"Nie chcemy jechać do COS-u. Od poniedziałku będą poluzowane przepisy dt. poruszania się"

- Myśleliśmy o tym, bo nas pytali czy byśmy chcieli jechać do COS-u. I wolimy się aż tak nie zamykać, nie izolować - mówi Piotr Myszka. Dwukrotny mistrz świata w windsurfingu planował, że w sierpniu zdobędzie olimpijski medal i skończy karierę. Teraz przerobił plac zabaw trójki swych dzieci, bo po przełożeniu igrzysk o rok nie zamierza jechać na nie jako stateczny 40-latek.

Łukasz Jachimiak: Czy planował Pan hucznie świętować swoje 40. urodziny?

Piotr Myszka: Ale ja dopiero za rok skończę 40 lat.

Wiem. Myślałem, że już Pan sobie wyobrażał, jak to będzie - po karierze, na luzie. A tu się okazuje, że 25 lipca skończy Pan 40 lat, a 26 lipca będzie Pan miał pierwszy wyścig na igrzyskach olimpijskich w Tokio.

- No tak, poukładało się dziwnie. Będzie czterdziestka i zaraz po niej będzie wielkie ściganie. I dobrze. Nie da się ukryć, że na inżyniera Karwowskiego [główny bohater serialu "Czterdziestolatek"] w żadnym wypadku się nie czuję, ha, ha. Myślałem, że w tym roku zrobię sobie medalową imprezę urodzinową. A okazuje się, że będę to musiał zrobić za rok.

Zobacz wideo Jarosław Cecherz o walce z koronawirusem: Spojrzałem w lustro i się przestraszyłem

Skoro nie czuje się pan na 40 lat, to przełożenie igrzysk o rok problemem dla Pana nie jest?

- Rok nie ma znaczenia. Gdyby igrzyska miały być dopiero w 2024 roku, to musiałbym się poważnie zastanowić czy dam radę pocisnąć jeszcze cztery mocne sezony. Jeden dodatkowy nie robi mi różnicy. Mentalnie jestem na to gotowy, fizycznie też.

Pytanie tylko czy ten dodatkowy rok naprawdę będzie Pan mógł pocisnąć, bo na razie to widzę w Pana mediach społecznościowych, że trenuje Pan na placu zabaw swoich dzieci.

- Zgadza się - jakoś sobie muszę radzić, gdy wszystkie obiekty są pozamykane. Formę muszę trzymać, dlatego nasz ogródek przerobiłem na bramę treningową i robię trening siłowo-wytrzymałościowy. A pozostałe treningi robię w mniej lub bardziej oficjalny sposób.

Udaje się Panu zejść na wodę i nie zostać zauważonym?

- Nie, tego nie robię. Nie ma się co szarpać. Igrzyska przełożono o rok, nie trzeba za wszelką cenę schodzić na wodę, bo kiedy ona jest bardzo zimna, jak teraz, to trening jest mniej efektywny. I jeszcze można się przeziębić. A poza tym tu, na wybrzeżu, strasznie pilnują. Nie ma powodu ryzykować i zdrowia, i złapania przez policjantów, którym musiałbym się tłumaczyć, wyjaśniać, co robię na wodzie, gdy jest zakaz. Bieganie czy rower gdzieś sobie organizuję i to wystarczy.

Czeka Pan na odmrożenie sportu i umieszczanie olimpijczyków w Centralnych Ośrodkach Sportu czy do żadnego z nich się Pan nie wybiera?

- COS-y mają to do siebie, że to są obiekty zamknięte i mają ograniczony dostęp do dużych, otwartych akwenów. Niby jest Wałcz...

Cetniewo z dostępem do Bałtyku nie jest dobrą opcją?

- Tam plaża jest terenem ogólnodostępnym, nie jest wydzielona do użytku tylko dla sportowców. Myśleliśmy o tym, bo nas, żeglarzy, pytali czy byśmy chcieli do COS-u jechać. I wolimy się aż tak nie zamykać, nie izolować. W domu i dookoła domu jestem w stanie wykonać całą robotę ogólnorozwojową. Pływania mi brakuje, ale będąc w Cetniewie i tak musielibyśmy gdzieś na to pływanie jeździć, prawdopodobnie do Pucka. To dlatego, że Zatoka Pucka bardzo szybko się nagrzewa, woda ma dużo wyższą temperaturę niż w otwartym morzu. Wyjazdy z COS-u byłyby bardzo skomplikowane. Wyjście z Cetniewa i powrót za każdym razem wiązałby się z odkażaniem, z ryzykiem, z procedurami - to wszystko zjadłoby nam dużo czasu i nerwów. Od poniedziałku będą już poluzowane przepisy dotyczące poruszania się. Mieszkam w Gdańsku-Oliwie i liczę, że już będzie możliwość popływania w Zatoce Gdańskiej albo w Puckiej. Od przyszłego tygodnia będę chciał już zacząć schodzić na wodę.

Ma Pan jakiś plan na najbliższe miesiące, marzy Pan o jakichś wyjazdach zagranicznych w drugiej części roku?

- Na razie niczego nie zakładam. Na dziś mamy odgórny zakaz planowania jakichkolwiek ruchów treningowych do końca maja, a o wyjazdach zagranicznych to w ogóle nie ma co mówić. Do Francji i Hiszpanii, gdzie teraz normalnie odbywałyby się zawody i zgrupowania, nie da się wjechać, to są zamknięte kraje. Teoretycznie w sezonie mamy jeszcze do rozegrania mistrzostwa Europy, które miały być w maju i mamy mistrzostwa Polski. Pewnie te imprezy zostaną przełożone na jesień. Ale może być tak, że sezon jeszcze się nie zaczął, a już się skończył. Planuję więc tylko się wzmocnić, popracować nad siłą. A jak wrócą regaty, to się do nich przygotuję. Najpierw muszą się odmrażać kraje, w których zawody miałyby się odbyć. Jak to się zacznie dziać, to będziemy modyfikować plany treningowe. A teraz niech się w Polsce zrobi cieplej, niech nad morzem będzie powyżej 10 stopni Celsjusza, to zacznę pływać.

Jeśli okaże się, że w tym roku żadnych zawodów nie będzie, to taki scenariusz bardzo utrudni Panu przygotowania do igrzysk czy nie, bo one będą dopiero na przełomie lipca i sierpnia?

- To nie byłby duży problem. Ale gdyby się tak zdarzyło, że jesienią w Europie cały czas będzie trudna sytuacja, a w Azji odbywałyby się jakieś regaty, to na pewno bym się zastanowił nad poleceniem i wystartowaniem tam, gdyby to było możliwe. W ogóle przed igrzyskami w Tokio warto byłoby tam postartować.

A jak duży problem z przełożeniem igrzysk mają Pana najbliżsi? Żona i trójka dzieci pewnie przywiązali się już do myśli, że w sierpniu tego roku skończy Pan karierę i wreszcie będzie Pan częściej w domu?

- To prawda, patrząc od strony rodzinnej sytuacja jest trudna. Zakładaliśmy, że będą igrzyska z mocnym akcentem i później pas. Nastawiliśmy się na to. Ale chwilę się nad tym zastanowiliśmy i powiedzieliśmy "No dobra, kurde, tyle lat to robię, więc trzeba to robić jeszcze o rok dłużej, nie można wszystkiego zmarnować". Kolejnych czterech lat byśmy nie wytrzymali, choćby dlatego, że syn ma już 11 lat i wreszcie chciałbym mu poświęcić więcej uwagi. I jego siostrom też. Cztery kolejne lata to by było za dużo, ale rok wytrzymamy.

Po ile lat mają dziewczynki?

- Osiem i cztery.

Cztery lata temu był Pan czwarty na igrzyskach w Rio, w ostatnim, 13. wyścigu, stracił Pan medalową pozycję. To są rzeczy, które ciągle Pan pamięta?

- No oczywiście! To wraca. Nawet jak czasami mamy szkolenia i się na nich pojawiają różne wyścigi z Rio, to widzę konkretne sytuacje na wodzie i tamte myśli wracają. Kurde, musnąłem olimpijskie podium, naprawdę było blisko. Ale przepracowałem to z każdej możliwej strony. Zwracam uwagę na każdą rzecz, która wtedy nie zagrała i myślę, że Japonia już mnie niczym nie zaskoczy. W zeszłym roku byłem tam na próbie przedolimpijskiej i zająłem trzecie miejsce. Lekko nie będzie, temperatura będzie bardzo wysoka, wilgotność ogromna. Ale dam radę.

Ale śmieci nie pływają, jak to było w Rio.

- Śmieci nie ma, na szczęście. Pływających telewizorów i lodówek na pewno nie zobaczę. Ale do pogody naprawdę trzeba się będzie przyzwyczaić, zebrać jak najwięcej danych i przed igrzyskami poczuć się jak najpewniej.