IO 2012. Gotowi, do startu, Londyn!

10,5 tys. olimpijczyków od soboty zaczyna walkę o medale lub o satysfakcję z udziału w największym święcie sportu. W weekend startują Sylwia Gruchała, Otylia Jędrzejczak, polscy siatkarze i wioślarze

Londyn przygotował się do niego za 15 mld dol., piątkowa uroczystość na stadionie olimpijskim - reżyserowana przez zdobywcę Oscara Danny'ego Boyle'a - kosztowała 50 mln dol. MKOl przeprowadził zmasowaną ofensywę na portale Twitter i YouTube, aby szczegóły nie wyszły na zewnątrz po czwartkowej próbie generalnej. Sukces był połowiczny, kilka ujęć wyciekło, zanim agenci MKOl zdążyli zablokować przecieki. Mimo to blisko 4 mld ludzi na świecie oglądało imponujące widowisko na stadionie olimpijskim.

Teraz czas na sport. Szykujemy się na wielkie pojedynki największych na świecie, w najważniejszych sportach olimpijskich: w basenie Michael Phelps kontra Ryan Lochte, na bieżni Usain Bolt kontra Yohan Blake, na parkiecie grają gwiazdy NBA.

Już w sobotę o 20.30 Phelps może zdobyć pierwszy medal w Londynie - na 400 m st. zmiennym - i zbliżyć się na krok do radzieckiej gimnastyczki Łarysy Łatyniny, najbardziej medalodajnej olimpijki w historii. On ma 16 medali, ona 18. Ale dla Amerykanina nie pokonanie Łatyniny jest najważniejsze, ale rodaka Ryana Lochte'a. Do niedawna Lochte mógł uważać się za człowieka naznaczonego życiowym pechem, bo aktywnego w czasie królowania tak niezwykłego sportowca jak Phelps. Teraz ma realne szanse, by go pobić, już raz w tym roku to zrobił, podczas kwalifikacji kadry amerykańskich pływaków. - Nie obchodzi mnie, co robi Ryan. Możemy kłócić się przy kartach, w basenie koncentruje się na sobie. Tylko siebie mogę kontrolować - mówi Phelps.

W niedzielę znów hit. O godz. 22 w najbardziej prestiżowej konkurencji - sztafecie 4x100 - walczą Australijczycy i Amerykanie. W pamiętnym finale w Sydney w 2000 roku Gary Hall Jr, mówił, że chce roztrzaskać Australijczyków jak gitary, ale przegrał. W Londynie Phelpsa pytają, czy gra na gitarze.

Polacy również będą mieć swoje emocje. W sobotnich kwalifikacjach na 100 m motylkiem startuje Otylia Jędrzejczak, a wraz z nią wielka historia polskiego pływania. Trzykrotna medalistka olimpijska wierzy w Bartka Kizierowskiego, swojego trenera, kiedyś fantastycznego sprintera, liczy na odbudowanie formy i potwierdzenia sensu codziennej morderczej pracy w basenie, w Hiszpanii, daleko od domu. Gdyby nie Irina Biespałowa, 29-letnia Polka byłaby najstarsza w konkurencji wśród 42 zawodniczek startujących w jej konkurencji. To nie jest jej najlepszy dystans, ale Otylia wielokrotnie pokazała, że potrafi walczyć.

W ostatnim indywidualnym starcie w karierze walczy floretem Sylwia Gruchała, srebrna medalistka z Sydney, brązowa z Aten. - Ja do Rio nie dociągnę - mówi szermierka. - Ale medale już mam, nie czuje presji, walczę o złoto.

Na torze Eton zaczną się ścigać wioślarze. Ci co pływają po wodzie to nasze najliczniejsze nadzieje na medal. Wystartuje ósemka z Mikołajem Burdą, który cudem wrócił do posady po pobiciu przez chuligana, i czwórka wagi lekkiej. - Nie ma możliwości, że zdobędziemy srebro. Tylko złoto - mówi jej szlakowy Paweł Rańda. Trzeba jego słowa brać poważnie. Kiedy mówił o medalu cztery lata temu, nikt mu nie wierzył, a zdobył ze swoją załogą srebro.

Wystartuje też czwórka podwójna Adama Korola, Marka Kolbowicza, Michała Jelińskiego i Konrada Wasielewskiego, która przez lata dominowała, zdobyła cztery tytuły mistrzów świata, pobiła rekord świata i broni złota igrzysk. - Gorzej trafić nie mogliśmy, wszyscy rywale są niesamowicie mocni - mówił wczoraj Korol, gdy okazało się, że w eliminacjach Polacy popłyną obok mistrzów świata z 2010 r. Australijczyków, mistrzów świata z 2011 r. Chorwatów i bardzo groźnych Nowozelandczyków. Bezpośrednio do półfinału awansuje pierwsza trójka.

Najważniejszy dla polskiego kibica będzie jednak pierwszy mecz siatkarzy - w niedzielę. Rywale - Włosi - są pełni szacunku dla niedzielnych rywali. - Polacy grali więcej meczów, byli w najlepszej formie. Niełatwo będzie spotkać się z takim zespołem jak oni już w pierwszym meczu - powiedział Cristian Savani.

Więcej o: