Wypowiedzi po meczu Polska - Białoruś

Łukasz Koszarek, najmłodszy z powołanych reprezentantów, był w składzie, ale nie zagrał z Białorusią:

- Mogę powiedzieć tylko tyle, że cieszę się z powołania do reprezentacji narodowej. Ostatnie dni były dla mnie czasem nauki. Po to tu przyjechałem, by podpatrywać bardziej doświadczonych, zdobyć wiedzę. Nie robię problemu z tego, że nie wyszedłem na parkiet. Jeszcze przyjdzie czas na mnie, a na razie koledzy walczyli, ale jakby zabrakło im sił. Mecz był bardzo wyrównany, a przy tym było to drugie ciężkie spotkanie w ciągu czterech dni. Może dlatego nie wyszło. A szkoda, bo ludzie naprawdę świetnie nas dopingowali, no i ta hala, zgodnie stwierdziliśmy, że chyba jedna z najładniejszych w Polsce.

Wojciech Szawarski, 11 minut na boisku, 2 punkty:

Koniecznie muszę coś mówić? OK, no cóż... Ciężko cokolwiek tak na gorąco oceniać. Te eliminacje nie były dla nas najlepsze i poprzez wygraną chcieliśmy bardzo zatrzeć złe wrażenie, ale taki widać jest sport, że nie dane nam było zwyciężyć. Miejmy nadzieję, że w następnych eliminacjach to się zmieni i polska koszykówka odbije się od dna, które osiągnęła.

Sam mecz chyba był emocjonujący. Chcieliśmy wygraną podziękować tak licznie przybyłym kibicom za doping. Myślę, że Bydgoszcz zasługuje na więcej i jeszcze większej rangi koszykarskich imprez. Spiker dobrze to wszystko prowadził. Różnica w odbiorze tej publiki, a kibiców w mieście, gdzie występują drużyny pierwszoligowe, była niewyczuwalna.

Maciej Zieliński, 16 minut na boisku, 1 punkt:

- Może lepiej nie, koledzy już na mnie czekają przy autobusie...

Jegor Mieszczeriakow, skrzydłowy Białorusi:

To co się działo w końcówce, i jak to dla nas się wspaniale ułożyło, było rzeczywiście szalone. Sam bym się nie spodziewał, że jeszcze coś tak może się zmienić. Praktycznie odrabialiśmy straty, gdy grali rezerwowi, a my (oprócz Mieszczeriakowa również Kul i Kriwonos) musieliśmy siedzieć na ławce ze względu na faule. Dlatego to był ciężki pojedynek przede wszystkim w sferze psychicznej - musieliśmy pokazać, że nawet bez podstawowych zawodników możemy to odrobić i jeszcze podjąć walkę. Zresztą sami sobie chcieliśmy udowodnić, że jesteśmy w stanie coś jeszcze wygrać, że nie jesteśmy najgorsi. Pojawił się pewien duch zespołu, dobra chemia, wzajemna mobilizacja. Dla nas to dobry znak na przyszłość, skoro pokonaliśmy Polaków na wyjeździe. Ja spodziewałem się, że wasz zespół będzie silniejszy, ale wyglądało trochę tak jakby nas zlekceważono. A może nie mieli pełnych informacji o nas?

Igor Griszczuk, były reprezentant Białorusi, obecnie II trener Anwilu Włocławek:

Co można powiedzieć po takim spotkaniu? Czy układało się dziwnie? Nie, myślę, że raczej normalnie, w sumie oba zespoły mogły wygrać. To był bardzo dobry mecz dla kibiców, dał sporo emocji. Jeden i drugi zespół popełnił dużo strat, ale nie to było najważniejsze. Decydująca była chwila, gdy Mieszczeriakow trafił "trójkę", a później dobry przechwyt Białorusi w obronie w ostatnich sekundach.

Szymon Szewczyk, środkowy Polski:

Totalna porażka - to wszystko co można powiedzieć po tym meczu. I właściwie tylko tyle. Mój występ był beznadziejny. Kilka nieudanych akcji w ataku, później dwa błędy w obronie i niestety więcej się z parkietem nie przywitałem. Ale ja trenerowi nie mam nic do zarzucenia. Raz się jest na wozie, a raz pod wozem. Mieliśmy pewne założenia, które nie do końca zrealizowaliśmy. Może w 40 procentach, albo i mniej. To już nieważne nawet w ilu, bo liczy się tylko wynik końcowy. A też jest beznadziejny.

Filip Dylewicz, skrzydłowy Polski:

Byliśmy lepsi, zabrakło troszeczkę szczęścia, te ostatnie rzuty Białorusinów były aktami desperacji, takie wariackie Ciężko mi cokolwiek komentować. Byliśmy lepsi, naprawdę według mnie dużo, dużo lepsi. Większość nas spotyka się przed dwoma meczami tydzień wcześniej. Formuła open powoduje, że wielu z nas wchodzi z ławki i nie odgrywa pierwszoplanowych ról więc ciężko, żeby grając w klubie po pięć minut przyjeżdżając na reprezentację przeciwko najlepszym graczom Białorusi wychodził i rzucał dwadzieścia punktów. Najważniejsze dla zawodnika, aby grać. A co z tego, że w klubie będą super nazwiska? Pewności nabiera się na parkiecie, gdy biorą odpowiedzialność na siebie, decydują o obliczu drużyny a nie na ławce. Odmłodzenie kadry? Nie oszukujmy się, że niektórzy nagle na dzień dzisiejszy zastąpią Tomczyka czy Zielińskiego, ponieważ oni w swoim wieku 19-20 lat byli kluczowymi zawodnikami w ekstraklasie i byli już ograni. Na tę chwilę naprawdę nie ma graczy, którzy są w stanie ich zastąpić. Aczkolwiek oni też mają swoje lata i na pewno przydałaby się stopniowa zmiana.

Piotr Baran, II trener Noteci Inowrocław, były reprezentant kraju:

Z całego serca życzyłem polskiemu zespołowi, żeby odniósł tu, w Bydgoszczy zwycięstwo. Także dlatego, że czuję się w połowie bydgoszczaninem. Tu zdawałem maturę, tutaj stawiałem pierwsze koszykarskie kroki w Astorii. Ogromna szkoda, że w tak kiepskim stylu kończymy i tak słabe zmagania w eliminacjach do mistrzostw Europy. Uważam, że postawa reprezentacji powinna być motorem napędowym dla krajowej koszykówki. A tymczasem widzieliśmy co robi formuła open polskiemu basketowi. W pewnym momencie meczu z Białorusią, w piątce Polaków na parkiecie, był tylko jeden zawodnik z podstawowego składu drużyny PLK: Andrzej Pluta. Rezerwowy kadry, Filip Dylewicz nie mieści się w 10 sopockiej drużyny. Ale to nie reprezentanci decydują o obliczu naszej ligi, tylko formuła open, która dopuszcza praktycznie nieograniczony udział w zespołach zawodników zagranicznych, a opuszcza poziom Polaków.

Jedyny plus tego meczu, to fantastyczna publiczność. Pełna hala na meczu "o nic", to ewenement. Do tego perfekcyjna organizacja.

Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.