Namiastka służby zdrowia... Mieli być bez szans, a rewelacyjnie spowolnili epidemię. Pomogli sportowcy

Mieli namiastkę służby zdrowia, ale koronawirus ich nie pogrążył. W walce z chorobą pomogły zdecydowane działania rządu, wsparcie ze środków prywatnych i coś, czego zabrakło podczas walki z kryzysem ekonomicznym. Lekarze dusz. Okazali się nimi m.in. sportowcy, którzy "pomogli psychice Greków".

Gdy doktor Athina Tatsioni zaczynała w 2009 roku pracę w Uniwersyteckim Szpitalu w Janinie, na oddziale miała dziennie 280 pacjentów. Kilka lat później, podczas kryzysu finansowego w Grecji średnia liczba hospitalizowanych wynosiła 600. Spora ich część przychodziła z bólami w klatce piersiowej i zawrotami głowy.

Zobacz wideo Dwa główne źródła zachorowań

- Badaliśmy ich, prześwietlaliśmy, ale nic nie znajdowaliśmy. A oni szybko zaczynali opowiadać o swoim życiu: jak stracili pracę, jakie mają finansowe problemy - relacjonowała lekarka w rozmowie z portalem Vox.com.

Służba zdrowia kraju targanego kryzysem finansowym, przez ostatnie lata i tak funkcjonowała na pół gwizdka. W ostatniej dekadzie wydatki na szpitale i lekarzy rząd musiał obciąć w sumie o około 50 procent. Państwo, które w 2010 roku na tysiąc obywateli miało 6,2 lekarza (jeden z wyższych współczynników w Europie), szybko traciło najlepszych specjalistów. W greckich placówkach brakowało wszystkiego.

- Pacjentów ze szpitala wysyłaliśmy do aptek, by poszukali dla siebie potrzebnego leku, a potem do nas wrócili - przyznawała bezradna Tatsoni. 26 lutego 2020 roku, odczuwająca jeszcze skutki niedawnego kryzysu ekonomicznego Grecja, wraz z pierwszymi pozytywnymi testami swych obywateli, stanęła do walki z kolejnym wyzwaniem - tym razem o nazwie COVID-19.

Grecja vs. Belgia 1:18

Wydawało się, że Grecja w tej walce będzie skazana na porażkę. Że COVID-19 uderzy z wielu stron, a tłumnie przyjeżdżający pod Akropol Niemcy, Anglicy, Francuzi i Włosi, pozostawią w kraju nie tylko euro, ale i zarazę. Zresztą w drugim scenariuszu do kraju szybko mieli ściągnąć ją lubiący podróże Grecy. To była niebezpieczna wizja, bo grecka służba zdrowia dalej miała swoje problemy. To m.in. dlatego 11-milionowy kraj przystępował do walki z epidemią wyposażony w 565 sprawnych oddziałów intensywnej terapii. Kolejne 40 funkcjonowało w teorii, bo z powodu braków sprzętowych, kiepskiego stanu wyposażenia, czy wspomnianego już niedoboru personelu, z oddziałów tych nie dało się korzystać.

Grecy walkę z COVID-em zaczęli szybko i zdecydowanie. Zarówno w sprawach związanych z lockdownem kraju, jak i nadrabianiem medycznych zaległości. Sportowcy do tej walki w tych dwóch obszarach dołożyli swoją cegiełkę. Jak ostatnio stwierdził premier kraju cegiełkę istotną. Kyriakos Mitsotakis podziękował za pomoc i wsparcie kilkunastu zawodnikom na specjalnym, internetowym spotkaniu. Jednym dziękował za wkład w propagowanie kwarantanny, drugim za budowanie poczucia jedności, trzecim za wsparcie finansowe. Sportowcy w Grecji, którzy na co dzień uczą, jak przezwyciężać przeszkody w drodze po medale i zapewniają rozrywkę i emocję tym razem mogli mieć funkcje równie poważną. Okazali się lekarzami dusz. Cieszą się wszyscy. Według oficjalnych danych zainfekowanych jest tam tylko 2,5 tys. osób. Dla porównania w podobnej pod względem liczby mieszkańców Belgii zachorowało 18 razy więcej osób. W Szwajcarii 11 razy więcej. W sześć razy bardziej zaludnionych Włoszech chorych jest 80 razy więcej ludzi.

"Byliśmy świadomi naszej słabości"

Grecja bacznie obserwowała innych kraje i znając swoje słabości. Do greckiej tragedii doprowadzić nie chciała. Tym bardziej, że jej społeczeństwo w swej strukturze podobne jest do włoskiego. W jednej czwartej składa się z emerytów. Tych relacji z Italii w ostatnich miesiącach było w greckich mediach zresztą sporo.

- Byliśmy bardzo świadomi rzeczywistości i naszej słabości - przyznał w rozmowie z "The Guardian" dr Andreas Mentis, dyrektor Instytutu Pasteura w Atenach. - Jeszcze przed pierwszym zdiagnozowanym u nas przepadkiem zaczęliśmy badać ludzi i starać się ich izolować. Chodziło głównie o tych przylatujących z Chin. Gdy potem przylatywały do kraju osoby z Hiszpanii upewnialiśmy się, że przechodzą kwarantannę w hotelach - tłumaczy. Mentis zasiada w komitecie naukowym, który doradza centroprawicowemu rządowi w sprawie walki z chorobą. Premier od początku swych rządów chce otaczać się fachowcami i ekspertami. Opisuje działania swego gabinetu jako "wrażliwe, skoordynowane, zdeterminowane i szybkie". Taki też był grecki lockdown. Nastąpił sprawnie, choć niebezboleśnie.

- Trzy najważniejsze dla Greków wartości to: rodzina, naród i kościół. Ten pierwszy filar został poważnie zagrożony. Tutejszy minister zdrowia w emocjonalnym wystąpieniu niemal popłakał się mówiąc, że należy chronić starszych obywateli. Greków nie trzeba było długo namawiać, by zostali w domach i w ten sposób chronili swoich rodziców i dziadków - mówi Sport.pl Maciej Nuckowski, były piłkarz Zagłębia Lubin, Polonii Warszawa i Łódzkiego Klubu Sportowego, który od niemal dekady prowadzi swoją firmę turystyczną na Zakynthos.

- Podczas tego kryzysu władze rzeczywiście bardzo dbają o ludzi starszych. Leki są im dowożone z aptek pod drzwi - dodaje Jacek Gmoch, który przez ćwierć wieku pracował w Grecji jako trener i ma tam rodzinę. Też jest pełen podziwu dla działań tamtejszego ministra zdrowia - byłego koszykarza i lekarza Wasilisa Kikiliasa. Hasło "chroń i pomagaj" swoim bliskim zadziałało na młodych.

Grecja właściwie w tydzień od pierwszych potwierdzonych przypadków COVID-19 zamknęła wszystkie szkoły i przedszkola. Niedługo potem sklepy, wszystkie oprócz tych spożywczych oraz aptek. Wyłączono plaże i ośrodki narciarskie. Dłużej negocjowano z duchowieństwem, które nie chciało rezygnować z nabożeństw i obrzędów komunii świętej, ale i w tej kwestii rząd doszedł do porozumienia. Wjazd do kraju zamknięto dla wszystkich, oprócz stałych mieszkańców Grecji. Brak sportu nikogo nie martwił. Ligi zatrzymano już w pierwszych dniach marca. Nie przejmowano się też ważnymi uroczystościami międzynarodowymi. Wyjątku nie zrobiono nawet dla ekspozycji ognia olimpijskiego. Tradycyjnie zapalono go jeszcze w Olimpii (uroczystość 12 marca odbyła się przy ograniczonej liczbie osób i bez kibiców), ale już sam bieg sztafety z pochodnią został szybko wstrzymany. Nie chciano, by przy trasie zbierali się ludzie. 19 marca w skromnej uroczystości płomień szybko przekazano Japończykom. Szybko też okazało się, że nie miało to większego sensu. Gdy ogień przeleciał do Azji, MKOl igrzyska przełożył na 2021 rok.

Sportowcy podnieśli morale Greków

Znani sportowcy, którzy do tych igrzysk w większości się szykowali, mocno pomogli w promowaniu nagłaśnianej przez rząd akcji "Zostań w domu". Podziały polityczne zeszły na drugi plan, zresztą 51-letni premier Grecji, którego żona ma polskie korzenie, jest w zgodnej opinii człowiekiem, który łączy, a nie dzieli.

- Mitsotakis jest po Harvardzie, do współpracy zaprosił specjalistów z różnych dziedzin. Postawił na informatyków. W krótkim czasie skomputeryzował cały kraj. Nawet polityczna opozycja nie ma do niego zastrzeżeń - mówi Sport.pl Gmoch. COVID-19 przyspieszył m.in. teleinformatyczną rewolucję w służbie zdrowia. Szacuje się, że już około 250 tysięcy osób zostało w domach m.in. dlatego, że od niedawna po receptę może zwrócić się do lekarza przez telefon.

- Po pierwsze chcę osobiście panu podziękować. Pogratulować tego, co robi pana rząd. Rozumiemy wszyscy, że to nie jest łatwe, ale tym bardziej jesteśmy wdzięczni. Myślę, że to mogę powiedzieć w imieniu wszystkich sportowców, że już zrobiliście coś godnego podziwu - mówiła podczas telekonferencji Maria Sakkari, numer 20 w tenisowym rankingu WTA. 24-letnia tenisistka nie był w tych pochwałach sama.

- Ja mieszkam w małej miejscowości. Widać tu jak bardzo ludzie są zdyscyplinowani - mówiła z kolei Anna Korakaki, mistrzyni olimpijska z Rio w strzelectwie. - Cieszę się też, bo wiem, że osoby, które zostały w domach, a kiedyś nie miały motywacji do ćwiczeń, teraz starają się coś robić - dodawała.

Oprócz akcji "Zostań w domu" prowadzono bowiem akcję "Żyj sportowo". Promował ją minister sportu Grecji Lefteris Avgenakis. Łącznie kilkadziesiąt gwiazd greckiego sportu włączyło się we wspólne internetowe treningi. Zawodnicy też często wyjaśniali, jak radzą sobie i trenują w domach podczas epidemii. Sportowcy zachęcali do domowego ruchu swych rodaków. To nie była akcja, tylko i wyłącznie internetowa. Fragmenty tych nagrań wykorzystywano i emitowano na kanałach państwowego nadawcy telewizyjnego ERT. Sportowcy pomagali organizować ludziom czas, być nie tylko rozrywką, ale i pocieszeniem i podporą.

- Ta inicjatywa przyniosła chyba większe efekty, niż się spodziewaliśmy - podsumowywał akcje Grigorios Polychronidis, przewodniczący Greckiego Komitetu Paraolimpijskiego.

- Zobaczyliśmy jak jednoczy się cała sportowa rodzina i jak pokazuje swoją siłę. Myślę, że to przede wszystkim pomogło psychice Greków, ponieważ naród potrzebuje obecnie dużej pomocy psychologicznej. Myślę, że wszystkim sportowcom udało się podnieść morale Greków i zachęcić ich do bycia silnym i z optymizmem czekać na lepsze jutro - opisywał mistrz paraolimpijski z Londynu.

