Włochy - Anglia w ćwierćfinale Euro 2012. Kanciarze i barbarzyńcy

Obie drużyny przyjechały na Euro pokaleczone, dla obu awans do półfinału byłby dawno niewidzianym sukcesem na mistrzostwach kontynentu. Faworyta nie ma.

Zdanie o włoskim futbolu wyspiarze zaczęli wyrabiać sobie od meczu, po którym gazety pisały, że na trybunie prasowej miejsca powinni zająć korespondenci wojenni. W 1934 r. mistrzowie świata Włosi mierzyli się w Londynie z Anglią, która w mundialu nie uczestniczyła, ale uważała się za najlepszy zespół globu. Na przerwę gospodarze schodzili ze złamanym nosem, wybitym barkiem, skręconą kostką i setkami siniaków. Sir Stanley Matthews wspominał, że Włosi kopali wszystko, co ponad trawą, ledwo oszczędzając sędziego. Choć grał do pięćdziesiątki, twierdził, że nigdy w tak brutalnym meczu nie brał udziału. Anglicy wygrali 3:2, włoscy piłkarze stracili szansę na odebranie Alfa Romeo, które za zwycięstwo obiecał im Benito Mussolini.

Wtedy na Wyspach narodził się pierwszy stereotyp dotyczący piłkarskiej Italii. Włosi to brutale, faulujący złośliwie, w dodatku tak, by sędzia nie widział. Później uznali ich za notorycznych oszustów, co potwierdzały afery korupcyjne targające Serie A. Ostatnia wybuchła tuż przed Euro, na zgrupowaniu policja zatrzymała podejrzewanego o ustawianie meczów obrońcę Domenico Criscito.

Na opinię wyspiarzy we Włoszech zapracowali gracze, którzy próbowali podbić tamtejszą ligę. Jimmy Greaves, angielski mistrz świata z 1966 r., opowiadał, że trener Milanu Nereo Rocco doprowadził go do alkoholizmu. Jeden z twórców catenaccio wymagał od piłkarzy posłuszeństwa, zabraniał balowania do rana, zabierał ich na wycieńczające zgrupowania. W tych trudnych okolicznościach Greaves - nieprzyzwyczajony do rygorów i ciężkiej pracy - załamał się i rozpił.

Ostatnim wyspiarzem, który podbił piłkarską Italię, był John Charles, w latach 50. napastnik Juventusu. Podczas świętowania 100-lecia klubu w 1997 r. wybrano go na najlepszego zagranicznego piłkarza klubu z Turynu. Podbicie Serie A nie udało się ani legendzie Liverpoolu Ianowi Rushowi (Walijczyk), ani drugiemu strzelcowi w historii Manchesteru United Denisowi Lawowi (Szkot), ani uważanemu za bajecznie utalentowanego Paulowi Gascoigne'owi (Anglik). Ich niepowodzenia tłumaczono - po niezdyscyplinowaniu, oczywiście - analfabetyzmem taktycznym.

Pić, żeby się upić

Dziś świadectwo angielskim graczom wydają włoscy trenerzy pracujący na Wyspach. Gdy piłkarze Manchesteru City Adam Johnson, Gareth Barry, Joe Hart i Shay Given zostali przyłapani przez paparazzi na popijawie w klubie nocnym, Roberto Mancini nie mógł się nadziwić, "jak można pić tylko po to, by się upić". - Mieli wtedy wolne, ale dlaczego robili akurat to? Niestety, dla Brytyjczyków to część kultury - narzekał włoski trener.

Fabio Capello, były selekcjoner reprezentacji Anglii, wspomina, że podwładni przestawali go rozumieć, gdy opowiadał im o taktyce.

Anglicy, to co Włosi nazywają "taktyką", rozumieją głównie jako ciasnotę w polu karnym. Na dowód pokazują piłkarzy z Italii, którzy rozkwitli po przeprowadzce na Wyspy, gdzie miejsca na boisku jest więcej.

We wschodnim Londynie Paulo di Canio uchodzi za jednego z najznakomitszych piłkarzy, którzy zakładali koszulkę West Hamu. Włoski napastnik jest patronem loży dla VIP-ów na stadionie Upton Park.

Na Stamford Bridge legendą jest Gianfranco Zola. Osiem lat temu - jeszcze zanim klub kupił Roman Abramowicz - Włoch został wybrany na najlepszego piłkarza w historii Chelsea.

Dowody utrwalające stereotypy znajdziemy na Euro. Trener Cesare Prandelli stworzył drużynę elastyczną, zaczął turniej trójką obrońców z przesuniętym z pomocy Daniele De Rossim. W Kijowie - gdzie prawdopodobnie zabraknie stopera Giorgio Chielliniego - jego piłkarze będą biegać w ustawieniu 4-2-3-1.

Na Wyspach system z trzema defensorami uchodzi za przestarzały i trudny, wymagający dużej dyscypliny. W Serie A - gdzie jak diagnozował José Mourinho, nawet słabe zespoły imponują organizacją i pomysłem na grę - wciąż jest popularny. Korzysta z niego m.in. Walter Mazzarri, trener grającego w Lidze Mistrzów Napoli.

Selekcjoner Roy Hodgson uchodzi za świetnego teoretyka, ale kadrę przejął w przededniu turnieju. Nie miał szans, by czegokolwiek piłkarzy nauczyć, Anglicy biegają w klasycznym systemie 4-4-2 i po stracie piłki w ośmiu zasłaniają po prostu pole karne. Rywalom zagrażają głównie po rzutach wolnych i rożnych oraz dośrodkowaniach.

Głód półfinału

Kibice obu drużyn mają jednak też powody, aby uważać Euro za turniej inny niż poprzednie. Antonio Cassano stał się w ojczyźnie synonimem nieposłuszeństwa, na boisku zdarza mu się leniuchować, ale i tak przy partnerze z ataku wydaje się niegroźnie dokazującym huncwotem. Mario Balotelli regularnie zajmuje pierwsze i ostatnie strony brukowców, nie spotkał jeszcze trenera, który potrafiłby nad nim zapanować. W Interze skapitulował Mourinho, w Manchesterze City - Mancini. Na zdjęciu z czwartkowego treningu włoscy piłkarze w pocie czoła ćwiczą pompki, a znudzony Balotelli odpoczywa.

Anglicy pierwszy raz od dziesięcioleci nie zabrali na wielki turniej walizki z presją, która zazwyczaj była większa i cięższa od samolotu, którym podróżowali. Ani eksperci, ani prasa nie przymierzali piłkarzom złotych medali, łatwiej było uwierzyć, że klecona w ekspresowym tempie drużyna nie przetrwa pierwszej fazy. Gdy w poniedziałek okazało się, że Anglicy wygrali grupę, piłkarze i trener stawali na głowie, by nagle nie zaczęto wymagać od nich cudów. Jedynym, który opowiada, że zespół stać na mistrzostwo Europy, jest Wayne Rooney, ale jego głos ginie wśród powściągliwych opinii kolegów.

Według bukmacherów to najbardziej wyrównana para ćwierćfinałowa na ME. Jeśli w niedzielę wygrają Włosi, będą to dla nich najlepsze mistrzostwa Europy od 2000 r., gdy zdobyli srebrny medal. Anglicy ostatni raz w półfinale grali cztery lata wcześniej.

Wytypuj miss trybun Euro 2012 i wygraj cenną nagrodę!

Jak zakończy się mecz Anglia - Włoch
Więcej o: