Netflix wchodzi z drzwiami na rynek transmisji sportowych. Kontrakt na 5 miliardów dolarów

Polski kibic jest przyzwyczajony do transmisji telewizyjnych, ale do walki o prawa - i to z hukiem - wkraczają platformy streamingowe. Netflix chwali się kontraktem z wrestlingową organizacją WWE o wartości pięciu miliardów dolarów. - To naturalny kierunek rozwoju Netfliksa na rynku globalnym - tłumaczy w rozmowie Sport.pl Monika Płaczkowska zajmująca się marketingiem sportowym. Czy w sporcie pokazywanym na żywo dochodzi właśnie do rewolucji? Wszystko na to wskazuje.

W ostatnim czasie Netflix rozpieszcza kibiców sportu. Ogromnym sukcesem okazały się seriale dokumentalne o Davidzie Beckhamie czy "Last Dance" Michaela Jordana. "Drive to Survive", ukazująca Formułę 1 od kulis, sprawiła, że dyscyplina zyskała mnóstwo nowych fanów. Sukcesu nie udało się powtórzyć z tenisem - produkcja "Break Point" została zakończona po dwóch sezonach, ale nie oznacza to, że Netflix opuszcza korty na dobre.

Zobacz wideo Kuriozalne pytanie do Lewandowskiego na konferencji. Nie mógł uwierzyć

Netflix Slam zakończone sukcesem. "Telewizja często nie ma aż takich środków"

Niedawno poinformowano, że w 2025 r. na platformie pojawi się dokument, którego bohaterem będzie Carlos Alcaraz. 20-letni Hiszpan to największa - obok Igi Świątek - gwiazda młodego pokolenia. Jest drugi w rankingu ATP, podgryza największe legendy, a w niedzielę drugi raz z rzędu triumfował w turnieju Indian Wells. Zapowiadając produkcję w mediach społecznościowych, napisał "Gem. Set. Netflix". A to zdradza tajemnice jego podpisów na kamerze podczas kalifornijskiej imprezy. Po pierwszym meczu napisał "N", a kilka dni później "TUDUM", nawiązując do charakterystycznego dźwięku Netflixa.

Te działo się raptem kilka dni po wydarzeniu, w którym Carlos Alcaraz również był jednym z głównych bohaterów. 3 marca 2024 r. w Las Vegas odbył się Netflix Slam - widelider rankingu w meczu pokazowym zmierzył się ze swoim rodakiem Rafaelem Nadalem. Pierwszy raz w historii Netflix transmitował na żywo spotkanie tenisowe, a zaangażowanych w event zostało wiele gwiazd, jak Andy Roddick czy Andre Agassi. Eksperyment zakończył się dużym powodzeniem.

- Pod kątem realizacji zaskakujące było właśnie to, że ona nie obiegała jakością od transmisji telewizyjnych, które oglądamy na co dzień podczas turniejów tenisowych. Moją uwagę zwróciła też liczba zaangażowanych gwiazd do przekazu. To były same tuzy tenisa, a telewizja często nie ma aż takich środków, aby podpisywać takie kontrakty długoterminowo. Pytaniem bez odpowiedzi pozostanie otwartość byłych zawodników na fakt ponownego wejścia w cykl WTA i ATP i podróżowanie przez 95 proc. roku po świecie. Mecze pokazowe to inna bajka - tłumaczy nam Monika Płaczkowska, Partnerships Sales Director agencji marketingu sportowego "SPORTFIVE".

Organizatorzy przerwę w grze wykorzystywali na krótkie rozmowy z zawodnikami, ale także z celebrytami na trybunach. - Na pewno warto zwrócić uwagę mogło często krytykowane "kontrowersyjne" w polskiej lidze piłkarskiej podchodzenie do zawodników w przerwie na krótki wywiad. Dokładnie to działo się w transmisji tego tenisowego wydarzenia i to zostało odebrane bardzo pozytywnie. Wiadomo, że przy meczach pokazowych można więcej i zawodnicy też są na to bardziej otwarci, bo nie grają o awans do kolejnej rundy turnieju. Inną perspektywę mają również organizatorzy, bo czas i napięty harmonogram nie gra dla nich aż tak kluczowej roli - podkreśla Płaczkowska.

Wydarzenia pokazowe przecierają szlak dla Netflixa

Netflix nie jest jednak protoplastą transmisji na żywo na platformie streamingowej. Od dawna działa tak Amazon czy DAZN, a na europejskim rynku Viaplay, gdzie możemy oglądać piłkarskiej zmagania Premier League, Ligi Europy oraz Ligi Konferencji Europy. Netflix dotychczas stawiał na pojedyncze eventy pokazowe, aniżeli inwestycje w zakup praw premium. Debiut odbył się podczas turnieju golfowego Netflix Cup, w którym wzięli udział profesjonalni zawodnicy z PGA i kierowcy Formuły 1 - znani użytkownikom z serialu "Drive to Survive". Ogromnym echem w Stanach Zjednoczonych odbiła się oficjalna informacja o organizacji przez Netflixa walki bokserskiej pomiędzy influencerem Jakiem Paulem a legendarnym pięściarzem Mikiem Tysonem. Odbędzie się ona 20 lipca, a transmisja na żywo będzie dostępna jedynie na platformie streamingowej.

- To jest pokazanie rywalizacji między Netflixem, Amazonem, DAZN i innymi platformami, które coraz chętniej stają do walki o prawa do transmisji sportowych - mówi nam Monika Płaczkowska. - Podejście do tego sportu to jest trochę poszerzenie swojej grupy docelowej, która już się pojawiła na Netfliksie za sprawą sportowych produkcji, które cieszyły się sporą popularnością globalnie. Wydaje mi się, że z perspektywy Netfiksa to testowanie czy klienci są zainteresowani, czy pojawią się nowe rejestracje i czy serwery dadzą radę przy streamingu live, zdecydowanie niższym kosztem, niż poprzez zakup praw do istniejących rozgrywek. Warto wspomnieć, że w przypadku meczu Nadal – Alcaraz pojawiło się tam wiele rozwiązań komercyjnych, których beneficjentem był właśnie Netflix. Nie mam z kolei wątpliwości, że każde kolejne pokolenie jest i wciąż będzie zainteresowane oglądaniem sportu przez platformy na żądanie - kontynuuje.

Potężna inwestycja we wrestling. Kiedy Europa?

Jej słowa potwierdzają potężna inwestycja Netflixa w prawa do pokazywania wydarzeń wrestlingowej organizacji WWE od początku 2025 roku. Amerykańskie źródła szacują umowę na 10 lat i wyceniają ją na około 5 mld dol. Serwis będzie transmitował na żywo gale "Monday Night Raw" w każdy poniedziałkowy wieczór w Stanach, Kanadzie, Wielkiej Brytanii i Ameryce Południowej, a z biegiem czasu dodawane będą kolejne lokalizacje. Netflix będzie także wyłącznym źródłem treści spod szyldu organizacji WWE poza USA, w tym występów na żywo i wydarzeń premium, takich jak Wrestlemania, a także filmów dokumentalnych. Ogłoszenie wywołało spory szok w całym świecie mediów. To zdecydowanie największa inwestycja Netfliksa w treści na żywo i sygnałem, że platforma dostrzega wartość sportu jako części swojej oferty programowej.

- Całe pakiety praw telewizyjnych to naturalny kierunek rozwoju Netfliksa na rynku globalnym, patrząc na konkurencje, aby nie odstawać, ale i stale pozyskiwać nowych klientów. Może okazać się, że ich przyrosty klientów są mniejsze, niż u konkurencji, która ma rozgrywki NFL w swojej ofercie - podkreśla Płaczkowska. 

Przykład wrestlingu pokazuje, że Netflix na razie walczy o swoją pozycję na rynku angielskojęzycznym - głównie w Stanach Zjednoczonych, Kanadzie oraz Wielkiej Brytanii - ale szalenie istotny jest także target hiszpańskojęzyczny, co sugeruje Netflix Slam z Hiszpanami - Carlosem Alcarazem i Rafaelem Nadalem - w rolach głównych. Podobnie jak produkcja dokumentalna o 20-letniej gwieździe tenisa, która swoją premierę będzie miała w przyszłym roku.

- Koncentrowanie się na Europie może być dla Netfliksa dalszą perspektywą, ale warto zauważyć, że to nie jest tylko "stanocentryczne" podejście, gdyż zwłaszcza ten mecz tenisowy pokazuje kierunek. On się odbył w Stanach, ale był skierowany też na rynki hiszpańskojęzyczne. Była alternatywna transmisja z prowadzącymi z Hiszpanii dla bardzo licznej grupy potencjalnych nowych klientów dla Netfliksa. Podobnie z golfem. To sport, który robi się coraz bardziej globalny i pojawia się tam coraz więcej międzynarodowych zawodników. Mówimy tutaj o indywidualnych postaciach, które są globalne i interesuje się nimi cały świat - zauważa Monika Płaczkowska z agencji "SPORTFIVE".

Eksperci uważają, że umowa z WWE jest testem przed czymś znacznie większym. Transmisja na żywo jest znacznie trudniejsza do realizacji, niż treści na żądanie, a fani sportu są mniej wyrozumiali dla problemów technicznych, które powodują, że tracą nawet niewielką część akcji - co w Polsce widać chociażby wokół Viaplay. 

Na razie Netflix wkroczył do gry na rynku amerykańskim, gdzie kolejnymi szczeblami będą prawa telewizyjne do transmisji gal UFC czy koszykarskiej ligi NBA, jednakże jedynie kwestią czasu wydaje się być wkroczenie giganta do sportu europejskiego.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.