Koszykarze przed meczem eliminacji ME

Koszykarze reprezentacji Polski w środę rozpoczynają rundę rewanżową eliminacji mistrzostw Europy. Z Łotwą zagrają w Rzeszowie bez Joe McNaulla, ale wśród rywali też zabraknie kluczowego gracza - Raimondsa Miglinieksa.

Odmieniona polska kadra zagra w ciągu tygodnia trzy mecze eliminacyjne - z Łotwą, w Estonii (w sobotę) i znów w Rzeszowie z Węgrami (w następną środę).

Pierwszy środkowy kadry McNaull ciągle leczy w Gdańsku kontuzję stopy. - Liczę na niego w meczu z Węgrami. Przed spotkaniem z Estonią będziemy mieli za mało czasu, żeby go przygotować do gry. Zresztą Estończycy nie mają wielkich centrów, do walki z którymi przydałby się McNaull. Będzie miał za to z kim walczyć w meczu z Węgrami - mówi trener Polaków Dariusz Szczubiał.

Szkoleniowiec Polaków zdaje sobie sprawę, że jego zespół musi wygrać co najmniej dwa z tych trzech meczów, żeby w ogóle mieć jakiekolwiek szanse na awans do przyszłorocznych finałów w Szwecji (awansują dwa pierwsze zespoły z pięciu grup i cztery z trzecich miejsc). - Z pięciu spotkań rundy rewanżowej musimy wygrać cztery, żeby mieć pewność awansu, a trzy przy dobrym układzie. Ale wolałbym uniknąć liczenia. Ciężko będzie w styczniu wygrać z Francją na wyjeździe, więc teraz powinniśmy być bez porażki. Ale wszystko może się zdarzyć, to bardzo wyrównana grupa - mówi.

Łotysze zostali pokonani w pierwszym meczu w Ventspils 92:81, ale zawsze są groźnym zespołem. Center Kaspars Kambala i rozgrywający Roberts Stelmahers grają w Eurolidze, kilku innych zawodników znanych jest z ligi polskiej (Ainars Bagatskis, Edgars Sneps, Janis Laksa, Uvis Helmanis), albo występuje w zespole BK Ventspils, który świetnie spisuje się w Pucharze Mistrzów FIBA. Przegrał tylko jeden mecz, pozostałe wygrywając bardzo wysoko, w tym 92:71 w Ostrowie ze Stalą. W meczu z Polską zabraknie z powodu kontuzji dwóch najlepszych rozgrywających - znanego doskonale Miglinieksa oraz Kristapsa Valtersa oraz skrzydłowego Arnisa Vecvagarsa. Studia w USA wyeliminowały ze składu czołowych zawodników podkoszowych Marisa Laksę i Raitisa Grafsa. Nie zmieścił się w zespole obrońca Anwilu Włocławek Armands Skele, który był jednym z dwóch koszykarzy, z których trener Armands Kraulins zrezygnował po zgrupowaniu.

Od stycznia, kiedy jego zespół zagrał ostatnie mecze o punkty, w zespole sporo się zmieniło. Nie ma Romana Prawicy, Radosława Hyżego, Krzysztofa Sidora, są za to Wojciech Majchrzak, Jacek Krzykała, Szymon Szewczyk i Paweł Wiekiera. - Musimy mieć zespół bez malkontentów, nawet jedenasty czy dwunasty zawodnik w zespole jest ważny, bo to oni często robią atmosferę. A atmosfera teraz jest najważniejsza - komentuje Szczubiał.

- Musieliśmy zmienić trochę styl gry zespołu i stąd zmiany w składzie. Słabo broniliśmy. Jak się okazało jeden czy dwa mecze można było wygrać dzięki atakowi, ale w pozostałych już było to za mało. Nie wyobrażam sobie teraz, żebyśmy nie poprawili obrony. W ataku wprowadzamy tylko niewielkie zmiany. Kilka polskich klubów gra podobne zagrywki i chcemy to wykorzystać. Nawyki są bardzo ważne w koszykówce - mówi trener reprezentacji.

Liczy także na koncentrację i doświadczenie zespołu. - Zawodnicy mają świadomość, że co najmniej jeden mecz pokpiliśmy w pierwszej rundzie. A zawodników mamy w najlepszym koszykarskim wieku, 26-32 lat, doświadczonych, grających sporo w pucharach czy zachodnich ligach. Nie ma tu wielkiej indywidualności i siłą powinna być zespołowość - mówi.

Poza stawianiem na obronę drugą poważną zmianą w zespole ma być gra Andrzeja Pluty (drugiego strzelca zespołu, średnia 16,2 pkt.) jako rzucającego obrońcy. Pluta męczył się jako rozgrywający, a teraz będzie mógł się wreszcie skoncentrować na rzucaniu. Rozgrywać będą Paweł Szcześniak i Jacek Krzykała, a momentami także być może Majchrzak.

Trener ma pomysł na reprezentację. - Chciałbym aby Polska była Argentyną - mówi, nie mając wcale na myśli tęsknoty za kryzysem ekonomicznym, jaki dotknął południowoamerykańskie państwo. Podczas niedawnych mistrzostw świata zespół bez większych koszykarskich tradycji był rewelacją, dotarł aż do finału, gdzie dopiero po dogrywce i błędach sędziów uległ Jugosławii. Argentyńczycy grali zespołowo, z głową i efektownie. - Nie było tam gwiazd, tylko prawdziwy zespół. Kiedy byłem w Indianapolis nieświadomie zostałem kibicem Argentyny. Przyznam, że nawet wyszedłem z hali podczas dogrywki, tak byłem zły, że Jugosławia wygra - opowiada trener Polaków.

- Po badaniach wydolnościowych i na treningach widzę, że zawodnicy są w dobrej dyspozycji - twierdzi trener Polski. Zobaczymy, czy to wystarczy do pokonania ósmego zespołu ostatnich mistrzostw Europy.

Transmisja z meczu w 3TVP o godz. 16.40.

Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.