Może dodać skrzydeł lub zabrać szansę na medal. "Masz okres? To nie gramy na biało"

Agnieszka Niedziałek
Siatkarka Joanna Wołosz podczas okresu zdobyła klubowe mistrzostwo świata, Natalia Kaczmarek ustanowiła halowy rekord Polski na 400 m, a Aleksandra Mirosław wygrała pierwsze zawody Pucharu Świata we wspinaczce sportowej. Ale czasem dolegliwości menstruacyjne odbierają szansę na sukces. Czy warto więc przesuwać okres przed ważnym startem? Tu opinie zawodniczek są podzielone.

"Okres w moim życiu" to kampania społeczna zorganizowana przez Gazeta.pl i inicjatywę TakDlaPodpasek.pl, realizowaną przez Okresową Koalicję i Kulczyk Foundation. Apelując o darmowe podpaski w szkołach, rozmawiamy z kobietami o akceptacji własnego ciała, dostępie do środków higienicznych i o tym, jak okres wpływa na ich życie zawodowe.

Walka z różnego rodzaju dolegliwościami ciała jest chlebem powszednim profesjonalnych sportowców. Przyzwyczajeni są do zaciskania zębów i spychania myśli o nich na dalszy plan, a zawodniczki mają ku temu dodatkowy powód. Dolegliwości związane z menstruacją często nie ułatwiają rywalizacji, ale nie jest to wcale stała reguła. Znane byłe i obecne sportsmenki w rozmowie ze Sport.pl pokazują na swoim i koleżanek przykładzie, że okres czasem podcina skrzydła, ale niekiedy ich dodaje. 

Mocny efekt "po". "W momencie startu możesz się czuć bardzo dobrze, a nagle następnego dnia jesteś ledwo żywa"

Lista osiągnięć Joanny Wołosz w barwach Imoco Volley Conegliano jest dość długa. Siatkarka reprezentacji Polski poza sukcesami odniesionymi w Lidze Mistrzyń i we Włoszech ma też w dorobku m.in. dwa tytuły klubowej mistrzyni świata. Ten drugi wywalczyła w grudniu ubiegłego roku.

Zobacz wideo Norbert Hubert o planach po zwycięstwie ze Ślepskiem Malow Suwałki: Siatkówki będziemy trenować troszkę mniej

- To był tygodniowy turniej, okres zaczął mi się przy pierwszym meczu. Mam teraz taki komfort, że trwa on u mnie tylko trzy dni, mecze grałyśmy co dwa, więc dotyczyło to jedynie dwóch spotkań fazy grupowej. W fazie pucharowej grałam już z wolną głową. Cieszyłam się wtedy, że akurat tak to wypadło. Nie pamiętam, czy wcześniejsze sukcesy też się zbiegły w czasie z miesiączką. Po pewnym czasie we wspomnieniach została sama radość z wygranych meczów - zaznacza 32-latka.

I dodaje, że nawet gdy dolegliwości dają się we znaki, to przy ważnym meczu nikt nie myśli, by odpuszczać. - Próbuje się tylko znaleźć jakąkolwiek możliwość na zmniejszenie bolesności. Sięga się po proszki przeciwbólowe - wskazuje.

Rekordzistka świata we wspinaczce na czas Aleksandra Mirosław pierwsze zwycięstwo w zawodach Pucharu Świata odniosła podczas miesiączki. Przyzwyczaiła się już do tego, bo nieraz pojawia się ona u niej przy okazji startu.

- Z reguły przez pierwsze dwa dni odczuwam dość duży dyskomfort w okolicy brzucha, ale podczas zawodów te objawy znikają. Organizm wie, że musi sobie z tym poradzić. Dochodzą stres, adrenalina, mobilizacja. Rozluźnienie przychodzi dopiero potem i wtedy mogą dać o sobie znać różne dolegliwości. W momencie startu więc możesz się czuć bardzo dobrze, a nagle następnego dnia jesteś ledwo żywa - relacjonuje dwukrotna mistrzyni świata i dwukrotna mistrzyni Europy.

Mocnego efektu "po" doświadcza też czasem Natalia Kaczmarek. Specjalizująca się w rywalizacji na 400 m lekkoatletka zwraca uwagę, że dystans ten biega się na dosyć dużym zmęczeniu, a podczas okresu ciężko je znosi.

