczął małej wojny psychologicznej. - Po tych wszystkich obietnicach Arsene Wengera, że w tym sezonie obronią tytuł mistrza Anglii bez choćby jednej porażki, niezwykłą satysfakcję sprawia mi, iż jadę na mecz do Londynu jako menedżer lidera - powiedział Szkot. - Jestem pewien, że przed spotkaniem z nami te buńczuczne słowa Wengera będą kołatać się w głowie jego piłkarzy. Na pewno Francuz chętnie cofnąłby czas o sześć miesięcy i trzymał w tamtym momencie język za zębami - prowokował.

- Sir Alex jest ostatnio przemęczony i bardzo zdenerwowany, dlatego plecie tyle niepotrzebnych słów. Sam sobie nimi szkodzi, jak tymi oskarżeniami UEFA o ustawianie losowania Ligi Mistrzów - odpowiedział na to Wenger. - Mnie jego prowokacje zupełnie nie ruszają ani nie dekoncentrują moich piłkarzy. Koncentrujemy się tylko na tym, jak dobrzy sami jesteśmy i że stoimy przed możliwością osiągnięcia czegoś, co temu klubowi jeszcze się nie udało - drugiego tytułu z rzędu.

W cieniu zwycięstwa MU i zbliżającego się hitu znalazł się dramat innej drużyny. Sunderland, do którego na ratunek przyszedł niedawno były trener reprezentacji Irlandii Mick McCarthy, przegrał 0:2 z Birmingham City (Piotr Świerczewski znów na trybunach) i spadł z Premier League, do której awansował w 1999 r. - Cat-astrophy - skomentował "Sunday Mirror", pisząc, że "Czarnym kotom" z Sunderlandu, które z 33 meczów wygrały tylko cztery, trudno będzie podnieść się po tym ciosie. Relegacja będzie ich kosztować stratę co najmniej 15 mln funtów, tymczasem tylko w ostatnim miesiącu jego wartość na giełdzie spadła o 4,8 mln. Żeby uratować klub, trener McCarthy będzie musiał wystawić na listę transferową niemal wszystkich piłkarzy.

WYNIKI:

NEWCASTLE UNITED - MANCHESTER UNITED 2:6 (1:4): Jenas (21.), Ameobi (89.) - Solskjaer (32.), Scholes (34., 38., 52.), Giggs (44.), Nistelrooy (58. karny)

BIRMINGHAM CITY - SUNDERLAND 2:0 (1:0): Hughes (43.), Dugarry (60.)

BLACKBURN ROVERS - CHARLTON ATHLETIC 1:0 (1:0): Duff (34.)

CHELSEA - BOLTON WANDERERS 1:0 (0:0): Cole (58.)

LEEDS UNITED - TOTTENHAM HOTSPUR 2:2 (1:2): Viduka (31., 76. karny) - Sheringham (37.), Keane (39.)

LIVERPOOL - FULHAM 2:0 (1:0): Heskey (36.), Owen (59.)

MANCHESTER CITY - MIDDLESBROUGH 0:0

WEST BROMWICH ALBION - EVERTON 1:2 (1:2): Balis (18. karny) - Weir (23.), Campbell (45.)

WEST HAM UNITED - ASTON VILLA 2:2 (1:1): Sinclair (15.), Kanoute (65.) - Vassell (36. karny), Leonhardsen (53.)

Najskuteczniejsi

21 - James Beattie (Southampton)

19 - Thierry Henry (Arsenal)

18 - Ruud van Nistelrooy (MU)

16 - Alan Shearer (Newcastle)

Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.