Rutkowski, Wujec: Menedżer Donald

Los Angeles Clippers wyrzucili trenera. W sumie nie ma się czemu dziwić. Zespół, który miał walczyć o udział w play off, zajmuje ostatnie miejsce w Pacific Division. I nie jest to żaden zespół - zawodnicy uganiają się za indywidualnymi statystykami. A jednak zwolnienie Alvina Gentry nic nie zmieni. Jedyną receptą na odrodzenie Clippers byłoby zwolnienie właściciela, a tego się niestety zrobić nie da.

Właściciel Clippers, pan Donald Sterling, to człowiek, który wyprzedził swoje czasy. Menedżerowie innych klubów NBA dopiero teraz odkrywają, że należy kontrolować koszty. Sterling czyni to z powodzeniem od 20 lat, zarządzając zespołem na podstawie kilku prostych zasad:

1. Zero podwyżek. Nie ma ludzi niezastąpionych. Pomiędzy pracą wykonywaną przez pana X i pracą pana Y nie zauważam większej różnicy. A skoro nie widać różnicy, to po co przepłacać? Kiedy zatem zawodnik X przychodzi do mnie po podwyżkę, sugeruję, aby szukał innej roboty. Droga wolna.

2. Na każdym stanowisku zastępca. Muszę się przecież zabezpieczać przed szantażami płacowymi pracowników. Dlatego dbam, żeby na każdym stanowisku był młodszy zastępca. To rodzi zdrową rywalizację. Starsi nie mogą być tacy pewni o swoje stołki.

3. Zmiany, zmiany, zmiany. Duża fluktuacja kadr. Skończył się czas ciepłych posadek! Nikt nie może planować, że podpisze wieloletni kontrakt i będzie odcinał kupony od swoich dawnych osiągnięć. Wypalonych, starych pracowników trzeba zastępować młodymi wilkami. Wiwat świeża krew! Wiwat młodość!

4. Marny trener. Dlaczego marny? Bo można go tanio kupić.

Dzięki takiej polityce Clippersi są jedną z niewielu drużyn, która co roku przynosi zyski. Ale są też pośmiewiskiem NBA.

W tym roku jednak wszystko miało się zmienić. Clippers zmontowali najbardziej obiecujący skład w swej historii. Obiecujący center Michael Olowokandi. Silny skrzydłowy Elton Brand, regularnie zdobywający po 20 punktów i kilkanaście zbiórek, porównywany do Karla Malone'a. Andre Miller, w ubiegłym sezonie najlepiej podający w lidze. Lamar Odom, jeden z najwszechstronniejszych graczy w NBA, co prawda wciąż nękany kontuzjami. Dynamiczny Corey Maggette...

Niestety, Clippers będą mieli tę ekipę jeszcze tylko przez miesiąc. Potem rozleci się na drobne kawałki, bo wszystkim wymienionym panom kończą się kontrakty. W kolejce już czeka młodsza druga piątka: Keyon Dooling, Quentin Richardson, Marko Jarić, Chris Wilcox i Melvin Ely.

Całe to zamieszanie jest jak zwykle efektem działań Sterlinga. Właściciel Clippers latem ubiegłego roku miał okazję przedłużyć kontrakty całej pierwszej piątki. Nawet nie próbował negocjować. Mógł podpisać przynajmniej jeden - z Eltonem Brandem, swym najlepszym zawodnikiem. Choćby po to, żeby pokazać, że traktuje swoją drużynę poważnie. Nie zrobił tego, udowadniając, że nie zależy mu na budowie dobrej ekipy - ale jedynie na tym, żeby przedsięwzięcie przynosiło zyski przy minimalnych kosztach.

Efekt jest taki, że drużyna, która jeszcze w zeszłym roku (grając w gorszym składzie) była o krok od awansu do play off, teraz spadła na dno. Skoro właściciel nie traktuje drużyny serio, to lepiej zadbać o swoją finansową przyszłość. Dlatego zawodnicy grają samolubnie, oszczędzają siły, przedłużają przerwy w grze spowodowane kontuzjami.

I na koniec zagadka. Władze Clippers w oświadczeniu dymisjonującym trenera Alvina Gentry ostro skrytykowały nieudolność drużyny w defensywie. Za co odpowiedzialny był następca Gentry'ego, a wcześniej asystent trenera, Dennis Johnson?: a) za odbieranie telefonów, b) za rzuty osobiste c) za organizację działań defensywnych?

Migawki

Grant Hill na 99 proc. nie zagra już w tym sezonie. Nie wyklucza kolejnej - czwartej już - operacji kostki. Ale Orlando Magic radzą sobie nieźle (7 zwycięstw w ostatnich 10 meczach), głównie dzięki Tracy'emu McGrady oraz dwóm żółtodziobom kupionym niedawno z Memphis: Drew Goodenowi i Gordanowi Girickowi.

Maleją szanse Washington Wizards na awans do play off. W sobotę drużyna Michaela Jordana, zajmująca 9. miejsce na Wschodzie, przegrała superważny mecz z Milwaukee Bucks (miejsce 8). Jeśli na koniec sezonu obie drużyny będą miały tyle samo zwycięstw, do finałowej fazy rozgrywek awansuje Milwaukee.

Czyżby lepsze czasy dla Chicago Bulls? Dwa młode wilczki - Tyson Chandler i Eddie Curry - błysnęły w meczu z Golden State. Chandler miał 23 punkty i 14 zbiórek, Curry - 24 punkty i 10 zbiórek.

Obudził się Vince Carter. W sobotnim spotkaniu z Atlantą zdobył, po raz pierwszy od roku, ponad 40 punktów.

Pisaliśmy niedawno o transferze Gary'ego Paytona do Milwaukee. Payton na razie przyzwyczaja się do nowego otoczenia: "To nie dożywocie. To tylko dwa i pół miesiąca" - powiedział.

Tako rzecze Shaq

"Muszę oddawać więcej niż 13 rzutów. Nie jestem zwykłym centrem, takim jak Bill Cartwright, który przez 15 minut biegał po parkiecie wte i wewte, ani razu nie dotykając piłki". Jak powiedział, tak zrobił: w następnym meczu, z Minnesotą, oddał 25 rzutów i zdobył 40 punktów.

Nieśmiertelny

W przegranym meczu z Toronto Raptors Michael Jordan już w drugiej kwarcie musiał opuścić parkiet z powodu kontuzji pleców. Przez następny dzień poddawał się leczniczym masażom. Wieczorem był już gotów do gry. Lekarze ostrzegali jednak, że kontuzja pleców może się odnowić. "Czy można od tego umrzeć?" - zapytał Jordan. "Nie" - odpowiedział lekarz. "No to gram" - rzekł Michael. Zagrał, zdobył 10 punktów i 9 zbiórek, a Wizards pokonali Clippers.

Bohaterowie ostatnich tygodni

Najlepsze drużyny Konferencji Wschodniej - New Jersey Nets przegrali 7 z 8 ostatnich meczów, Detroit Pistons także 7 z 8, a Indiana Pacers 9 z 10. Jeśli ktoś miał wątpliwości co do przebiegu finału NBA, to chyba już ich nie ma.

Złota myśl

"Piwo. Tylko piwo. Na przykład dwunastopak Bud Lighta co wieczór. Miło by było, gdyby dorzucili paczkę orzeszków. Nie potrzebuję foteli bujanych i kijów golfowych" - Steve Kerr, rozgrywający ostatni sezon w karierze, o prezentach, jakie chciałby dostać na pożegnanie.

Michał Rutkowski, Paweł Wujec

Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.