- Czasem po biegu lub mocnym treningu pojawia się np. silny skurcz brzucha i wtedy przez 30 czy 40 minut leżę zwinięta, bo ciężko się ruszyć. Ale to dzieje się po wysiłku, w trakcie raczej nie. Zazwyczaj trafiam tak, że akurat podczas ważnych startów nie mam okresu. Takie szczęście. Ale też zwykle odczuwam skutki po biegu, a nie w trakcie. Np. w lutym na halowych mistrzostwach Polski pobiłam rekord kraju, mając miesiączkę [50,83 - red.]. Czułam się wtedy bardzo dobrze - wspomina dwukrotna medalistka olimpijska z Tokio.

Kiedy ból daje jej się mocno we znaki, korzysta z podstawowych leków przeciwbólowych i rozkurczowych. Jeśli jest już bardzo źle, to na zawodach są lekarze, którzy mogą przepisać coś mocniejszego, ale zgodnego z przepisami antydopingowymi.

- Parę razy korzystałam z ich pomocy, takie rzeczy się zdarzają. Od razu wtedy mówię, że wiem, jaka jest przyczyna. To ważne. Najczęściej wtedy podają leki rozkurczowe - wyjaśnia Kaczmarek.

Kiedy krótkie spięcie mięśni może zaprzepaścić szansę na medal. "Latające" siatkarki i świetnie rzucające koszykarki

Nasze rozmówczynie jasno zaznaczają - intensywność dolegliwości to sprawa bardzo indywidualna. Zwykle starają się po prostu o nich nie myśleć lub sięgają po środki przeciwbólowe. Bywa jednak tak, że ból jest tak silny, że brutalnie weryfikuje plany.

- Zdarza się, że w trakcie okresu zawodniczki odnoszą znaczące sukcesy, a inne tracą szanse na życiowe osiągnięcie. Słyszałam, że dziewczyny nie miały miesiączki przez rok, a potem pojawiła się akurat w trakcie igrzysk. Bo stres, emocje – i nagle przekreślona możliwość startu - mówiła nam niedawno utytułowana tyczkarka Monika Pyrek.

Olimpijka z Rio de Janeiro i Tokio Aleksandra Jarmolińska podczas zawodów nieraz widziała męczące się koleżanki. Wyraźnie źle się czuły, podczas przerw między seriami strzelania łykały leki przeciwbólowe i liczyły, że będzie lepiej. A strzelectwo ma to do siebie, że co prawda nie zmusza do dużego wysiłku fizycznego, ale nie oznacza to wcale łatwiejszego zadania, gdy kogoś dopadnie silny ból menstruacyjny.

- Jeśli jesteś w stanie zwiększyć koncentrację - super, ale spięcie mięśni nic dobrego nie da. Zwykle, kiedy coś cię boli, to chcesz się skulić, spiąć, a tu musisz cały czas stać luźno. Okolice podbrzusza nie są niby bardzo istotne w tym sporcie, ale ważna jest równowaga. Wystarczy, że coś cię zakłuje, zepniesz się i to może wyraźnie przeszkodzić. Nie można spiąć się na chwilę mocniej, by zapomnieć o bólu. Trzeba tego bardzo pilnować - przestrzega.

I dodaje, że taka sytuacja może przesądzić np. o braku miejscu na podium. - W strzelaniu o medalu mogą zdecydować trzy punkty na 125. Bardzo istotna jest pamięć mięśniowa. Akurat kiedy ustawiasz się, pomyślisz o czymś innym lub poczujesz ból i nie wyjdzie. Mi do wywalczenia kwalifikacji do igrzysk w Londynie zabrakło punktu - wspomina specjalizująca się w konkurencji skeet była reprezentantka Polski.

Maja Włoszczowska podkreśla, że mitem jest, iż każda kobieta bardzo źle znosi samą miesiączkę. Ona sama nieraz odnotowywała wtedy udane starty. Gorzej było, gdy wyścig wypadał dzień przed okresem, bo wtedy już miała "drewniane" nogi. 

- Aczkolwiek u mnie pojawiło się to na późniejszym etapie kariery - zaznacza dwukrotna wicemistrzyni olimpijska w kolarstwie górskim.

Mirosław nie analizuje wpływu miesiączki na swoje wyniki. Robi tak z wszystkimi czynnikami, na które nie ma wpływu. Podobnie jest w przypadku Wołosz przywołującej z kolei przykład koleżanek z byłego klubu, które podczas okresu grały lepiej.

- Np. drugiego dnia miesiączki szło im bardzo dobrze, wręcz "latały". Miały większą siłę, lepiej im się grało. Słyszałam kilka takich historii. Inne dziewczyny z kolei tego nie lubią i modlą się, żeby w terminie ważnego meczu im się okres nie przytrafił. Wydaje mi się, że to bardzo indywidualna sprawa - ocenia rozgrywająca.

