Silvestre Varela - piłkarz z ławki, który uratował Portugalczyków

Dla tego 27-letniego już piłkarza to pierwszy duży turniej piłkarski w życiu. Miał jechać na mundial do RPA, ale musiał opuścić tamte mistrzostwa. Złamana noga omal nie zatrzymała jego kariery. Dziś ratuje Portugalię na Euro 2012.

To miał być jego turniej. Silvestre Varela przed mundialem w RPA spisywał się bardzo dobrze. W marcu 2010 roku ówczesny trener Carlos Queiroz powołał go na towarzyski mecz z Chinami i wpuścił na boisko w drugiej połowie. Varela wypadł na tyle korzystnie, że prasa portugalska ogłosiła, iż powinien jechać na mistrzostwa świata. Rzeczywiście, Queiroz go powołał, ale Silvestre Varela tuż przed turniejem złamał na treningu swego klubu kość strzałkową. W kadrze Portugalii na mundial zastąpił go Danny. Kariera Vareli stanęła wtedy pod znakiem zapytania. Już wcześniej przegrywał rywalizację z Kolumbijczykiem Falcao, na dodatek to złamanie...

Falcao jednak odszedł do Atletico Madryt, a Silvestre Varela zaczął wykorzystywać okazję w szeregach FC Porto. W końcu trener Paulo Bento powołał go na Mistrzostwa Europy.

Euro 2012 to zatem pierwsza duża impreza piłkarska tego zawodnika FC Porto, który w zakończonym sezonie zagrał w 31 spotkaniach i strzelił 5 goli.

Na Euro 2012 wchodzi z ławki. W meczu z Niemcami zmarnował wyśmienita okazję na wyrównanie. Bramka, którą zdobył w końcówce meczu z Danią jest niewątpliwie najważniejsza w jego karierze. To ona uratowała Portugalii wygraną, trzy punkty. Uratowała też po trosze skórę Cristiano Ronaldo, który wcześniej zmarnował dwie znakomite okazje bramkowe.

Więcej o: