Mirosław Trzeciak o finale Euro 2012: Hiszpania - Włochy, czyli czas najwyższej próby

Trener Hiszpanów Vicente del Bosque ma w drużynie piłkarzy, którzy są bardzo doświadczeni w rozgrywaniu i wygrywaniu finałów w Realu, Barcelonie i kadrze. Potrafią panować nad emocjami w ekstremalnych momentach. Hiszpanie mogą mieć przewagę psychologiczną nad Włochami, ale sportową - niekoniecznie - mówi Mirosław Trzeciak, były reprezentant Polski, ekspert TVP.

Robert Błoński: Byłeś zaskoczony, że to Włosi, a nie Niemcy awansowali do finału?

Mirosław Trzeciak: To była niesamowita eksplozja formy Włochów. W grupie tak dobrze nie grali. Inauguracyjny mecz z Hiszpanią na suchym, tępym boisku w Gdańsku był wolny i słaby. Zespół Prandellego strzelił gola z kontry, Hiszpanie wyrównali i zaraz mieli kolejne okazje. Później Włosi mieli problemy z Chorwacją, a Irlandii drugiego gola wbili w ostatniej minucie. Nic nie wskazywało na to, że ćwierćfinał z Anglią będzie tak porywający. Azzurri oddali 35 strzałów, więcej niż jakakolwiek inna drużyna na turnieju. Zostawili po sobie znakomite wrażenie. W półfinale Niemcy mieli lepsze statystyki - więcej strzałów, więcej celnych, 14-0 w rożnych, ale tajemnicą sukcesu Włochów było ich kapitalne zachowanie po stracie piłki. Imponowała mi ich solidarność, jednomyślność w tym, co robią, gdy rywal zabierał im piłkę. Niemcy byli bardziej zdezorganizowani, pozwolili Włochom na kontry, popełnili juniorskie błędy i przegrywali 0:2. Kapitalny turniej rozgrywa Antonio Cassano. W czwartek wychodził po piłkę i żaden z Niemców za nim nie biegł, nie przeszkadzał mu. Włosi grają bez skrzydłowych, w środku świetną robotę wykonali Marchisio i De Rossi, którzy są ruchliwi i mogą grać na każdej pozycji. Niemcy nie bardzo mogli się w tym wszystkim połapać. Reprezentacja Włoch budzi podziw.

Tylko czterech tych samych zawodników - Buffon, Pirlo, Cassano i De Rossi - rozpoczynało każdy z pięciu meczów. Trener Prandelli założył sobie, że finał osiągnie rotacjami w składzie. Teraz żaden piłkarz nie wie, czy wystąpi, i nigdy nie grają ci sami. Prandelli trzyma w gotowości wszystkich. Każdy z Włochów jest w niesamowicie wysokiej formie indywidualnej, a tego samego nie można powiedzieć o Hiszpanach.

Czy to znaczy, że Włosi są faworytem finału?

- Prandelli mówi, że nie. Oni nie lubią grać z drużynami świetnymi technicznie jak Hiszpanie. Poza tym kto jest faworytem? Jeśli zespół, który ma najlepszych piłkarzy, to powinna nim być Hiszpania. Jeśli zespół, który gra najpiękniej, to powinni nim być Niemcy, którzy do czwartku wygrali wszystkie mecze i pokonali najmocniejszych przeciwników. Ale ich w turnieju już nie ma.

Trener Hiszpanów Vicente del Bosque ma w drużynie piłkarzy, którzy są bardzo doświadczeni w rozgrywaniu i wygrywaniu finałów w Realu, Barcelonie i kadrze. Potrafią panować nad emocjami w ekstremalnych momentach. Hiszpanie mogą mieć przewagę psychologiczną nad Włochami, ale sportową - niekoniecznie. Choć mają lepszą obronę niż Niemcy, mieli w czasie turnieju większe kłopoty niż Włosi.

Jakie?

- Nie w pełni sił jest Xavi, który cofnął się bliżej linii środkowej. Na "zużytego" ciężkim sezonem w Anglii wygląda Silva, który miał być objawieniem turnieju, ale brakuje mu świeżości. Del Bosque zmienia skład tylko na jednej pozycji - w ataku grali już Fabregas, Torres i Negredo. Poza tym wystawia żelazną dziesiątkę, czyli ich drużyna w sumie więcej czasu spędziła na boisku. Niewiele wynika z tego, że Hiszpanie potrafią długo przetrzymywać piłkę, bo nie stwarzają sytuacji. Kiedyś ich obsesja kontrolowania meczu polegała na trzymaniu piłki i strzelaniu bramek - trzymają piłkę przede wszystkim po to, by im samym nie stała się krzywda, pewność w defensywie stała się ważniejsza od fajerwerków technicznych - teraz polega ona na tym, by goli nie stracić. Mniej angażują się w grę w pierwszej linii, dlatego tak mało akcji kończyło się strzałem czy sytuacją bramkową.

Na razie mają wygodne mistrzostwa. Po ćwierćfinale z Francją kolega napisał, że zespół Laurenta Blanca grał jak siostry miłosierdzia - nie zmusił Hiszpanów do biegania, nie pokopał ich i oddał 60 m boiska. Tak więc wciąż tak naprawdę nie wiadomo, jaki potencjał ma zespół del Bosque. Jeszcze nie był w prawdziwej opresji. Półfinał też nie był trudny. Hiszpanie wygrywają z rozpędu i respektu rywali wobec nich.

Spodziewasz się w niedzielę fajerwerków ze strony Mario Balotellego?

- Takiego talentu we włoskiej piłce nie było od dawna. Technicznie jest doskonały, świetnie skoordynowany przy swoim wzroście, szybki, silny jak tur. Tych cech napastnika na najwyższym poziomie ma bardzo dużo. Dotąd bywał nieregularny, w eliminacjach grał mało, nie strzelał goli, sprawiał kłopoty w klubie, był odsuwany od drużyny. To, że Prandelli na niego postawił, było ryzykowne jak gra w ruletkę. Balotelli nie wyglądał dobrze w meczach mniej ważnych, więc jaka była gwarancja, że eksploduje w meczu o wszystko? A jednak Prandelli mu zaufał. Nie wierzę jednak, że to on go okiełznał. Uważam, że wpłynęli na Balotellego koledzy z zespołu, którzy wiedzą, ile może dać drużynie. Finał zapowiadał się na wielki pojedynek Xaviego z Pirlo, a jego ozdobą mogą być starcia Balotellego z Ramosem. Obrońca Realu ma muskulaturę jak Cristiano Ronaldo. Uwielbia pojedynki wręcz, wślizgi, agresywną grę i boiskowe przepychanki. Dotąd napastnicy odbijali się od niego. Nie przegrywał walki na ziemi i w powietrzu. Finał będzie dla niego czasem najwyższej próby.

Jakiego meczu się spodziewasz?

- Nie wydaje mi się, by drużyny poszły na wymianę ciosów. Przede wszystkim nie zdecydują się na to Hiszpanie, którzy będą chcieli kontrolować grę, skupić się wokół piłki i omijać pressing Włochów. Na pewno nie pozwolą rywalom na podania za plecy obrońców, jak to robili Niemcy. Siłą Hiszpanów jest defensywa - Busquets, Xabi Alonso, Piqué, Ramos i Casillas w bramce dają niesamowite poczucie bezpieczeństwa. Nie przypadkiem stracili dotąd tylko jednego gola.

Czy grupowy mecz będzie miał jakiekolwiek znaczenie?

- Żadnego. Od tych 30 minut świetnej gry z Włochami, kiedy Hiszpanie wyrównali, zespół del Bosque ma tendencję spadkową. Włosi odwrotnie. Nie sądzę jednak, by któraś z drużyn spróbowała zdominować rywala, bo to wiąże się z ryzykiem straty gola, czyli porażką.

Kto wygra?

- Sercem jestem za Hiszpanią. Ich wkład w rozwój światowej piłki jest ogromny. Pokazali, że liczy się nie tylko wzrost i siła fizyczna. Wybitnymi piłkarzami mogą również być osoby wątłe, niskie, ale kreatywne i znakomicie wyszkolone technicznie.

Zobacz wideo
Więcej o: