Wisła we Francji - bajkowe La Grande Motte

Na francuskim Lazurowym Wybrzeżu już wiosna. Wokół boiska, na którym trenują wiślacy, zdążyły wyrosnąć stokrotki. Bardziej zahartowani piłkarze trenują w krótkich spodenkach na dziewięć dni przed meczem z Lazio.

La Grande Motte do nadmorski kurort, który rozwinął się na przełomie lat 60. i 70. ubiegłego wieku. Powstało wtedy bajkowe miasteczko z nowatorską architekturą. Hotele, pensjonaty, a nawet siedziba merostwa mają kształt piramid z oknami w kształcie rombów. W wykwintnym hotelu położonym w centrum golfowym stacjonują zawodnicy Wisły.

Filmowe bramki

W odległym o 3 km parku sportowym piłkarze mają do dyspozycji dwa, równe jak stół i zielone, boiska. Z okazji wizyty Wisły w centrum miasta obok francuskiej powieszono polską flagę. Popołudniowe zajęcia zespół zaczął wczoraj o g. 16.15.

- Chłopcy są szybcy i wypoczęci - oceniał trener-fizjolog Ryszard Szul i nie koloryzował.

Gdy ćwiczono kontry trzech na dwóch czy akcje oskrzydlające, padały niemal filmowe bramki. To Mirosław Szymkowiak wypalił z przewrotki w okienko, to za moment jego wyczyn powtórzył Grzegorz Pater. Imponował podaniami Mauro Cantoro. Angelo Hugues fruwał w powietrzu, jakby prawa grawitacji nie obowiązywały go na ojczystej ziemi.

Zapewnione trzy "z"

Ćwiczenia traktowano śmiertelnie poważnie. Gdy doszło do gry szkoleniowej, wybiegający z muru do zablokowania strzału Szymkowiaka Kalu Uche o mały włos nie pobił się z usiłującym go zablokować Jackiem Paszulewiczem. Z kolei, gdy "Paszulowi" wyszła dobitka po wolnym "Szymka", ten ryknął z radości, jakby właśnie strzelił bramkę na wypełnionym po brzegi rzymskim Stadio Olimpico.

- Jak widać trzy "z" mamy już zapewnione. Czyli zaciekłość, zawziętość i zajadłość - wyliczał Szul.

Cantoro, Mariusz Jop, Kamil Kuzera i Paszulewicz trenowali w krótkich spodenkach, choć pod koniec treningu było już zimniej.

Na zajęciach brakowało Grzegorza Kaliciaka. Lewy obrońca ma kłopoty z mięśniem przywodziciela i dzisiaj przejdzie badania USG w szpitalu Montpellier. Natomiast Tomasz Frankowski opuścił wcześniej zajęcia, bo przypomniał o sobie uraz pachwiny.

Prezes ma węża w kieszeni

Dzisiaj o g. 15.30 w La Grande Motte krakowianie zmierzą się z przedostatnim zespołem ekstraklasy francuskiej - Montpellier. W Wiśle zabraknie pięciu kadrowiczów. Trener nie kryje niezadowolenia, że dla Kamila Kosowskiego, Macieja Żurawskiego, Macieja Stolarczyka, Marcina Baszczyńskiego i Arkadiusza Głowackiego PZPN nie załatwił samolotu czarterowego na przylot do Francji. - Panu prezesowi Listkiewiczowi nie chciało się otworzyć kasy i chłopcy będą się musieli tłuc z kilkoma przesiadkami - denerwował się trener wiślaków.

W sobotę Wisła zagra dodatkowy sparing - z czołowym zespołem Korei Południowej Suwon Samsung Blue Wings. - Pertraktacje trwały od dawna, ale dopiero w ostatniej chwili zgodziłem się na ten mecz - opowiada trener Kasperczak. W nawiązaniu kontaktu pomogło merostwo La Grand Motte. Z władzami tego kurortu Kasperczak ma znakomity kontakt. Dzięki temu zgrupowanie kosztuje nie więcej niż obóz w zakopiańskim COS-ie.

Odrzucony przez Laudrupa

Michał Białoński: Jak się Pan znalazł wśród wiślaków?

Rafał Niżnik: Zespół przejął Michael Laudrup, a ja straciłem miejsce w składzie. Choć mam ważny kontrakt z klubem do końca czerwca, umowa zostanie polubownie rozwiązana, gdy tylko znajdę sobie nowego pracodawcę. Mój menedżer Arkadiusz Klimas załatwił mi u trenera Kasperczaka, że mogę przyjechać do Francji, i oto jestem.

Kogo zna Pan spośród wiślaków?

- Z Danielem Dubickim i Jackiem Paszulewiczem razem graliśmy w ŁKS-ie. Wielu piłkarzy pamiętam z polskiej ekstraklasy. Grałem w niej nie tak dawno, cztery lata temu.

Z Wisłą będzie Pan trenował do niedzieli.

- Później wracam do Kopenhagi, a o tym, czy dostanę angaż w Wiśle, zadecyduje trener Kasperczak.

Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.