MŚ w narciarstwie klasycznym. Nikos Polichronidis tworzy historię

O zostaniu skoczkiem narciarskim marzył od trzeciego roku życia. Kiedy zaczął trenować, kibicował Janne Ahonenowi. Pierwsze sukcesy odnosił jako reprezentant Niemiec, ale na mistrzostwach świata w Val di Fiemme skacze pod flagą innego, egzotycznego dla tej dyscypliny kraju. Poznajcie historię Nikosa Polichronidisa, pierwszego greckiego skoczka narciarskiego w historii

Wszystko o mistrzostwach świata w narciarstwie klasycznym w specjalnym serwisie Sport.pl

Grecki skoczek narciarski? To brzmi trochę jak żart. A jednak, na mistrzostwach w Val di Fiemme z powodzeniem występuje reprezentant Hellady. Od czasu do czasu w skokach pojawiają się takie historie. Doskonale pamiętamy brytyjskiego Eddiego "Orła" Edwardsa, swoich skoczków miały nawet takie kraje jak Uganda (czarnoskóry Dunstan Odeke), Australia (m.in. Chris Hellerud) czy Hiszpania (Bernat Sola). Teraz najbardziej wyróżniającym się zawodnikiem w tej dyscyplinie sportu jest Polichronidis.

Ogromny talent

Przyszły reprezentant Grecji w skokach urodził się w Oberstdorfie w 1989 roku jako syn Niemki i Greka. Ponieważ od dziecka pasjami śledził zmagania na skoczniach, rodzice zapisali go do klubu. Na pierwszy trening poszedł, kiedy miał siedem lat, i tak mu się spodobało, że skacze do dziś.

Trenerzy wspominają, że przejawiał ogromny talent. Wystarczy prześledzić jego juniorskie sukcesy. Największy osiągnął w 2006 roku, kiedy został wicemistrzem kraju juniorów. Dwa lata wcześniej był też wicemistrzem młodzików.

Zmiana flagi

Potem szło mu jednak gorzej. Koledzy fruwali dalej od niego. Jedynym zauważalnym osiągnięciem Polichronidisa było zajęcie trzeciego miejsca w Pucharze Kontynentalnym w Pragelato w 2009 roku. Ponieważ nie miał większych szans na regularne starty w reprezentacji Niemiec, bo konkurencja była za silna, postanowił coś z tym zrobić. I tak wpadł na pomysł, że zostanie pierwszym w historii greckim skoczkiem narciarskim.

Miał podwójne obywatelstwo, więc teoretycznie nic nie stało na przeszkodzie. W związku ze zmianą przynależności narodowej musiał jednak uzbroić się w cierpliwość i na swój pierwszy start pod flagą Grecji poczekać kilkanaście miesięcy.

W końcu jednak się doczekał, Grecja zgłosiła go do startów. W grudniu w zawodach Pucharu Kontynentalnego w Engelbergu Polichronidis zajął 62. miejsce. - Brakowało mi występów, długo tego nie robiłem, dlatego potrzebuję czasu na zbudowanie formy - stwierdził po swoim skoku.

W Pucharze Świata można go było zobaczyć już dwukrotnie. Nie udało mu się jednak przebrnąć kwalifikacji. Tym większym zaskoczeniem był jego wynik podczas piątkowych eliminacji do konkursu mistrzostw świata na skoczni normalnej w Val di Fiemme. Polichronidisowi, który przygotowywał się do startu w rodzinnym Oberstdorfie, udało się zakwalifikować do konkursu głównego. Zajął ostatnie premiowane awansem miejsce. W walce o medale, przy ogromnym dopingu kibiców, poległ, zajął 45. miejsce po 88-metrowym skoku, ale i tak był z siebie dumny. - To coś wspaniałego. Dziękuję za wsparcie wszystkim kibicom, dzięki którym poczułem, że stało się coś naprawdę wyjątkowego - napisał na Facebooku.

 

Być jak Ahonen

Teraz przed Grekiem walka o udział w konkursie na skoczni dużej (kwalifikacje w środę). Na poniedziałkowych treningach zajmował dalsze miejsca, ale na pierwszym z nich skoczył dalej np. od Jakuba Jandy, dwukrotnego medalisty mistrzostw świata, zdobywcy Kryształowej Kuli i zwycięzcy Turnieju Czterech Skoczni sprzed kilku lat.

Jak przyznaje Polichronidis, którego życiowy rekord wynosi 164,5 metra, sam awans będzie ogromnym sukcesem. - Moim głównym celem jest jednak start na igrzyskach w Soczi. Mam też nadzieję, że zainspiruję Greków do trenowania tego sportu - mówi zawodnik. I przyznaje, że chciałby kiedyś skakać jak jego idol - Janne Ahonen. Kto wie, może przyjdzie mu się jeszcze z nim zmierzyć? Niedawno słynny Fin zapowiedział, że wróci na skocznię i postara się wystąpić w Soczi.

Więcej o: