Sport.pl

Mistrz świata niezadowolony z nowych zasad dotyczących mechaników. "To mi się nie podoba najbardziej"

- Ja nikogo nie zmuszałem do takiego głosowania. Bardzo się cieszyłem, że wygrał ktoś z motosportu, który w Polsce jest niedoceniany. Kibice się zjednoczyli. To jest najpiękniejsze - mówi żużlowy mistrz świata Bartosz Zmarzlik. Mimo pandemii koronawirusa Ekstraliga żużlowa zacznie 12 czerwca sezon: w warunkach sanitarnego reżimu, ze zdezynfekowanymi mikrofonami, po bardzo krótkich przygotowaniach.

Kiedyś założył buty mamy na obcasach, żeby przekonać trenera, że jest już dość wysoki, by się ścigać na motorze. Tata usypał mu na podwórku mały tor żużlowy. Dziś Bartosz Zmarzlik jest mistrzem świata, a na dawnym rodzinnym torze zbudował dom. Ma 25 lat i już trzy medale mistrzostw świata, w każdym kolorze. Złoto z 2019 dało mu też zwycięstwo w plebiscycie "Przeglądu Sportowego", w którym pokonał Roberta Lewandowskiego.

Teraz mistrz jeżdżący od zawsze w Stali Gorzów przygotowuje się do nowego sezonu Ekstraligi. Żużlowcy powinni już rywalizować, ale przez pandemię koronawirusa wrócą na tory dopiero w czerwcu.

Zobacz wideo Co będzie z sezonem żużlowym w obliczu pandemii koronawirusa?

Łukasz Jachimiak: 12 czerwca to w 2020 najważniejszy dzień w kalendarzu żużlowca?

Bartosz Zmarzlik: Oczywiście, że jest to dzień podkreślony, bo bardzo czekam na start Ekstraligi. Ale moim świętem numer jeden będzie 14 czerwca. Właśnie tego dnia Stal Gorzów, w której jeżdżę, będzie miała swój pierwszy mecz. Fajnie się składa, bo to akurat urodziny mojej mamy. Dlatego 14 czerwca mam w kalendarzu zaznaczony na czerwono i to podwójnie. Mocno też wypatruję 29 maja, bo wtedy będzie można w końcu zacząć trenować na torze.

Dwa tygodnie treningów na torze przed startem sezonu to chyba bardzo mało na przygotowanie maszyn i na ponowne przyzwyczajenie się do jazdy?

Gdybym musiał, to i dzisiaj byłbym gotowy na start. Zrobiłbym tylko krótką próbę toru. Na pewno dwa tygodnie okresu przygotowawczego na torach będzie trzeba wykorzystać maksymalnie. Oczywiście przestrzegając zasad sanitarnych. Sam będę się chciał wjeździć, a jednocześnie rozjeździć motocykle, poprzekładać parę silników i kilka testów przeprowadzić.

Jakie wymogi sanitarne będzie panu najtrudniej spełnić?

Niestety, podczas meczów każdy zawodnik będzie miał dostępnego tylko jednego mechanika. To mi się najbardziej nie podoba.

A ilu mechaników zawsze pan miał w swoim boksie?

Dwóch albo trzech. Chodzi o to, żeby zdążyć coś poprawić w motocyklu w bardzo krótkim czasie. Ramówka telewizyjna daje nam tylko dwie minuty między biegami. Po nich włącza się lampka i trzeba wyjechać na tor. Poza tym mamy się wszyscy omijać, zachowywać dwumetrowe odstępy. Każdy zawodnik będzie też miał płyn dezynfekujący w swoim boksie, a do wywiadów będziemy dostawać przygotowany, odkażony mikrofon i, z tego co słyszę, mamy odpowiadać na pytania od kibiców, żeby oni mieli coś w zamian za to, że nie będą mogli przychodzić na trybuny.

Jakiś wyznaczony dziennikarz będzie z kibicami czatował i będzie wam odczytywał pytania?

Nie wiem, jak to technicznie będzie rozwiązane i jak to wyjdzie w praniu. Ale przez miesiąc organizatorzy rozgrywek i ludzie odpowiedzialni za transmisje na pewno wszystko ustalą i dopracują.

Dwie minuty na poprawki w motocyklu to za mało dla jednego człowieka?

Stworzyłem sobie bardzo profesjonalny - moim zdaniem - team, w którym każdy dokładnie wie, za co jest odpowiedzialny. Teraz role będzie trzeba wyznaczyć na nowo. To jest dla mnie trudne. Team jest rodzinny, tworzymy go od kilkunastu lat i zawsze zasady były jasne, a teraz są całkiem nowe. Jest bardzo dużo zaostrzeń i po prostu trochę się martwimy, jak to będzie. Dlatego już bardzo czekam na 29 maja.

Mówi pan, że chce trenować jak najwięcej, ale chyba na tor w klubie nie będziecie mogli wjechać wszyscy jednocześnie, tylko każdy o innej porze?

Na to wygląda. Na pewno spod taśmy w jednym momencie będzie mogło ruszać tylko dwóch zawodników, co jest bez sensu, bo przecież w meczach będzie nas ruszało czterech, jak zawsze. Ale do nowych zasad trzeba będzie się dostosować, żebyśmy mogli zacząć sezon.

Dobrze, że dwumetrowe odstępy dotyczą was tylko w parku maszyn, a nie na torze.

Ha, ha, na szczęście ścigać się będzie można normalnie. Będziemy dobrze chronieni, bo mamy kilkuwarstwowe kombinezony, kaski, okulary.

Kiedy ostatni raz był pan na motocyklu?

W pierwszym tygodniu marca dwa razy wyjechałem na tor. Gdy kończyłem drugi trening, zaczęło się robić zamieszanie. Spakowaliśmy się, pojechaliśmy do domu, a trzy dni później w kraju zaczęły obowiązywać obostrzenia, które już nie pozwalały trenować. Musiałem odwołać planowany wyjazd i od tamtego momentu siedzę w domu. Od października do marca zawsze przygotowuję sprzęt i przygotowuję się fizycznie. Teraz ten czas się przedłuża. Od kwietnia wchodziłem w rytm pracy zawody - siłownia - rower. To fajniejsza opcja niż tylko na zmianę siłownia, rower, siłownia, rower. Żeby wygrać z monotonią, wiele czasu staram się spędzać w warsztacie. Jakoś leci. Ale odliczam dni do powrotu.

Nie żałuje pan teraz, że postawił sobie dom na dawnym torze, a nie na innej działce?

W życiu niczego nie żałuję! Tor był i tak za mały. On się mi i bratu przydawał, jak byliśmy małymi chłopcami i jeździliśmy na miniżużlu małymi motocyklami. Na pierwszą malutką motorynkę skonstruowaną przez tatę wsiadłem, jak miałem trzy latka. I tak rosłem razem z motocyklami. Tata mi przerabiał i budował kolejne maszyny co kilka miesięcy, bo nie tylko stawałem się większy, ale też non stop coś psułem, coś zajeżdżałem. Tor zbudowali dziadek i tata. Dzięki nim mieliśmy idealne warunki do treningu i mogliśmy się świetnie rozwijać. Ale teraz na takim małym torze nabrałbym tylko złych nawyków i miałbym mało frajdy z jazdy na czymś, co nie jest przygotowane do pełnowymiarowego speedwaya.

Tata i dziadek zbudowali tor dla pana i dla pana brata, na szczyt wjechał pan, pracując z zespołem złożonym z najbliższych - wygląda to podobnie jak przez lata wyglądało u Tomasza Golloba.

Pan Tomek to jest mój sportowy wzór, więc podobieństwa mnie cieszą. Ja się urodziłem w 1995 roku, a on już wtedy wygrywał pamiętne Grand Prix we Wrocławiu i wiele innych ważnych wyścigów. A jak się poznaliśmy i mi pomagał, byłem w niego jeszcze bardziej wpatrzony. U mnie w teamie brat się zajmuje wszystkimi kwestiami zagranicznymi, mama rozmowami na terenie Polski, a tato czuwa z boku, żeby wszystko funkcjonowało, jak należy.

Czyli podczas pandemii koronawirusa mama ma pełne ręce roboty, a brat niekoniecznie, bo w zagranicznych ligach raczej szybko pan nie pojeździ?

Sytuacja się zmienia z tygodnia na tydzień, więc nie odpowiem na pytanie o zagraniczne starty. A co do rodziny, to nikt się nie nudzi, każdy ma co robić. Żużel to moja praca, a rodzice mają poza żużlem swoje biznesy. Ale cały czas mi bardzo pomagają, dzięki ich poświęceniu ja od lat funkcjonuję na wysokim poziomie.

A jak było z tymi butami mamy?

Między mną a trenerem Stanisławem Chomskim było wiele śmiesznych sytuacji. Założyłem buty na obcasach wzięte od mamy, na to wciągnąłem dresy rozszerzane na dole jak dzwony i stanąłem przy kresce, którą trener narysował i kazał mi prosić o zgodę na jazdę na dużym torze dopiero, kiedy do niej dorosnę. Stanąłem w tych ukrytych obcasach i mówię: "Patrz trenerze, urosłem, mogę iść na tor!". A on oczy wielkie i nie wie, co jest nie tak. Myślał, że kreskę przerysowałem niżej. Wtedy udowodniłem, jak bardzo mi zależy, jak jestem zawzięty i że nie odpuszczę. Trenerowi dziękuję, bo na własną odpowiedzialność mi pozwolił jeździć na dużym torze. Jeszcze nie miałem wymaganego wieku.

Miał pan 13 lat?

Tak, mój brat już jeździł na dużym torze, a ja jeszcze na miniżużlu. Wtedy mieliśmy team trzyosobowy - ja jeżdżący, Paweł jeżdżący i tata pomagający. Tata nie mógł, być jednocześnie na obu torach. Postawiliśmy na rozwój brata na początku. A ja skorzystałem, dzięki trenerowi Chomskiemu mogłem szybciej też jeździć na normalnym torze.

Dostaje pan na bieżąco raporty od organizatora cyklu Grand Prix? Jest szansa, że mistrzostwa świata w 2020 roku odbędą się chociaż w skróconej wersji?

Rozmowy są, cały czas coś się dzieje, ale wszyscy musimy się uzbroić w cierpliwość i czekać na rozwój sytuacji.

Nadal z mistrzem Gollobem nie przeszedł pan na "ty"?

Zdecydowanie nie i to się nie stanie. Irytujące dla mnie było, jak kiedyś dziennikarze zaczęli na mnie wywierać presję, żebym zmienił swój stosunek do pana Tomka. Przecież on mógłby być moim ojcem, dokładnie w jego wieku jest moja mama. A przede wszystkim mam do niego wielki szacunek i uważam, że mówienie na "pan" jemu się po prostu należy.

A mistrz Lewandowski to dla pana już Robert czy ciągle pan Robert? Sposób, w jaki zwracał się pan do niego na gali mistrzów sportu, był ujmujący.

Nie wiedziałem, czy mogę sobie pozwolić na to, żeby mu mówić po prostu Robert, czy nie mogę. Dla każdego sportowca mam duży respekt, a jak ktoś jest starszy ode mnie, to przecież może sobie nie życzyć, żeby mu gówniarz mówił na "ty". Rodzice mnie tak wychowali, że szacunek należy okazywać.

Lewandowski jest od pana starszy tylko o siedem lat. On do pana mówił na "ty" i chyba prosił, żeby pan też mu nie "panował". Doprosił się?

