Turów gra o awans do ekstraklasy

KOSZYKÓWKA. Zgorzelec czeka już 25 lat na powrót Turowa do ekstraklasy. Czy się doczeka? W sobotę decydujące, piąte finałowe spotkanie z AZS-em Koszalin, które będzie można obejrzeć na hali i obok niej, gdzie postawiony zostanie telebim.

W 1978 roku Turów Zgorzelec po raz pierwszy, i jak dotąd ostatni, wywalczył awans do ekstraklasy. W sobotę zgorzeleccy koszykarze staną przed ogromną szansą powtórzenia tego wyniku, choć jeszcze przed rozpoczęciem tegorocznych rozgrywek Turów nie był uważany za faworyta ligi. - Celem zespołu miała być pierwsza czwórka - powtarzał często trener zgorzeleckiego zespołu Czesław Daś, który objął przed tym sezonem drużynę. Dziś nikt w Zgorzelcu nie wyobraża sobie, aby Turów nie awansował.

- Chłopcy muszą wygrać. Nie mają innego wyjścia - zapowiada dyrektor Turowa Jerzy Pokrzewiński.

Choć sobotni mecz rozpocznie się o godz. 17.30, to hala przy ulicy Maratońskiej zapewne wypełniona będzie już na długo przed początkiem spotkania. Tak przynajmniej było podczas poprzednich meczów Turowa w play offach.

- Spodziewamy się kompletu widzów, ale tylko przed samym meczem będziemy rozprowadzać wejściówki. Przygotowaliśmy ich około 2000 - komentuje Roman Mazur, pełnomocnik prezesa Turowa Zgorzelec. - Zdajemy sobie jednak sprawę, że dużo więcej ludzi będzie chciało obejrzeć ten mecz, ale i o tych pomyśleliśmy - dodaje.

Organizatorzy spotkania zamierzają bowiem postawić przed halą telebim, na którym kibice będą oglądać mecz. - Będzie to ekran o powierzchni 4 na 3 metry. Przed halą spotkanie to będzie mogło obejrzeć do 500 widzów - tłumaczy Pokrzewiński, a koszt zainstalowania i uruchomienia telebimu szacuje na 4,5 tysiąca złotych.

Do Zgorzelca przyjazd zapowiada także grupa kibiców z Koszalina.

- Zostaliśmy powiadomieni o przyjeździe około 70 fanów. Na pewno godnie ich ugościmy, przygotujemy cały sektor - mówi Mazur. - Jednocześnie apeluję do wszystkich kibiców o rozsądne zachowanie. To tylko sport. Nie chcemy tu mieć drugiego Wrocławia, choć kibice koszykówki w odróżnieniu od niektórych fanów piłki nożnej zachowują się kulturalnie. Mam nadzieję, że tak też będzie w sobotę - kończy Mazur.

TO BYŁO GRANE

Mecz nr 1. Turów - AZS 86:78

Pierwszą wygraną Turów zawdzięcza w dużej mierze swojemu środkowemu Dariuszowi Lewandowskiemu, który niepodzielnie panował pod oboma koszami. Oprócz zdobytych 28 punktów zaliczył także 10 zbiórek oraz 6 bloków.

Najwięcej dla Turowa: Lewandowski 28.

Najwięcej dla AZS-u: Briegmann 15.

Mecz nr 2. Turów - AZS 78:76

Bardzo zacięte i wyrównane spotkania. Bohaterem Turowa był Dariusz Skowroński, który świetnie zastąpił słabiej dysponowanego Dariusza Lewandowskiego. Poza tym zdobył w ostatnich sekundach decydujące punkty, przesądzające o wygranej swojego zespołu.

Najwięcej dla Turowa: Mordzak 17.

Najwięcej dla AZS-u: Briegmann 20.

Mecz nr 3. AZS - Turów 94:89

Najbardziej dramatyczne spotkanie spośród wszystkich finałowych. Losy meczu rozstrzygnęły się dopiero po dogrywce. - Przegraliśmy rzutami wolnymi - oceniał to spotkanie trener Turowa Czesław Daś. Jego podopieczni nie trafili aż 19 razy na 40 prób (w tym 9 razy chybili w dogrywce).

Najwięcej dla Turowa: Nowak 20.

Najwięcej dla AZS-u: Briegmann 21.

Mecz nr 4. AZS - Turów 90:73

Tylko przez dwie pierwsze kwarty zgorzeleccy koszykarze toczyli wyrównaną walkę z AZS-em. Później dominowali już koszykarze z Koszalina z Andrzejem Karasiem na czele, który aż sześciokrotnie trafił w tym meczu za trzy punkty.

Najwięcej dla Turowa: Lewandowski 15.

Najwięcej dla AZS-u: Karaś 29.

Spotkanie rozpocznie się w sobotę o godz. 17.30 w hali przy ul. Maratońskiej