I dodaje, że ważna jest nabywana stopniowo nauka własnego ciała, dzięki czemu kobieta z czasem coraz lepiej wie, jak reagować, gdy napotyka takie dodatkowe trudności.

Kasia Dulnik przyznaje, że dolegliwości menstruacyjne mogą mieć wpływ choćby na poruszanie się po parkiecie czy refleks u koszykarek. Ale dzięki swojej mamie poznała też zasadę wskazującą na zalety okresu w tym sporcie.

- Mama kiedyś przekazała mi pewien "sekret", który potem "sprzedałam" koleżankom. Powiedziała: "O, masz okres? To super, będziesz miała świetny rzut". Głęboko w to uwierzyłam i jak go miałam, to nigdy nie myślałam o tym, że to dla mnie będzie trudny dzień. Wiedziałam, że będę mniej wydolna, może będę miała mniej siły, ale za to będę bardzo dobrze predysponowana rzutowo. Czy to się sprawdzało? Wierzyłam w to, więc musiało się sprawdzać - podsumowuje ze śmiechem mistrzyni Europy z 1999 roku.

Niepożądane dodatkowe kilogramy. Przesuwać czy nie przesuwać?

Nie zawsze jednak problemem może być sam ból czy gorsza wydolność. Włoszczowska wskazuje, że w profesjonalnym sporcie trudność stanowi też to, iż przed okresem zatrzymuje się woda w organizmie, przez co waga jest wyższa.

- W kolarstwie każdy dodatkowy kilogram trzeba wozić ze sobą. Nie wiem, jak wygląda możliwość czerpania z tej wody, żeby był z tego jakiś plus. A tak na poważnie, to gdy dba się o wagę każdego dnia i nagle przed okresem ma się 1,5 kg więcej, to jest to bardziej irytujące niż on sam. Największy kłopot z tym mają przedstawicielki sportów walki, które muszą uzyskać konkretną wagę. Ale w większości dyscyplin nie jest powiedziane, że ten dodatkowy kilogram przekreśla nasze szanse na dobry wynik. Absolutnie nie - podkreśla.

Mirosław zaleca, by w takiej sytuacji nie katować się wczesnym stawaniem na wagę przed zawodami. - Jeszcze się nie osiągnęło tej docelowej, a te cyferki mogą bardzo mocno wpłynąć na głowę. Lepiej przetrzymać ten moment niż się denerwować. Bo stres jeszcze bardziej może wpływać na retencje wody w organizmie - zwraca uwagę czwarta zawodniczka igrzysk w Tokio we wspinaczce sportowej.

Słynna Brytyjka Paula Radcliffe w wywiadzie dla BBC przyznała kiedyś, że gdy po raz pierwszy ustanowiła rekord świata w maratonie (Chicago 2002), to na ostatniej jednej trzeciej dystansu we znaki dawały się jej bóle menstruacyjne. Tę historię zestawiła jednak z apelem, by w sporcie w większym stopniu przyjrzeć się okresowi. 

- Brakuje uczenia się na błędach. Zbyt często lekarzami sportowymi są mężczyźni i oni tego nie rozumieją - zaznaczyła.

Jej zdaniem jedną z ofiar takich błędów była Jessica Judd, której lekarze Brytyjskiej Federacji Lekkoatletycznej podali podczas mistrzostw świata w 2013 roku noretysteron, by opóźnić jej okres. Okazało się jednak, że zmagająca się z mocnymi dolegliwościami menstruacyjnymi zawodniczka wciąż źle się czuła.

- To nie był pierwszy taki przypadek. Wiedziałam z własnego doświadczenia, że noretysteron tylko znacząco pogarsza sytuację. Wiedziały też o tym inne zawodniczki. Mówiłyśmy osobom z brytyjskiej federacji, że czułyśmy się po tym gorzej, ale nikt nie odnotował, by nie podawać więcej tej substancji młodym sportsmenkom - krytykowała wówczas Radcliffe, była mistrzyni świata w maratonie, półmaratonie i biegach przełajowych.

Włoszczowska uważa, że sport uczy radzić sobie z okresem, bo nie da się przesunąć terminu zawodów z tego powodu. Od lat jednak niektóre zawodniczki korzystają ze wspomnianego farmakologicznego przesuwania miesiączki. Nasze rozmówczynie mają do tego różny stosunek. 

- Nigdy nie ingerowałam w cykl. Uważam, że jakiekolwiek przyjmowanie hormonów nie jest dobrym pomysłem, bo prowadzi do dysfunkcji. Jeśli miesiączka wypadała w niekorzystnym pod kątem startów terminie, to trudno. Pod koniec kariery było tak, że dzień przed okresem czułam się źle i forma nie była taka jak zwykle. Ale to raptem jeden dzień - argumentuje Włoszczowska.