Jest starszy o rok od mojego brata, jest wielką postacią światowego sportu i przed galą się nie znaliśmy. Ale na gali mówił mi, że mam mu mówić Robert. To było bardzo miłe i go posłuchałem.

Bartosz Zmarzlik sportowcem roku, a Robert Lewandowski drugi - wielu ludzi nie potrafiło zrozumieć, jak żużlowiec, nawet mistrz świata, pokonał jednego z najlepszych piłkarzy na świecie. Denerwowały pana przykre wypowiedzi?

Ja się tym ani trochę nie przejmuję. Mnie wybrali ludzie, ja nikogo nie zmuszałem do takiego głosowania. Bardzo się cieszyłem, że wygrał ktoś z motosportu, który w Polsce jest niedoceniany. Kibice się zjednoczyli. To jest najpiękniejsze. A że to ja jestem przedstawicielem tego zwycięskiego środowiska? Nie ukrywam, że jest to wzruszające. Kiedy miałem osiem, dziesięć lat, oglądałem transmisje z gali i myślałem: "Ja! Ale bym tam kiedyś chciał być!". A tu proszę, w wieku 24 lat udało mi się wygrać ten plebiscyt. I naprawdę to było dla mnie jak drugie mistrzostwo świata. Łzy mi w oczach stanęły i na moment mowę mi odjęło. Świetna sprawa. I bardzo duży kop motywacyjny, żebym jeszcze mocniej pracował, bo jeszcze kilka takich chwil chciałbym przeżyć.

Pełna wersja wywiadu dostępna jest na stronie Sport.pl. Można ją przeczytać tutaj.

Więcej o:
Komentarze (27)
Mistrz świata niezadowolony z nowych zasad dotyczących mechaników. "To mi się nie podoba najbardziej"
Zaloguj się
  • jego-wysokosc

    Oceniono 11 razy 9

    Gratulacje panie Bartku!
    Miło się czyta wywiad z kimś tak pozytywnie zakręconym a przy tym normalnym o skromnym.

  • jerypi

    Oceniono 9 razy 7

    A za co właściwie Lewandowski miałby zostać najlepszym sportowcem roku? Za zdobycie mistrzostwa Niemiec z drużyną, która miała taki obowiązek i gdyby tego nie zrobiła, to byłby niesamowity obciach? No jeszcze ewentualnie za odpadnięcie w 1/8 z Ligi Mistrzów?

  • nador

    Oceniono 8 razy 4

    Lewandowski ze swoją kobiciną stanowią parkę żenujących, pazernych i niestety bardzo tępych celebrytów, co budzi zrozumiałą niechęć głosujących.

  • swojchlop78

    Oceniono 6 razy 4

    Brawo Bartek! Nie jestem zarejestrowany na żadnych fejsbukach, intagramach ani innych bzdetach ale specjalnie dla ciebie założyłem konto na twitterze aby na stronie PS móc oddać głos. Tak przy okazji to jestem kibicem Falubazu, wielu Zielonogórzan również oddało na ciebie głos. Kiedyś jarałem się piłką nożną ale obecnie wolałbym oglądać pojedynek Wilków Krosno z Kolejarzem Opole niż finał Ligi Mistrzów. 🙂

  • czarnydoktor

    Oceniono 3 razy 3

    Bardzo skromny czlowiek

  • misiek12321

    Oceniono 3 razy 3

    No cóż, Lewy tu lewy tam lewy w lodówce... Nie dziwne że wybrali kogo innego. Gratulacje 😀

  • wujek_dobra_rada6

    Oceniono 4 razy 2

    Jak pamiętam ze studiów to 'żużlem' nazywano kaszankę na stołówce studenckiej!?

  • izarider

    Oceniono 2 razy 2

    Po prostu Lewandowski się już przejadł. Niech inni też maja szansę. W końcu żużel to niebezpieczny sport, w porównaniu z kopaniem piłki.

  • maryjanek66

    Oceniono 2 razy 2

    dobrze wychowany chłopak

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX