18-letni Polak zachwycał, pojechał na najważniejszy turniej. Dziś mało kto o nim pamięta

Adrian "Henry" Ryba dość niespodziewanie w 2015 roku pojechał wraz z Vexed jako analityk na Majora w Kluż-Napoce. Potem był streamerem G2 Esports, a obecnie AVEZ. Oprócz tego pomaga znanej drużynie Emeritos Banditos analizować spotkania oraz przeciwników. - Jedyne czego żałuję to, że nie udało się ugrać czegoś więcej - tak wspomina turniej w Rumunii.

Jakie to jest uczucie być częścią takiego wydarzenia jak Major? Zrobił na tobie wrażenie?

Fajnie było zobaczyć tak wielki turniej od kuchni. Przygotowania przed tym turniejem były dla mnie nowym wyzwaniem. Wtedy to były czasy sporych kontrowersji jeśli chodzi o graczy, teraz już tego nie ma. Swój sprzęt dawało się 2-3 dni przed turniejem, aby zweryfikować czy wszystko jest okej. To był specyficzne czasy. Inne uczucia są jako trener i gracz, ale samo wystąpienie na tej scenie to wielki zaszczyt.

Jak w ogóle do tego doszło?

Moja przygoda z Vexed zaczęła się jakiś miesiąc przed Majorem. Wcześniej sporo czasu poświęcałem na analizę spotkań. Sprawiało mi to sporo frajdy i mogłem się rozwijać jako gracz. Widziałem jednocześnie, że zawodnicy z Vexed nie posiadali tego wsparcia analityka, dlatego napisałem do nich z pytaniem, czy nie potrzebują takiego wsparcia. Nie ukrywam, że był to dla mnie skok na głęboką wodę. Ledwo skończyłem wtedy 18 lat, wiec było to dla mnie wielkie wyzwanie, ale stwierdziłem, że warto spróbować, takiej szansy się nie odmawia. Po dwóch tygodniach współpracy, zaproponowali mi wyjazd. Zgodziłem się od razu. Fajnie to wypadło, super przeżycie i pamiątka na całe życie.

Za nami pierwszy dzień drugiej tury Polish Esport Cup 2020 Sezon 2!Za nami pierwszy dzień drugiej tury Polish Esport Cup 2020! Dominator znowu wygrywa!

Jakie masz wspomnienia? Trafiliście tam na naprawdę mocne zespoły

Jedyne czego żałuję to to, że nie udało się ugrać czegoś więcej. Spotkaliśmy wtedy fnatic, które miało swoje złote czasy w składzie z olofmeisterem, flushą itd. oraz i Cloud9 z Shroudem w ekipie. Był to dla mnie duży stres pojawić się na tak wielkiej scenie. Wiadomo, że jest to marzenie każdego gracza. Do tej pory jestem wdzięczny chłopakom za szansę, którą otrzymałem.

To były czasy, gdy trenerów na świecie było niewielu. Byłeś zatrudniony jako trener czy analityk?

Bardziej jako wsparcie analityczne, ale wiele branżowych portali przedstawiało mnie jako trenera, także tak się przyjęło. Oficjalnie jednak z chłopakami byłem dogadany jako ta osoba od wsparcia analitycznego.

W składzie mieliście wtedy nieprzeciętnego taktyka - Bartosza "Hypera" Wolnego. Dało się odczuć już wtedy, że świetnie rozumie grę i jest dobrym materiałem na trenera?

Wtedy pełnił też rolę in-game leadera (prowadzącego). W sumie we dwójkę najwięcej działaliśmy jeśli chodzi o pomysł na grę. Dało się wtedy wyczuć jego smykałkę do bycia trenerem i prowadzenia ekipy.

Nie masz trochę wrażenia, że gdyby scena esportowa była wtedy tak bardzo rozwinięta jak teraz, to byłoby głośniej o całej drużynie i tobie?

Racja, zgadzam się w 100 procentach. Wtedy dopiero wszystko szło do przodu, a największy boom przyszedł właśnie później. Wiadomo, czasu nie cofniemy, a ja się cieszę z tego, że miałem okazję wtedy wystąpić. Chłopakom udało się jeszcze później awansować do następnego Majora, który odbył się w Ameryce. Od tamtej pory zaczęły się gorsze czasy. Virtusi pojawiali się na Majorach, ale nastały gorsze czasy jeżeli chodzi o występy Polaków na tych turniejach.

Mateusz 'TOAO' Zawistowski jest najbardziej doświadczonym zawodnikiem Izako Boars.Znany komentator stworzył drużynę, która robi furorę. Fenomen

Nie żałujesz tego, że nie wykorzystałeś lepiej faktu, że byłeś na Majorze? Nie czujesz, że trochę to zaprzepaściłeś?

Myślę, że brakowało mi emocji jako gracz i to był główny czynnik. Największą radość z gry czerpałem jako zawodnik z racji, że miało się większy wpływ na przebieg spotkania.

Dlaczego zgłosiłeś się do nich jako analityk, skoro potem i tak chciałeś być zawodnikiem? Wiedziałeś już wtedy, że to będzie tylko jednorazowa akcja?

Tak się właśnie nastawiałem. Chciałem spróbować swoich sił, ale ciągnęło mnie do grania. Sporo czasu wtedy poświęcałem na analizy. Chciałem pomóc takiej drużynie jak Vexed. Imponowali mi wtedy swoją grą, strasznie fajnie grali, a widziałem właśnie, że nie mieli trenera.

Jak byś siebie ocenił za tamten okres?

Jeśli chodzi o etap internetowy przed Majorem, to myślę, że sporo wyniosłem i starałem się jak najbardziej pomóc. Poświęcałem wtedy naprawdę dużo czasu. Na Majorze poszło już troszeczkę gorzej, bo nie ukrywam, że zjadł mnie trochę stres. Nie mogłem tak samo pomóc chłopakom jak robiłem to w internecie. Ten stres po prostu mnie onieśmielił. Nie miałem takich pomysłów jak w trakcie gry w sieci.

Masz jeszcze jakiś kontakt z chłopakami z tamtej ekipy? Jak ich wspominasz?

Dość długo mieliśmy kontakt, ale od roku, dwóch już trochę rzadziej się kontaktujemy, ale nie mamy negatywnych emocji. Po prostu każdy się rozwija w swoim zakresie. Na pewno są to bardzo pozytywni ludzie. Sam pobyt w Kluż-Napoce trwał prawie tydzień, zdążyliśmy się trochę poznać. Na pewno widać, że GruBy i Furlan bardzo się angażują w grę, poświęcają na to dużo czasu. Szkoda, że peet zniknął, bo naprawdę miał wielki talent. Personalnie odebrałem ich bardzo pozytywnie.

Co robiłeś potem? Próbowałeś sił jako gracz?

Tak, to był 2015 rok, brałem udział w przeróżnych turniejach na polskim podwórku. Największa przygoda zaczęła się jednak w 2017 roku. Zaliczyłem przygodę z G2 Esports.

W jakiej byłeś tam roli?

Streamowałem. Otrzymałem od nich 3-miesięczny kontrakt. Byłem wdzięczny, że mogę streamować dla tak wielkiej organizacji. To było przed wakacjami w 2017 roku. Wtedy Ocelote (właściciel G2 Esports - dop. red.) kładł duży nacisk na streamowanie na Facebooku, to były początki Facebooka jeśli chodzi o transmisje z gier. Byłem zaskoczony pozytywnym odbiorem. Średnio przez całą transmisję przewijało się trzy tysiące widzów, czasami nawet cztery czy pięć tysięcy. Przygoda trwała 3-miesiące i potem jakoś tak G2 odeszło od stawiania na streamerów. Moją przygodę zakończył też projekt "30 days to pro" od Komputronika, bo musiałem właśnie wybrać między nim a G2 Esports i wybrałem ten pierwszy.

Nie chciałeś po przygodzie na Majorze kontynuować pracy w roli analityka lub trenera?

Szczerze mówiąc, myślałem sporo, ale biłem się z myślami, aby spełnić się jako gracz. Przed tym sporo grałem jako zawodnik w Counter Strike'a 1.6. Zawsze lubiłem te emocje jako gracz, jako trener odczuwa się je inaczej. Mocno się zastanawiałem i ostatecznie postawiłem na karierę gracza.

Byłeś mocno związany z Counter Strikiem, jako analityk i zawodnik. Potem jednak przeniosłeś się na VALORANTA. Z czego wynika ta zmiana?

VALORANT dał mi spory powiew świeżości, sporo nowych możliwości, dlatego od samej bety zainteresowałem się tą grą, bo nie ukrywam, że w CS-ie spędziłem osiem lat i brakowało mi nowych bodźców. Zaraz po ogłoszeniu VALORANTA od razu mnie natchnęło, aby się spróbować. Mechanika, jeśli chodzi o strzelanie, jest bardzo podobna, dlatego szybko podszedł mi do gustu i tak to trwa do tej pory.

Pompa Team to nie tylko zespoły esportowe, ale również brand stworzony przez Szymona 'Isamu' KasprzykaKiedyś wszyscy się z nich śmiali, teraz zaczynają traktować poważnie. "Marzę, aby to była nowa fala"

Co ma VALORANT czego nie ma CS:GO?

Na pewno umiejętności, które mocno zmieniają przebieg gry. Taktyki mogą być bardziej rozbudowane, można bardziej kombinować. System do 13 wygranych rund też zmienia sporo, a poza tym wsparcie gry odbiega kompletnie od tego co widzimy w przypadku Valve. Riot angażuje się mocno w VALORANT, dlatego widzimy praktycznie co tydzień większą lub mniejszą aktualizację. Nowe mapy i nowi bohaterowie dają powiew świeżości i liczę na to, że nic się nie zmieni w tym aspekcie i Riot zaskoczy nas nie raz.

Miałeś przyjemność grać w pierwszej turze Polish Esport Cup 2020 Sezon 2 w barwach CH1LL. Poszło Wam chyba nie najgorzej.

Dotarliśmy do ćwierćfinału, gdzie graliśmy z Dambis, które dotarło do finału. Na pierwszej mapie wygrywaliśmy 8:1, po czym chłopaki doprowadzili do dogrywki, ale udało nam się domknąć tę mapę. Na drugiej mapie też objęliśmy prowadzenie, jednak coś zaczęło szwankować i druga mapa wymknęła nam się spod kontroli. Przegraliśmy do 8. Trzecia mapa kompletnie nie poszła po naszej myśli. Chłopaki wygrali spotkanie dość gładko.

Zobaczymy was w rozpoczynającej się właśnie drugiej turze Polish Esport Cup 2020?

Tak, zagramy tym samym składem. Trenujemy od tamtej pory codziennie, tym samym składem rozegraliśmy również x-kom AGO Cup, gdzie przegraliśmy ze zwycięzcami turnieju, również po bardzo zaciętym meczu. Na ostatniej mapie był już wynik 10:10, ale to przeciwnicy wygrali. Sam komentator i organizacja mówili potem, że to był najbardziej zacięty mecz w całym turnieju.

Masz ciekawy temat związany z esportem? Wiesz o czymś, co warto nagłośnić? Chcesz zwrócić uwagę na jakiś problem? Napisz do nas: sport.kontakt@agora.pl.