8 marca w sieci pojawiło się nagranie zapowiadające kolejną galę Gromda, podczas której zawodnicy będą walczyć ze sobą na gołe pięści. Niemal od razu po publikacji filmu w sieci wybuchło oburzenie. Internauci oskarżali organizację o wulgarność, używanie mafijnej stylistyki, a także seksizm.
Po pojawieniu się niespecjalnie przychylnych komentarzy do dyskusji włączył się sam Mateusz Borek. Komentator sportowy przyznał, że według niego odbiorcy nie zrozumieli przekazu w odpowiedni sposób. Rozmawiając na ten temat na kanale "To Jest Boks" na YouTube mówił, że "dostaje w głowę nie tylko on, ale także jego rodzina".
- Rozumiem, że to się komuś może nie podobać. Ktoś uważa, że to jest tandetne, banalne, niefajne, źle zmontowane, zbyt dużo jest nagości. Troszkę chyba jednak nie zrozumiano przekazu. (...) Jestem kompletnie innym człowiekiem niż ktoś próbuje to przedstawić. To jest popierd**** świat! Popierd****! Świat hejtu, linków, naprawdę - skomentował.
Internauci nie są jedyną grupą odbiorców, która niezbyt pozytywnie odebrała przedstawiony w zapowiedzi gali przekaz. Problem w nagraniu dostrzegli również nadawcy, z którymi Borek współpracuje. W rozmowie z serwisem "Press" opowiedział o tym szef redakcji sportowej Viaplay Paweł Wilkowicz.
- Ten film jest niezgodny z wartościami, które wyznajemy. Nieważne, jakie były intencje. Odcinamy się od tego filmu, nie byliśmy świadomi, że jest przygotowywany. Rozmawialiśmy o tym z Mateuszem, przekazaliśmy mu, że jest to niedopuszczalne i nie może się powtórzyć. Cieszymy się, że Mateusz teraz sam to rozumie - powiedział.
Komunikatu w sprawie nie opublikował jak dotąd dyrektor TVP Sport Marek Szkolnikowski, który spotkał się już z Mateuszem Borkiem. Oświadczenie za to wydało biuro prasowe publicznego nadawcy. Wskazano w nim, że "doszło do rozmowy dyscyplinującej i potępiającej zachowania niegodne Telewizji Polskiej".