Tylko u nas

Wracają demony Hurkacza. Nigdy wcześniej o tym nie mówił

Agnieszka Niedziałek
AO2026, HH
Eurosport

Po United Cup zachwytów nad grą Huberta Hurkacza było mnóstwo, ale czar prysł półtora tygodnia później, gdy polski tenisista odpadł z hukiem z Australian Open. Wiele osób zastanawiało się, która z twarzy polskiego tenisisty jest prawdziwa. Odpowiedź brzmi: żadna. A przynajmniej na razie nie wiadomo, jak podejść do jego ostatniej wielkoszlemowej katastrofy.

Te liczby bolą. Hubert Hurkacz ma za sobą 29 występów w głównej drabince wielkoszlemowej i tylko osiem razy przeszedł drugą rundę, zaledwie dwukrotnie mijając 1/8 finału. W ten ponury trend wpisał się występ w tegorocznym Australian Open, podczas którego wrocławianin męczył się niemiłosiernie, a przecież ledwie kilkanaście dni wcześniej tryskał energią i odprawiał kolejne gwiazdy podczas United Cup. 

Zobacz wideo Kamil Majchrzak o minionym sezonie. "Mam nadzieję, że jeszcze sporo przede mną"

Przewaga głodnego Hurkacza szybko zniknęła. Zielone światło w październiku

Ponura tendencja Hurkacza jeszcze mocniej wybrzmiewa, gdy zestawi się ją ze statystykami Igi Świątek. Ona w 28 podejściach zaledwie trzykrotnie nie przeszła drugiego etapu zmagań w Wielkim Szlemie, 14-krotnie meldowała się w ćwierćfinale, dziewięciokrotnie w półfinale, a sześć razy sięgnęła po trofeum. Ale fani Hurkacza po cichu liczą, że w przełamaniu jego złej passy pomóc może... poważna kontuzja, która mocno komplikowała jego życie przez ostatnie półtora roku.

Powrót do gry prawie 29-letniego Hurkacza był wielką niewiadomą. Również dla niego samego. A jego kibice w krótkim czasie - razem z nim - zaliczyli podróż z nieba do piekła. Startem w drużynowym United Cup wznowił rywalizację po drugiej w ciągu roku artroskopii kolana i siedmiomiesięcznej przerwie. Niektórzy przecierali oczy ze zdumienia, gdy w tydzień wygrał w Sydney cztery z pięciu meczów singlowych, pokonując nie tylko trzeciego w światowym rankingu Aleksandra Zvereva, ale też dziewiątego Taylora Fritza. A szóstemu Aleksowi de Minaurowi uległ dopiero po trzech zaciętych setach. Niemiec, Amerykanin i Australijczyk dotarli teraz w Australian Open co najmniej do 1/8 finału. A Hurkacz? Już po drugiej rundzie był poza turniejem. Przegrał w niej z 80. w rankingu ATP Ethanem Quinnem z USA 4:6, 6:7, 1:6.

- Jak zobaczyłem drabinkę w Melbourne, to spodziewałem się, że Hubert zatrzyma się na Jakubie Mensiku (17. na światowej liście Czech pokonał Quinna w 3. rundzie - red.). Taki wynik byłby potwierdzeniem tego, co Hubert pokazał w United Cup - ocenia Adam Romer, redaktor naczelny magazynu "Tenisklub".

Hubert Hurkacz podczas meczu pierwszej rundy z Belgiem Zizou Bergsem na Australian Open,, Melbourne, Australia, 20 stycznia 2026 r.
Hubert Hurkacz podczas meczu pierwszej rundy z Belgiem Zizou Bergsem na Australian Open,, Melbourne, Australia, 20 stycznia 2026 r.Fot. REUTERS/Hollie Adams

Ale będący obecnie 55. rakietą globu Hurkacz do trzeciej rundy nie dotarł. O ile w Sydney zbierał pochwały za ofensywną i skuteczną grę, to po przenosinach do Melbourne był cieniem ulepszonej wersji siebie. Wyszarpał zwycięstwo nad Zizou Bergsem (43. ATP) na otwarcie w czterech setach i na tym jego lista zwycięstw się skończyła. Po przegranej z Quinnem wspominał o trudnych warunkach do gry (wiał mocny wiatr, podczas gdy w United Cup grał przy zasuniętym dachu), które niewątpliwie osłabiły jego główny atut, czyli serwis.

Radosław Szymanik wskazuje na inną zasadniczą różnicę między tymi dwoma startami. Hurkacz poprzedni sezon zakończył już w czerwcu i przygotowania do obecnego rozpoczął w październiku, gdy większość zawodników jeszcze rywalizowała. - W United Cup mieliśmy zestawienie głodnego gry Huberta, który był naprawdę w bardzo dobrym momencie fizycznym, i zawodników, którzy w większości przypadków jeszcze budowali formę, byli zupełnie w innym momencie. To zestawienie było na plus dla Huberta - tłumaczy w rozmowie ze Sport.pl były kapitan Polaków w Pucharze Davisa.

W Australian Open jednak reszta stawki zeszła z obciążeń i przewaga Hurkacza została zniwelowana. A wtedy dało o sobie mocniej znać to, że przez ostatnie 18 miesięcy rozegrał on bardzo niewiele meczów.

- Za nim rehabilitacja, niepewność co do powrotu. Dużo rzeczy, które mu się nie układały. Tak naprawdę dopiero w październiku dostał zielone światło i poczuł się mentalnie lepiej, mając przekonanie, że może wrócić i ten powrót może być skuteczny - analizuje dalej wiceprezes Polskiego Związku Tenisowego, który dobrze zna półfinalistę Wimbledonu 2021.

Bieg na 10 km zamiast sprintu. Amerykańska weryfikacja

Szymanik dodaje, że długą przerwę w grze łatwiej zatuszować po powrocie w spotkaniach rozgrywanych do dwóch wygranych setów.

- Można próbować siłowych rozwiązań, bardzo dużo można nadrobić sprytem. Ale jeżeli już nie mamy sprintu, tylko zmierzamy w kierunku biegu na 10 kilometrów, to zupełnie inaczej można podejść do tego taktycznie i rywale też są tego świadomi. Nawet jeśli Hubert fizycznie czuł się dobrze w Melbourne, to tych rozegranych spotkań brakuje. Rywalizacja do trzech wygranych setów to inny wydatek energetyczny, oczekiwania, presja i kryzysy - nie tylko fizyczne, ale i tenisowe. Czołowi zawodnicy potrafią te kryzysy zwalczyć, a tych zawodników jest mało - wskazuje Szymanik.

Zdrowy rozsądek podpowiada od razu, że trudno formułować jednoznaczne wnioski dotyczące możliwości Hurkacza po powrocie na podstawie zaledwie dwóch turniejów. Zwłaszcza że jeden z nich był drużynowy. Moi rozmówcy również zgodnie powtarzają, że graczowi z Wrocławia trzeba jeszcze dać czas. Który moment sezonu można uznać za miarodajny w tej sytuacji? Romer i Szymanik wskazują marcowe "tysięczniki" w USA. Można się spodziewać, że wcześniej były szósty tenisista globu zaprezentuje się w turniejach halowych w Europie. Przy jego stylu gry podczas tych imprez powinno być mu łatwiej, bo w serwowaniu nie będą przeszkadzały mu czynniki zewnętrzne.

- Trzeba też poczekać około ośmiu tygodni, by ustabilizował dyspozycję. Myślę, że tę prawdziwą zobaczymy w okolicach turniejów w Indian Wells i Miami. Jeśli nie będzie żadnych przeszkód fizycznych, to - bazując na tym, co widziałem na treningach - wierzę, że będzie ona dobra. I że Hubert będzie na pewno aspirował do tego, by być znów w Top10 - zapewnia Szymanik.

Romer jest nieco ostrożniejszy i przywołuje słowa Łukasza Kubota. Dwukrotny mistrz wielkoszlemowy w deblu powtarza, że u Hurkacza kluczowe będzie to, jak na przestrzeni długiego sezonu będzie wyglądała kwestia jego zdrowia.

