Polska piłka ręczna protestuje. Sławomir Szmal: Mamy prawo starać się o dziką kartę na MŚ

"Szkodliwe i demobilizujące" - prezes Związku Piłki Ręcznej w Polsce i zarazem szef Polskiego Komitetu Olimpijskiego Andrzej Kraśnicki tak nazywa to, co zrobiła Europejska Federacja Piłki Ręcznej. EHF odwołała mecze eliminacji MŚ 2021 i przyznała awans do turnieju najlepszym drużynom z tegorocznych mistrzostw kontynentu. Polska się nie załapała i wnioskuje o dziką kartę na mundial. - Zostaliśmy potraktowani niesprawiedliwie, dlatego postanowiliśmy walczyć - mówi nam Sławomir Szmal, kiedyś kapitan kadry, a dziś jej drugi trener.

Po porażkach ze Słowenią 23:26, Szwajcarią 24:31 i Szwecją 26:28 polscy piłkarze ręczni odpadli z ME 2020 już po fazie grupowej. W gronie 24 drużyn uczestniczących w turnieju nasza została sklasyfikowana na dopiero 21. miejscu. Pomijając mecz ze Szwajcarami gra naszej kadry w Goeteborgu była lepsza niż wyniki. A po losowaniu rywali w eliminacjach MŚ 2021 mogliśmy mieć nadzieję na niespodziankę.

Zobacz wideo Zbigniew Boniek mocno o spekulacjach powrotu Ekstraklasy.

Pandemia nie dała grać, federacja nie dała szans

Gdyby nie pandemia koronawirusa, teraz bylibyśmy już po dwumeczu z Litwą (spotkania były planowane na 16 i 19 kwietnia). Gdybyśmy go wygrali, w czerwcu w dwumeczu decydującym o awansie na mundial w Egipcie zmierzylibyśmy się z Białorusią.

"Zdajemy sobie sprawę, że pandemia COVID 19 wymusza zmiany kalendarza sportowych wydarzeń, niemniej jednak decyzja EHF jest zaskakująca z kilku powodów: zapadła arbitralnie, nie była konsultowana z narodowymi federacjami piłki ręcznej, nie uwzględnia ryzyk i strat - także finansowych, rozwojowych i wizerunkowych - jakie determinuje w danym kraju, generuje negatywne skutki w dalszej przyszłości, jest niesprawiedliwa i odbiera równe szanse wszystkim" napisał Andrzej Kraśnicki, prezes Związku Piłki Ręcznej w Polsce w liście do Michaela Wiederera, prezydenta EHF.

- Jestem w tej ekipie, znam jej potencjał i powiem tak: skłamałbym, gdybym stwierdził, że na mistrzostwa na pewno byśmy awansowali i walczylibyśmy o medal. Ale realnie oceniając sytuację, mielibyśmy szanse zakwalifikować się do mistrzostw i na nich nasz młody zespół zdobywałby kolejne doświadczenia. A to jest bardzo ważna sprawa dla rozwoju drużyny - mówi Szmal.

ZPRP nie tylko oficjalnie zaprotestował przeciw decyzji EHF, ale przede wszystkim złożył wniosek do Międzynarodowej Federacji Piłki Ręcznej (IHF) o przyznanie dzikiej karty umożliwiającej naszej drużynie występ w finałach MŚ. - To wspólna decyzja działaczy i sztabu kadry - mówi Szmal, który jest asystentem trenera Patryka Rombla.

Kartą przetargową może być fakt, że Polska wspólnie ze Szwecją zorganizuje następny mundial, w 2023 roku. "Pozbawienie Polski możliwości udziału w Mistrzostwach Świata 2021 znacząco uniemożliwia promocję piłki ręcznej i Mistrzostw Świata 2023 w Polsce już teraz" - przekonuje ZPRP.

- To nasz ważny argument. O dziką kartę poza Polską wystąpiły jeszcze dwa inne kraje. Jeden z Europy i jeden spoza naszego kontynentu, mocno inwestujący w piłkę ręczną. Nie wiem czy mogę zdradzić nazwy tych krajów, więc tego nie zrobię - mówi nam Szmal, wicemistrz świata z 2007 roku oraz brązowy medalista MŚ 2009 i 2015.

Niemcy dostały dziką kartę po porażce z Polską

Nie wiadomo kiedy IFH odniesie się do wniosków o dzikie karty. Ale wiadomo, że przyznanie takiej nie byłoby precedensem. Kibice pewnie pamiętają, jak w 2015 roku właśnie dzięki dzikiej karcie na MŚ w Katarze zagrali Niemcy. W czerwcu 2014 roku Polska pokonała tę reprezentację w eliminacyjnym dwumeczu, wygrywając oba spotkania: 25:24 w Gdańsku i 29:28 w Magdeburgu. W lipcu IHF postanowiła wykluczyć z udziału w turnieju Australię. Jako powód podano fakt, że w Oceanii nie ma kontynentalnej federacji uznawanej przez IHF. Wolne miejsce przyznano Niemcom, tłumacząc, że zasługują na nie najbardziej ze względu na wyniki poprzednich wielkich turniejów. - To się odbyło w niesportowy sposób. I taką drogą do mistrzostw na pewno nie chcielibyśmy się zakwalifikować. Nie przy zielonym stoliku, czyimś kosztem - mówi Szmal.

Jak się później okazało, na MŚ 2015 dzikie karty dostały jeszcze Islandia i Arabia Saudyjska. Te reprezentacje zastąpiły drużyny Bahrajnu i Zjednoczonych Emiratów Arabskich, które wycofały się z mistrzostw z powodów politycznych. Później swoich decyzji żałowały, chciały się z nich wycofać, ale IHF się nie zgodziła i jeszcze finansowo ukarała federacje obu niezdecydowanych krajów.

Teraz IHF już kilka miesięcy temu postanowiła, że co najmniej jedną drużynę na MŚ 2021 zaprosi. Jak się okazało, ostatecznie mają zostać przyznane dwie dzikie karty. IHF z góry zaznaczyła, że drugą wykorzysta, jeśli najlepszy zespół z Oceanii nie znajdzie się w Top 5 mistrzostw Azji - Australia zajęła w nich dopiero 12. miejsce.

- Zastanawialiśmy się czy w ogóle o dziką kartę wystąpić. Uznaliśmy, że tak, bo niesłusznie zostaliśmy pozbawieni szans na awans na boisku - podsumowuje jedna z legend polskiej piłki ręcznej.