Polski piłkarz: "Nie byłbym w stanie rozróżnić miodu od czekolady". Lekarze ostrzegają: Wirus ewoluuje

COVID-19 może atakować niemal wszystkie układy w ludzkim organizmie, nie tylko układ oddechowy. - W ostatnim czasie pojawiło się bardzo dużo doniesień o innych uszkodzeniach - mówi nam dr Robert Gulewicz, lekarz piłkarskiej kadry kobiet.- Wirus mutuje, zmienia się, ewoluuje. Dlatego tak trudno przewidzieć jego skutki. Również wśród sportowców - dodaje dr Andrzej Folga, kardiolog związany z Centralnym Ośrodkiem Medycyny Sportowej.

COVID-19, choroba wywoływana przez koronawirusa, jest uważany głównie za chorobę płuc. Niestety, może atakować także inne narządy To wielkie zagrożenie, również dla zawodowych sportowców. - Wirus może zaatakować niemal wszystko: układ sercowo-naczyniowy, układ oddechowy czy moczowy. W ostatnim czasie pojawiło się bardzo dużo doniesień o uszkodzeniach właśnie układu moczowego. Na to nie ma mocnych, a każdy organizm może reagować inaczej - mówi nam Robert Gulewicz, lekarz piłkarskiej reprezentacji Polski kobiet.

- Wirus mutuje, zmienia się, ewoluuje. Dlatego tak trudno przewidzieć jego skutki. Również wśród sportowców. Warto jednak zaznaczyć, że wciąż najbardziej narażony jest układ oddechowy. Te wszystkie nowe informacje są oparte na małej liczbie przypadków, a żeby mieć wiarygodne wyniki, to trzeba dokładnie przebadać dużą liczbę zakażonych. Na razie wnioskujemy na podstawie badań tomografem komputerowym i badań wydolnościowych. Na daleko idące wnioski jest za wcześnie - ocenia doktor n. med. Andrzej Folga, kardiolog, lekarz chorób wewnętrznych, który współpracuje z Centralnym Ośrodkiem Medycyny Sportowej.

Zobacz wideo Dwa główne źródła zachorowań

Niepokojące wyniki lekarzy z innych krajów

Badania lekarzy z Niemiec, Hiszpanii, Włoch czy Wielkiej Brytanii są jednak niepokojące. Richard Horton, redaktor naczelny prestiżowego magazynu medycznego "Lancet" uważa, że COVID-19 może być wielkim zagrożeniem dla każdego organizmu, nawet tego bardzo wytrenowanego. - Bolała mnie głowa i miałem podwyższoną temperaturę. Miałem też zatkane górne drogi oddechowe. Bez kataru, jednak przez około dziesięć dni byłem pozbawiony węchu i smaku. Widziałem, że coś jest gorzkie, coś słone, coś kwaśne, ale nie byłbym w stanie rozróżnić miodu od czekolady. Pojawiał się lekki, suchy kaszel, który po czasie stał się odrywający, ale to też nie był problem. Najbardziej męczyło mnie, że nie byłem w stanie nic robić. Otrzymywałem z klubu rozpiskę treningową, jednak przez pierwsze dziesięć dni nie miałem sił, by ją wykonywać - mówi o swoich objawach zakażenia Bartosz Bereszyński w rozmowie z Izą Koprowiak, dziennikarką "Przeglądu Sportowego".

Reprezentant Polski i piłkarz Sampdorii Genua nie miał tyle szczęścia, ile choćby Blaise Matuidi z Juventusu, który COVID-19 przeszedł całkowicie bezobjawowo. - Gdyby nie kontrola, nigdy bym się nie dowiedział o zakażeniu - zaznacza reprezentant Francji. - COVID-19 to choroba, która może przebiegać bardzo różnie. W jednym przypadku całkowicie bezobjawowo, a w drugim zostawiając w organizmie poważne ślady, szczególnie w płucach - mówi Gulewicz. I dodaje: tkanka w płucach może włóknieć, a to zmniejsza ich sprawność. U chorych na COVID-19 mogą pozostać też tzw. zmiany pozapalne. Stopień upośledzenia płuc trudno jednak przewidzieć, wszystko zależy od konkretnego organizmu.

Brakuje siły, szybkości, gibkości czy koordynacji

- Sportowcy są w grupie ryzyka, głównie dlatego, że często przemieszczają się po świecie. Teraz tego przemieszczania nie ma, ale dla zawodowych sportowców sam brak regularnych treningów może stanowić problem. Każda przerwa powyżej czterech tygodni zostawia ślady w organizmie. Brakuje siły, szybkości, gibkości czy koordynacji. Dlatego tak ważne jest podtrzymywanie treningu, bo po kilku tygodniach maksymalne pochłanianie tlenu spada od 6 do 20 proc. To już jest problem, a jak dojdzie do tego zakażenie koronawirusem, to konsekwencje mogą być poważne - uzupełnia dr Robert Gulewicz.

Plan powrotu zawodowego sportu jest już wstępnie nakreślony. W Hiszpanii sezon ma ruszyć na przełomie maja i czerwca, ale wśród piłkarzy nie brakuje głosów sprzeciwu. - Wznowienie rozgrywek, gdy ryzyko zakażenia wynosi choćby jeden procent, to absolutne szaleństwo - uważa Suso, piłkarz Sevilli. - To wszystko, co teraz się dzieje, jest dla mnie skandalem. Oni chcą nam zrujnować życie. Futbol nie jest najważniejszy w życiu. Nikt nie umrze, jeśli nie zagramy. Ale to my możemy umrzeć, jeśli wyjdziemy na boisko - dodaje Rafael Jimenez Jarque "Fali" z Cadiz CF.

Pomysł wznowienia rozgrywek piłkarskich nie jest do końca bezpieczny

W Polsce piłkarze swoich obaw nie przedstawiają w mediach, ekstraklasa chce grać, Polski Związek Piłki Nożnej chce grać, a rozgrywki mają zostać wznowione w pod koniec maja. Zawodnicy już teraz rozpoczęli izolację i codziennie wypełniają specjalne ankiety, mierzą temperaturę, a nad wszystkim czuwa sztab specjalistów. - To właściwie jedyny sposób na wznowienie rozgrywek. Wszystko jest w zasadzie pod kontrolą, ale pewne ryzyko istnieje - mówi Robert Gulewicz. - W przypadku gier zespołowych jest ono spore. Dla mnie pomysł wznowienia rozgrywek piłkarskich w Polsce nie jest do końca bezpieczny. Piłkarze nie są w stanie zachować dwóch metrów odległości między sobą, a to jedna z podstaw bezpieczeństwa - dodaje doktor Folga.

Wątpliwości związanych z powrotem piłki, ale też innych dyscyplin, jest więcej. Co z piłkarzami, którzy zachorują? Co z badaniami tomografem? Władze Bundesligi zdecydowały, że kluby nie powinny informować dziennikarzy o tym, który piłkarz jest zakażony. W NBA też, bo menedżerowie protestowali, że to obniża wartość transferową ich zawodników. - Tu najważniejsze musi być bezpieczeństwo i odpowiednia izolacja zakażonych zawodników. Sport może wrócić, ale tylko z zachowaniem wszelkich środków ostrożności. Wytrenowane organizmy mogą mieć większą odporność na wirusa, ale gdy już dojdzie do zakażenia, to konsekwencje mogą być takie same, jak w przypadku ludzi, którzy nie trenują - kończy Gulewicz.