Piątkowy mecz piłkarskiej ekstraklasy: Amica - Wisła 1:1

Wisła już po upływie 90 minut gry wyrównała stan meczu we Wronkach. - Musimy cieszyć się z wyniku, bo Amica była zdecydowanie lepsza - stwierdził pomocnik krakowian Kamil Kosowski.

- Taki mecz na zachodzie okrzyknięto by hitem. Amica była lepsza i powinna była wygrać - powiedział obecny na meczu drugi trener reprezentacji Polski Stefan Majewski, były szkoleniowiec klubu z Wronek.

Trener Amiki Mirosław Jabłoński mówił przed meczem, że jego piłkarze zapomnieli już o upokarzającej klęsce w finale Pucharu Polski, kiedy to Wisła Kraków dwukrotnie rozbiła Amicę. Już pierwsze minuty piątkowego spotkania ligowego potwierdziły te słowa. Amica ruszyła do ataku z ogromnym impetem i wielką ambicją. Imponujące w ich wykonaniu było zwłaszcza pierwsze 20 minut. Wronczanie wykonali osiem rzutów rożnych (krakowianie tylko jeden), prowadzili też w statystyce strzałów (6:1). Goście mieli olbrzymie problemy by wyjść z własnej połowy.

Pierwszą świetną okazję Amica miała już w 2. min, kiedy własnego bramkarza próbował zaskoczyć Maciej Stolarczyk. Po dośrodkowaniu Marcina Burkhardta uderzył on głową tak niefortunnie, że bramkarz Wisły Angelo Hugues z trudem wypiąstkował piłkę nad poprzeczkę. Gol dla Amiki padł cztery minuty później, jednak jego zdobywca Tomasz Dawidowski był na spalonym. Dostał on podanie od Jacka Dembińskiego, który wcześniej minął dwóch obrońców i niepotrzebnie zamiast strzelać podawał do kolegi.

Wronczanie nadal napierali z rozmachem, ale pod bramką Wisły zachowywali się zbyt nerwowo. - Musimy nad tym popracować, by w podbramkowych sytuacjach zachowywać więcej spokoju - mówił po meczu trener Amiki Mirosław Jabłoński.

W pierwszej części Wisła miała tylko jedna dogodną sytuacje do zdobycia bramki, ale Kalu Uche najpierw uderzył z bliska wprost w Szamotulskiego, a dobitka była bardzo niecelna (piłka przeleciała nad bramką). Wcześniej sędzia podyktował tylko rzut rożny, mimo że w polu karnym Grzegorz Kaliciak wybił piłkę za linię spod nóg Dawidowskiego... ręką.

W drugiej połowie gra się nie zmieniła. Wronczanie byli szybsi, aktywniejsi, ale wybornie bronił Hugues. Francuski bramkarz wybijał piłkę w beznadziejnych wprost sytuacjach - tak było po strzałach Sobocińskiego czy Dembińskiego. Kapitalna gra Amiki przyniosła w końcu bramkowy efekt w 77. min. Precyzyjne podanie Marcina Burkhardta wykończył Dariusz Gęsior, który strzelił głową i pokonał Huguesa.

Po objęciu prowadzenia wronczanie nadal atakowali. Gdy wszyscy czekali już na ostatni gwizdek sędziego błąd popełnił Burkhardt. Nieczysto trafił w piłkę, przejął ją Kamil Kosowski i podał ją do Macieja Żurawskiego. Najlepszy strzelec ligi pewnie pokonał Grzegorza Szamotulskiego.

Dla młodego pomocnika Amiki to był dramat. Burkhardt rozgrywał kapitalne spotkanie - świetnie grał w obronie, dynamicznie w ofensywie, popisał się asystą przy bramce Gęsiora. Z boiska schodził ze łzami w oczach. - Mieliśmy pomysł na grę z Wisłą i go realizowaliśmy. Szkoda, że brakowało nam spokoju w ostatnich fazach akcji ofensywnych. Bramka dla Wisły to całkowity przypadek, do Burkhardta nikt nie ma pretensji, bo przez cały mecz grał bardzo dobrze - mówił trener Amiki Mirosław Jabłoński.

Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.