Wołosz i Kaczmarek również tej metody nie stosują, ale nie mają nic przeciwko niej w kontekście ważnych występów i dużych dolegliwości. Siatkarka uważa, że to wręcz mądre, bo jest oznaką, iż słucha się organizmu i reaguje.

- Wiadomo, że nie jest to idealne rozwiązanie, ale warto je zastosować w takim wypadku. Bo stracić wielką szansę przez to - wiedząc, że coś takiego może się zdarzyć - byłoby ogromnie szkoda - wskazuje  lekkoatletka.

"Masz okres? To nie gramy na biało". Strzelczynie szczególnie muszą pilnować pakowania się przed zawodami

A jeśli już dolegliwości okresowe negatywnie wpłyną na występ, to mówić o tym publicznie czy nie? Wśród byłych i obecnych zawodniczek jest pełna zgoda, że temat znaczenia miesiączki i jej naturalności trzeba oswajać, ale nikogo nie należy przymuszać, by o niej mówił publicznie w tym kontekście. 

- Tak samo jest z kontuzjami. Nie wszyscy o tym chcą mówić. Nieraz opinia publiczna postrzega to jako szukanie wymówki - wskazuje Włoszczowska.

A Jarmolińska i Mirosław zwracają uwagę na inną potencjalną niepożądaną konsekwencję. - Trzeba do tego podchodzić ostrożnie. Mogłoby to bowiem negatywnie wpłynąć na młode zawodniczki, które byłyby od razu nastawione przed startem: "Jak mam okres, to pójdzie mi gorzej" - wskazuje druga z nich.

Kilka z naszych rozmówczyń potwierdza występowanie synchronizacji okresu w grupie przebywających ze sobą sportsmenek. Wołosz zaznacza jednak, że w jej zespole zwykle naraz mają go dwie-trzy zawodniczki w 14-15-osobowej grupie. I dodaje, że atutem sportu drużynowego jest to, iż gdy któraś z koleżanek gorzej się czuje podczas meczu, to reszta stara się nieco inaczej rozłożyć siły i wesprzeć ją w jakimś stopniu.

O innym przykładzie solidarności w drużynie opowiada nam Dulnik. - Umawiałyśmy się też - jeśli regulamin na to zezwalał - że jak któraś z nas miała okres, to grałyśmy w czarnych lub czerwonych strojach, a nie w białych - wspomina.

A było to tym istotniejsze, że - jak zaznacza - dawniej spodenki koszykarek były znacznie bardziej kuse, a środki higieniczne gorszej jakości. Wpływało to znacząco na komfort zawodniczek.

- Dziś jest fantastycznie. Gdy zaczynałam występy w Polonii Warszawa, to grałyśmy właściwie w takich majteczkach, a nie spodenkach. Nie było w ogóle tamponów, tylko takie pierwsze podpaski z siateczką, które miały watę w środku. Dyskomfort nie wynikał wtedy z samej miesiączki, tylko gorsze było to, że te podpaski było widać, jak biegałyśmy. Każda z nas się obawiała, że coś przecieknie, przesunie się. Zdarzało się, że te środki higieniczne przesiąkały w czasie meczu i któraś z dziewczyn wylatywała nagle z sali, krzycząc: "Trenerze, poproszę zmianę" i biegnąc do łazienki - relacjonuje była kadrowiczka.

Kobieca solidarność w tym aspekcie obowiązuje również wśród teoretycznych rywalek. Włoszczowska pamięta, jak jedna z zawodniczek biegała tuż przed rozpoczęciem wyścigu i pytała ją, czy ma tampon, bo dostała nagle okres.

- Przeważnie staramy się być przygotowane na takie okoliczności. Zdarza się jednak też czasem poszukiwanie między zawodniczkami tabletek rozkurczowych - dodaje.

Szczególną wagę do pakowania przed wyjazdem na zawody muszą przykładać zaś strzelczynie.

- Strzelnice zazwyczaj są zlokalizowane na przedmieściach, zwłaszcza na bardzo odległych. Dlatego wśród zawodniczek często pojawia się pytanie: "Ej, masz podpaski?". Na miejscu często nie ma gdzie ich kupić, więc trzeba pamiętać, by je spakować lub potem liczyć na pomoc innych zawodniczek - tłumaczy z uśmiechem Jarmolińska.

Wejdź na >>> www.okreswmoimzyciu.pl

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.