Euro 2012 bez Ukrainy

Przed turniejem obawiali się kompromitacji, we wtorek przez całą pierwszą połowę ostrzeliwali ich gospodarze turnieju. Ale Anglicy wygrali, zajęli pierwsze miejsce i w ćwierćfinale zagrają z Włochami. Francja o półfinał zmierzy się z broniącą tytułu Hiszpanią

Ole, ole, ole, ola! Trybuna Kibica zawsze pełna

Powiedzieć, że ćwierćfinałowe mecze Anglików i Francuzów będą szlagierami, to nic nie powiedzieć. Ale ciekawie było już we wtorek, bo mało kto spodziewał się, że Francuzi fazę grupową zakończą porażką 0:2 ze Szwecją, która już wcześniej straciła szanse na awans, a Anglicy przez pierwszą połowę meczu z Ukrainą będą głównie się bronić.

A później zobaczą powtórkę z historii.

W 1966 r. walił - na niemiecką bramkę - Geoff Hurst, piłka odbiła się od poprzeczki, potem od murawy i wyszła w pole. Sędzia uznał, że przekroczyła linię bramkową, Anglicy pokonali Niemców i zdobyli swoje jedyne mistrzostwo świata.

Dwa lata temu - również na niemiecką bramkę - walił Frank Lampard. Piłka znów odbiła się od poprzeczki, znów wyleciała w pole, powtórki pokazały, że gol padł. Sędzia jednak tego nie zauważył, Anglicy przegrali w 1/8 finału 1:4.

We wtorek walił Artem Miłewski. Piłkę odbił bramkarz Joe Hart, ta zmierzała do bramki, ale wybił ją John Terry. Powtórki pokazały, że padł gol - piłka przekroczyła całym obwodem linię, choć z drugiej strony - cała akcja Ukraińców rozpoczęła się od minimalnego spalonego.

Gdyby bramka została uznana byłby remis, a Anglicy nie mogliby być pewni zwycięstwa, bo od początku grali słabo. Tak słabo, że zapowiadało się dla nich na wieczór koszmarny.

Wyobraźcie sobie, że pierwsze mecze twojej reprezentacji obudziły nadzieje, bo nie wiedziałeś, czego się po niej spodziewać. Z rywalem, uchodzącym za najsilniejszego w grupie twoja drużyna wyrwała remis i grała nadspodziewanie dobrze. Tuż przed ostatnim meczem okazuje się, że najlepszy piłkarz rywali, wyprzedzający kolegów o lata świetne, nie zagra przez kontuzję. Do ćwierćfinału prowadzi cię autostrada, nie wyobrażasz sobie, że można coś jeszcze spartaczyć

Brzmi znajomo? Ale nie chodzi o reprezentację Franciszka Smudy, tylko o ekipę Roya Hodgsona. Ekipę, która wczoraj miała nawet łatwiejsze zadanie niż Polacy w sobotę. Jej wystarczał remis, by awansować do ćwierćfinału, Polska musiała z Czechami wygrać.

Ukraińcy, którzy zaczęli bez narzekającego na kolano Andrija Szewczenki (wszedł na 20 minut), od początku rzucili się na rywali. Kilkoma króciutkimi podaniami potrafili przedrzeć się przez angielską defensywę. Defensywę, zaznaczmy - specyficzną.

Teoretycznie za każdym razem, gdy piłkę przejmował Ukrainiec, miał przed sobą dziewięć par angielskich oczu. Bliżej linii środkowej zostawali tylko Welbeck i Rooney. Problem w tym, że obrona i pomoc przesuwała się, zupełnie jakby Hodgson przywiązał piłkarzy do siebie sznurkiem. Dwa kroki do przodu na prawej stronie, oznaczały, że taki sam ruch wykonuje piłkarz na drugiej stronie boiska. A gdy nikt się nie ruszał? Nieniepokojeni Ukraińcy podchodzili pod angielskie pole karne. Albo nawet dalej. Już w szesnastce przewracał się Scott Parker, próbujący zrozumieć, w którą stronę ostatecznie biegnie Andrij Jarmołenko. Na szczęście dla Anglików skończyło się tylko rzutem rożnym.

Przez całą pierwszą połowę Ukraińcy częściej byli przy piłce, oddali więcej strzałów i byli bliżej strzelenia gola. Wydawało się, że angielska obrona, pod takim naporem musi w końcu skapitulować. Ale zanim po przerwie gospodarze zdołali zbudować atak, już przegrywali. Po wrzutce i błędach defensywy oraz bramkarza Andrija Piatowa piłkę do bramki wepchnął Wayne Rooney, rozgrywającego pierwszy mecz na Euro 2012 (był zdyskwalifikowany za czerwoną kartkę w meczu eliminacji z Czarnogórą). Był to dopiero drugi celny strzał Anglików w meczu.

Chwile później Terry wybił piłkę po strzale Miłewskiego i zafundował nam kolejną dyskusję o konieczności wprowadzenia zmian w przepisach. Tak, by w podobnych sytuacjach sędziowie mogli skorzystać z powtórek wideo, albo, by do piłki wmontować czip, informujący, gdy piłka minie linię bramkową. Pomysł prezesa UEFA Michela Platiniego, która zamiast technologii ustawił za bramką dodatkowego sędziego, wczoraj chyba ostatecznie zbankrutował.

Ukraińcy, podobnie jak Polacy, udział w organizowanym przez siebie Euro zakończyli na fazie grupowej. Drugi raz z rzędu na mistrzostwach Starego Kontynentu obaj gospodarze nie zdołali przedrzeć się do ćwierćfinału. Ale Ukraińcy mieli jednak zdecydowanie trudniejszych rywali i zdobyli o punkt więcej od Polaków.

Zdobądź piłkę skopaną na meczu Euro!

Zobacz wideo
Więcej o: