Mariusz Czerkawski: Gramy w podchody

Najlepszy polski hokeista, Mariusz Czerkawski meczem z New York Rangers zainauguruje w piątek kolejny sezon w NHL. Po występach w Boston Bruins, Edmonton Oilers i New York Islanders, w tym sezonie Czerkawski będzie reprezentował barwy najbardziej utytułowanej drużyny NHL - Montreal Canadiens

Rafał Góral: Jakie panują nastroje w drużynie w przeddzień Waszej inauguracji sezonu (Canadiens grali w nocy z New York Rangers)?

Mariusz Czerkawski: Czujemy spore napięcie związane z inauguracją i pierwszym meczem. Trenerzy rozładowują ten stres, bo właśnie gramy w... podchody na nowojorskim Manhattanie. Tak, to nie żart. Podzielono nas na pięć czteroosobowych drużyn i mamy do wykonania kilka zadań. My na przykład teraz musimy zrobić sobie zdjęcie z policjantem, a zaraz potem biegniemy na ostatnie piętro Empire State Building. Każdy zawodnik z drużyny, która okaże się najlepsza, w nagrodę otrzyma tysiąc dolarów. To bardzo fajna zabawa, która powoduje, że musimy szybko podejmować decyzje, integrujemy się ze sobą, a przy tym nieźle bawimy. To tak jak na lodzie.

Widać więc, że atmosfera w drużynie jest chyba niezła?

- Tak, jest bardzo fajnie. Nie mam żadnych powodów do narzekań. W sparingach szło nam nieźle - siedem zwycięstw i dwie porażki. To napawa nas sporym optymizmem przed sezonem, choć zdajemy sobie sprawę, że sparingi to co innego niż regularne rozgrywki.

Jakie są oczekiwania szefów klubu wobec drużyny?

- Wielkie, na pewno większe niż w New York Islanders. Być może bierze się to stąd, że Canadiens to najbardziej utytułowany klub NHL [drużyna z Montrealu zdobyła Puchar Stanleya aż 24 razy i była jednym ze współzałożycieli ligi - red.]. W ubiegłym sezonie Montreal odpadł w drugiej rundzie play off z Carolina Hurricanes, teraz działacze chcieliby, żeby sezon był bardziej udany. Najważniejszy jest dobry początek, bo to dodaje drużynie wiary. A potem kto wie, wszystko może się wydarzyć. Ostatni Puchar Stanleya zdobyty przez nasz klub ma już dziesięć lat. Byłoby więc cudownie odświeżyć datę na tym trofeum w gablocie Montrealu.

Z Krzysztofem Oliwą znowu się rozminęliście...

- Taki jest los hokeisty, że musi grać tam, gdzie chcą tego działacze. Krzysiek wrócił do Nowego Jorku, a ja po pięciu latach wyjechałem. Kto wie, może jednak uda nam się kiedyś zagrać nawet w jednej drużynie?

Miałeś jednak w Montrealu hokeistę mówiącego po polsku...

- Klub pozyskał przed sezonem młodego Mike'a Komisarka, który jest synem polskich emigrantów ze Szczecina. Mike mimo że urodził się w USA, to całkiem nieźle mówi po polsku. Namawiałem go do gry w polskiej kadrze, niestety, zagrał już w reprezentacji USA juniorów. Po okresie przygotowawczym Mike trafił do farmy Montrealu, Hamilton Bulldogs. Trenerzy stwierdzili, że na grę w NHL ma jeszcze czas.

A czym różni się Nowy Jork od Montrealu?

- Różnica jest spora, bo Montreal jest o wiele mniejszym, bardziej kameralnym miastem. Sporo tu jednak kafejek, restauracji i życie również tutaj mocno tętni. Jeśli chodzi natomiast o kibiców, to mam wrażenie, że w Montrealu znają się lepiej na hokeju niż w Nowym Jorku. W Kanadzie ludzie bardziej angażują się też w hokej, bardziej go przeżywają. Na nasze sparingi przychodziło nawet po 17 tys. widzów.

Na Ciebie chyba nie mieli prawa narzekać, bo byłeś najskuteczniejszym zawodnikiem NHL w sparingach przedsezonowych...

- Zdobyłem najwięcej punktów w klasyfikacji kanadyjskiej, miałem cztery bramki i siedem asyst. To jednak tylko sparingi. Z drugiej strony na pewno chciałbym pobić albo chociaż powtórzyć sezon 1999/2000 [35 bramek i 35 asyst - red.].

Mariusz Czerkawski

Urodzony 13.04.1972 r. w Radomsku.

W NHL od sezonu 1994/95.

Bilans w NHL