Grecja to zwykle był kraj szczęśliwych ludzi. Przed kryzysem ekonomicznym miał jeden z najniższych na świecie odsetek samobójstw. W ostatniej dekadzie jego obywatele coraz częściej odbierali sobie tam życie. W 2012 roku zanotowano najwyższą od 30 lat liczbę samobójstw. Osoby, które traciły pracę i były nieubezpieczone, lub coś złego spotykało ich bliskich z wszelkimi problemami zwracały się do zwykłych szpitali. Stres czasem wpływał na ich ciało i - o czym przekonała się wspominana na początku doktor Athina Tatsioni - czasem wywoływał też duszności. Troski jednak bardziej wymagała wówczas dusza Greków niż ciało. To prawdopodobnie był jeden z powodów przez które, Tatsioni miała na oddziale oblężenie. Redukcje w służbie zdrowia tylko szpitalne tłumy potęgowały. Teraz zamkniętymi w domach obywatelami, Grecja chciała zająć się lepiej.

- Ta akcja sportowców była bardzo widoczna i szybko zyskała na popularności. Była nacechowana olbrzymią wrażliwością społeczną. Myślę, że właśnie tych pozytywnych wzorców greckie społeczeństwo teraz potrzebuje i na nie czeka. Ważnym punktem wyjścia jest tu emocjonalność Greków - opisywał w rozmowie z nami Nuckowski. Być może to również dlatego stało się rytuałem codzienne spotkanie o 18:00 przed ekranami najważniejszych ludzi w państwie ze społeczeństwem. Siedząc w jasnym pokoju kilka metrów od siebie, wyjaśniają oni najważniejsze zdarzenia z ostatnich 24 godzin, przedstawiają nowe dane, apelują, a czasem wspierają i zapewniają, że wszystko jest pod kontrolą póki obywatele do zaleceń się stosują.

Zabierane prawo jazdy, zgody na wyjścia i drony

Codzienność w Grecji jest uciążliwa, szczególnie w dużych miastach. Rząd wprowadził bowiem system pozwoleń na wyjście z domu. Od 23 marca, aby opuścić swoje lokum trzeba mieć odpowiedni powód. Informuje się o nim SMS-em i podaje godzinę wyjścia i powrotu, lub robi specjalny formularz na papierze. Powodów dających możliwość wyjścia jest tylko sześć. Jeśli ktoś nie miał przepustki i został złapany dostawał mandat - 150 euro. Suma może nie powalała, ale już nieuchronność kary tak. Trudne dla Greków były też ostatnie święta wielkanocne, bo zakazano podczas nich wszelkich podróży, czyli też prób spotkań z rodziną.

- Samochodem podczas świąt wielkanocnych nie można było jeździć. Jak ktoś złamał zakaz, zabierano mu prawo jazdy i tablice rejestracyjne. Przestrzegania zaleceń pilnowały drony – opisuje nam Gmoch. Zresztą policyjne patrole ze zwiększoną intensywnością kontrolowały też drogi i kościoły, w których nie można było się gromadzić.

Piłkarskie oddziały intensywnej terapii

Jedną ważną kwestią dla Greków było niedopuszczenie do rozprzestrzenienia się wirusa, drugą zadbanie o chorych, nie tylko tych walczących z COVID-19. W ciągu dwóch miesięcy liczba greckich OIOM-ów niemal się podwoiła. Nie było to tylko zasługą przekierowania środków państwowych. Greckiej służbie zdrowia w dużej mierze pomogli sami Grecy. Znaczną część tych oddziałów sfinansowano ze środków prywatnych. Z pewnością pomogły dziesiątki milionów dolarów od największej w Grecji fundacji im. Stavrosa Niarchosa. W akcje tworzenia nowych miejsc dla pacjentów włączyli się też piłkarze. Inicjatywa zbiórki wyszła od graczy Alanyasporu: Georgiosa Tzavellasa, Tasosa Bakasetasa i przymierzanego niegdyś do Lecha Manolisa Siopisa. Ponieważ zorganizowanie jednego stanowiska do intensywnej terapii do duży koszt, w akcje szybko weszli też gracze AEK-u, Olympiakosu, Panathinaikosu, PAOKu, a po kilku dniach właściwie całej Super League.