Przebłyski i doły. Zagadka Hurkacza. "Coś ekstra"

I choć zdajemy sobie sprawę, że występ w Melbourne wchodzi w zakres "okresu testowego", to trudno było nie westchnąć i nie pomyśleć: "Znowu", gdy Hurkacz po raz kolejny żegnał się z wielkoszlemową rywalizacją rozczarowująco wcześnie.

- Statystyka nie gra, gra człowiek. Na pewno oczekiwania innych, ale przede wszystkim Huberta są dużo większe w tym zakresie, ale gdy był w Top10, to wyniki w Wielkim Szlemie były zdecydowanie lepsze i bardziej ustabilizowane. Jedno łączy się z drugim. Żeby być wysoko w rankingu, trzeba też regularnie być w drugim tygodniu Wielkiego Szlema - argumentuje Szymanik.

Trudno jednak w pełni się z nim zgodzić, zerkając na rezultaty Hurkacza. Ten nie miał jak na razie ani jednego sezonu, w którym dotarłby choćby w trzech turniejach tej rangi do 1/8 finału. W 2021 roku poza półfinałem Wimbledonu dołożył drugą rundę i dwa przegrane mecze otwarcia. Jego najrówniejsze sezony to 2023 z dwoma występami w 1/8 finału, a także jednym w trzeciej i drugiej rundzie oraz 2024, gdy dotarł do ćwierćfinału, 1/8 finału i dwukrotnie odpadł w drugiej fazie zmagań. Pozycję w światowej czołówce zawdzięczał więc raczej przede wszystkim rezultatom osiąganym w turniejach ATP. Wygrał ich w całej karierze osiem, a cztery razy był w finale.

- Wydawałoby się, że przy wyjątkowym przygotowaniu fizycznym Huberta format do trzech wygranych setów jest idealny dla niego. Że będzie to jego atut. To zadziwiające, że mu on nie odpowiada. To pewnego rodzaju zagadka – stwierdza Wojciech Fibak.

Dotychczas sam wrocławianin pytany przez dziennikarzy o słabsze wyniki w Wielkim Szlemie raczej nie wskazywał konkretnej przyczyny takiej tendencji. Po przegranej z Quinnem jednak - gdy miał się odnieść do różnicy w grze i wynikach w United Cup i Australian Open, sam z siebie na antenie Eurosportu stwierdził: - Zdarzył się słabszy dzień. Może też za duże oczekiwania względem siebie, tego turnieju. Zawsze w Wielkim Szlemie chce się dać od siebie coś ekstra.

Zawstydzony Hurkacz. Powrót starych demonów? Wziąć przykład z Linette

To "coś ekstra" wydaje się być potwierdzeniem tezy, że Hurkacz spina się mocniej podczas występów w czterech najbardziej prestiżowych turniejach sezonu i to może plątać na korcie ręce i nogi. Nieraz tuż przed nimi miał dobre wyniki z imprezach ATP, a zaraz potem przychodziło bolesne rozczarowanie. Często po przegranej ze znacznie niżej notowanym przeciwnikiem.

- Hubert świetnie poradził sobie ze Zverevem czy Fritzem, w meczach, w których nie było na nim żadnej presji. A w spotkaniu z młodym i nieobliczalnym Quinnem to on był faworytem i narracja była taka, że powinien sobie poradzić. Nie było w nim może paraliżu, ale taka jakby trema, niepewność. Nawet pewnego rodzaju zawstydzenie, że męczy się z nieznanym zawodnikiem - analizuje Fibak i wydaje się, że ten opis pasuje do wielu innych wielkoszlemowych przegranych wrocławianina.

TENNIS-UNITEDCUP/
TENNIS-UNITEDCUP/Fot. REUTERS/Jeremy Piper

Romer uważa, że przywołana wyżej wypowiedź Hurkacza świadczy o tym, iż do zawodnika wracają stare demony z występów w Wielkim Szlemie. - Że się spina i że wydaje mu się, że musi zagrać wtedy coś fantastycznego. A w United Cup zagrał na luzie i zagrał dobrze - przypomina.

O taki zdrowy luz apeluje też do Hurkacza Justyna Kostyra. Komentatorka Eurosportu przywołuje Magdę Linette, która przez minione dwa lata przegrała w Wielkim Szlemie osiem meczów z rzędu. W Melbourne dotarła teraz do trzeciej rundy.

- Bardzo podobało mi się to, co powiedziała po wygraniu meczu otwarcia. Mianowicie, że podchodziła do tego turnieju na zasadzie, że już jest jej wszystko jedno. Chciałabym, by Hubert miał takie podejście w Wielkim Szlemie. Bo widać było w tie-breaku z Quinnem, że się spiął - zaznacza ekspertka.

Szymanik przywołanej wypowiedzi Hurkacza nie słyszał. Ale zapewnia, że ten jest tak ambitny, iż każdego dnia chce dać od siebie "coś ekstra" - niezależnie od tego, czy chodzi o mecz, czy trening. Były kapitan Polaków nie zgadza się też z tezą, że o ile owa ambicja w turniejach ATP zwykle bywa motorem napędowym, to w Wielkim Szlemie może utrudniać tenisiście swobodną rywalizację.  

- To nie miałoby żadnego sensu i znaczyłoby, że w turniejach ATP nie przejmowałby się wynikiem, a jedynie skupiałby się na Wielkim Szlemie. Tak nie jest. Jak już mówiłem, granie do dwóch i trzech wygranych setów to olbrzymia różnica. To umiejętne zarządzanie siłami, energią, reagowanie odpowiednio na kryzysy. To zupełnie inny wymiar grania i duży problem. Ale dla wszystkich zawodników, nie tylko dla Huberta. On potrafił wychodzić ze stanu 0-2 w setach. Zrobił to co najmniej dwukrotnie. A to pokazuje, że umie sobie radzić z kryzysami. Oczywiście, wszyscy w kraju chcielibyśmy, by regularnie dochodził do końcowej fazy wszystkich turniejów, ale musi się na to złożyć w całość wiele elementów - zastrzega mój rozmówca.

Pułapka w Roland Garros. Czekanie na ważny przełom Hurkacza. "Ma na to papiery"

Jeśli jednak założymy, że Hurkacz spina się mocniej, gdy przychodzi mu walczyć o tytuł wielkoszlemowy, to wydawało się, że ten powrót do gry jest idealnym momentem na przełom. Można byłoby przypuszczać, że wznowienie rywalizacji po tak trudnym doświadczeniu i dłuższej przerwie może ułatwić nabranie potrzebnego dystansu. W Melbourne przełom jednak nie nastąpił. Ale jeśli przyjmiemy, że realna weryfikacja możliwości Hurkacza ma nastąpić wiosną, to pierwszym miarodajnym sprawdzianem w Wielkim Szlemie będzie Roland Garros. Ale Romer ostrzega przed pewną pułapką.

- Wszyscy Hubertowi życzą, by niedługo wrócił do Top30 czy Top20, ale by tak się stało, to nie może przegrywać z rywalami takimi jak Quinn. Wydaje się raczej, że do paryskiej imprezy najprawdopodobniej nie odbuduje na tyle rankingu, by być w niej rozstawionym. A to oznacza, że może trafić w pierwszej rundzie np. na kogoś z czołowej "20" - wskazuje ekspert.

I - w nawiązaniu do Amerykanina, z którym ostatnio Hurkacz przegrał - wspomina o jeszcze jednym zagrożeniu. - Jest cała masa młodych chłopaków, którzy aż się rwą do tego, by zająć miejsce w czołówce. Powrót do niej nie będzie więc łatwy - dodaje.

Światełko w tunelu co do przełomu w kolejnych wielkoszlemowych występach Hurkacza dostrzega Kostyra. - On musi sam ze sobą to przepracować. I nie chodzi o to, że musi robić dobre wyniki we wszystkich czterech turniejach w roku. Ale w jednym czy dwóch jest w stanie, ma na to papiery - zapewnia.

Kibicom tenisisty, który za nieco ponad dwa tygodnie będzie obchodził 29. urodziny, pozostaje trzymać kciuki i wierzyć, że gdy nadejdzie moment na weryfikację formy, to zobaczą go w wersji pełnej odwagi i energii z Sydney, a nie spiętej i przygaszonej z Melbourne.

Artykuły Powiązane

Wczytywanie kolejnego artykułu...