- W akcje pomocy służbie zdrowia włączyło się bardzo wielu piłkarzy ligowych - przyznaje nam Nuckowski. Zdaniem greckich mediów środki zebrane przez sportową grupę pomogły sfinansować co najmniej kilka stanowisk intensywnej terapii. Tyle że sportowcy zachęcali też zwykłych obywateli, by w tym trudnym czasie wspierać wszelkie zbiórki. 10 tysięcy masek zakupił dla rodaków gracz NBA, Giannis Antetokounmpo. Piłkarski mistrz Europy z 2004 roku, a obecnie polityk Theodoros Zagorakis obiecał przekazywać połowę swojej pensji na walkę z epidemią. Takich mniejszych i większych gestów sportowej solidarności można znaleźć wiele. Wyglądało to nawet tak, jakby grecki sport w czasach koronawirusa zajął się pomocą innym, a nie własnymi problemami. O tych ostatnich właściwie się nie mówiło.

Kryzys w sporcie? Bezpieczeństwo najważniejsze

- Grecja w sytuacji kryzysu mówi jednym językiem, nie szuka konfliktów. Solidaryzuje się, jednocząc wokół wspólnego celu, jakim jest pokonanie epidemii. Ciekawe było, że tu właściwie nie pisało się o ewentualnych obniżkach pensji piłkarzy i kłopotach klubów. Wszelkie wypowiedzi osób ze środowiska są bardzo wyważone. Bezpieczeństwo i zdrowie jest na pierwszym miejscu - zauważa Nuckowski.

Z tym bezpieczeństwem - przynajmniej w teorii - nie jest źle. Grecja z kraju, który skazany był na klęskę, zrobiła się pożądaną przystanią. Szpitale nie zostały sparaliżowane, zresztą greckiemu rządowi udało się w ostatnim czasie zatrudnić cztery tysiące nowych lekarzy.

- Sporo zawodników zagranicznych chce przedłużać teraz swoje kontrakty, nie chcą stąd wyjeżdżać. Grecja jawi im się jako kraj bezpieczny - relacjonuje Nuckowski.

Sceptycy greckiej walki z koronawirusem podkreślają co prawda, że krajowe statystyki mogą nie odzwierciedlać realnych problemów. Grecja jest dopiero na 28. miejscu w Unii Europejskiej pod względem liczby testów na milion mieszkańców (kilka miejsc za Polską.). Ekonomiści zaznaczają, że kraj, który żyje z turystyki, kryzys będzie odczuwał za kilka miesięcy, bo sezon wakacyjny się mocno skróci. Minister zdrowia przyznał, że w "kilka miesięcy trzeba będzie nadrobić wszelkie straty". Grecy sygnalizują, że już myślą nad otwarciem granic dla obywateli tych krajów, w których sytuację z koronawirusem uda się opanować, a dla przyjezdnych chcą wprowadzać "paszporty zdrowotne". Rozluźniać restrykcyjną politykę zamierzają po 4 maja. Ma to dotyczyć też sportu. Choć walki z epidemią jeszcze nie wygrali, wydaje się, że po czasach kryzysu finansowego już nieco zyskali w oczach Europy.

- Wokół Grecji podczas kryzysu ekonomicznego było tyle czarnego PR-u, że teraz jej mieszkańcy starają się prężnie działać i dbać o wizerunek. Mam wrażenie, że pożar Grecy chcą ugasić wodą, a nie benzyną. Wierzę, że i ten związany z pandemią już niebawem uda nam się tu okiełznać, a grecki sport i naród zda kolejny egzamin z dojrzałości i empatii - kończy Nuckowski.

Przeczytaj też:

Pobierz aplikację Sport.pl LIVE na Androida i na iOS-a

Sport.pl LiveSport.pl Live .