Zakupy za zero dongów i bankomaty z ryżem. Polak w Wietnamie: Upubliczniany jest każdy przypadek nosiciela

Hanoi straciło Grand Prix Formuły 1, ale Wietnam ma swój wyścig. Większy i ważniejszy. W kraju z 96 milionami mieszkańców oficjalnie nie ma zgonów z powodu koronawirusa. "Nawet jeśli do liczb podejdziemy z pewną dozą ostrożności, to i tak trzeba przyznać, że Wietnam wykonuje dobrą robotę" - ocenia "Deutsche Welle". - Wietnam przede wszystkim nie zbagatelizował zagrożenia. Od początku epidemii dostawaliśmy sms-y ze szczegółowymi danymi dotyczącymi każdego przypadku zakażenia - opowiada mieszkający w Ho Chi Minh Mariusz Steckiewicz, trzykrotny mistrz Europy w Taekwon-Do ITF.

"Maszyna, która rozdaje ryż za darmo? Brzmi zbyt dobrze, żeby była prawdziwa. A jednak bankomaty z ryżem stanęły w Wietnamie, żeby pomoc dostali ci, którzy w pandemii koronawirusa najbardziej jej potrzebują" - pisze CNN.

Zobacz wideo Czołowe ligi planują powrót do gry.

"Ryż będzie wydawany od 11 do 30 kwietnia albo do wyczerpania zapasów. Pierwszego dnia ryż wzięło ponad 700 osób. W sumie maszyna wydała 2,3 tony ryżu" - czytamy w "Hanoi Times" o pierwszym takim "bankomacie".

One stanęły już w Hanoi, w Ho Chi Minh (dawniej Sajgon) i w innych wietnamskich miastach. Jedne działają w godzinach 8-17, inne całodobowo. Z relacji mediów wynika, że każdy może jednorazowo pobrać 3 kg ryżu. - "Ta ilość wystarczy mi na cztery dni. Jestem bardzo szczęśliwy" - mówi w "Hanoi Times" 62-letni Tran Thi Lanh. W kolejce - z dużymi, co najmniej dwumetrowymi odstępami, co widać w fotorelacji - ustawiają się "studenci, taksówkarze-motocykliści, dozorcy, osoby niepełnosprawne", wylicza "Hanoi Times". Bohaterami tekstu są też ludzie przywożący worki ryżu, by cały czas było co dosypywać do dystrybutora.

CNN zachwyca się "bankomatami z ryżem", a media z Wietnamu opisują inną akcję skierowaną do najuboższych. "Ryż, jajka, makaron, olej i inne artykuły można kupić za zero dongów" - relacjonuje "VnExpress". "Weź, czego potrzebujesz, jeśli jest ci ciężko. A jeśli możesz, zostaw coś dla innych" - to napis sprzed wejścia do jednego ze sklepów działających w ośmiu wietnamskich miastach i prowincjach. Na pomysł takiego działania i zmiany szyldu na "Zero dong" wpadła jedna z sieci hipermaketów. Zasada jest prosta: spokojne, darmowe zakupy (znów - jak przy ryżowych podajnikach - kolejki z co najmniej dwumetrowymi odstępami, znów wszyscy w maseczkach, znów obowiązkowa dezynfekcja rąk) pozwalają wybrać każdemu pięć produktów o łącznej wartości do 100 tysięcy dongów (to około 4,3 dolara amerykańskiego). Czy to dużo? Spokojnie wystarczy między innymi na bluzkę o wartości 30 tysięcy dongów i maskę na twarz po 4 tysiące dongów. "Przybywając o godzinie 8:30, Nguyen Thi Kim czekała godzinę, aby wejść do supermarketu. Przed pandemią Kim pracowała jako zbieraczka śmieci, ale ogólnokrajowa kampania izolacji sprawiła, że teraz nie zarabia. Jej mąż, motocyklowy taksówkarz, zarabia tylko 50 000 VND (2 dolary) dziennie" - pisze "VnExpress".

Przed zakupami klienci są rejestrowani. Kolejny raz mogą przyjść po najpotrzebniejsze artykuły za dwa tygodnie. Twórcy tego programu zainwestowali 10 miliardów VND (43 tys. dolarów) w zaopatrzenie sklepów. Mają nadzieję, że to wystarczy, by pomagać najbiedniejszym przez trzy miesiące. I że za trzy miesiące koronawirus w Wietnamie nie będzie już problemem.

Formuły 1 żal

- Oczywiście Wietnam nie jest wyjątkowy i żyje tematem pandemii, jak cały świat. Życie całego społeczeństwa zostało zmienione przez zamknięcie szkół, większości sklepów, pubów, restauracji. Cała socjalna warstwa życia została zmieciona. W oczywisty sposób ludzie zdają sobie sprawę z powagi sytuacji, ale nie ma widocznej paniki - mówi w rozmowie ze Sport.pl Mariusz Steckiewicz. - Ludzie szybko przestawili się na zamawianie jedzenia oraz zakupy online, pracę zdalną oraz naukę przez wideokonferencje. Od samego początku walki z koronawirusem premier stanowczo zaznaczył, że priorytetem jest życie ludzkie, a nie ekonomia, i to jest to, co wszyscy tutaj bardzo doceniają. Ekonomia z całą pewnością mocno to odczuje, chociaż rząd robi dużo, aby sytuację załagodzić. Obniża ceny paliwa, prądu, wynajmu lokali - dodaje trzykrotny mistrz Europy w Taekwon-Do ITF.

Steckiewicz prowadzi teraz kadrę Wietnamu w wymienionej sztuce walki. - Pod koniec maja mieliśmy lecieć do New Delhi na Mistrzostwa Azji, ale przez pandemię wszystko zostało odwołane - mówi.

Sport w Wietnamie jest teraz zawieszony całkowicie. Hanoi straciło m.in. swoje pierwsze w historii Grand Prix Formuły 1, które było planowane na 5 kwietnia. - To było bardzo oczekiwane wydarzenie. Poza tym Wietnamczycy mocno fascynują się piłką nożną. Śledzą uważnie rozgrywki europejskie i bardzo dobrze sobie radzą w azjatyckich rozgrywkach. Sztuki walki również są popularne, ostatnio zwłaszcza MMA, które zyskało rozgłos dzięki gali ONE Championship zorganizowanej pod koniec zeszłego roku, w której wystąpiło kilku dobrych wietnamskich zawodników - mówi Steckiewicz.

Polak mieszka w Wietnamie od 2009 roku. Na co dzień prowadzi centrum sportowe z siłownią i zajęciami m.in. z Taekwon-Do ITF, boksu i kick-boxingu. - Centrum jest teraz nieczynne, ale i tak całkiem dobrze sobie radzę. Nagrywam klipy wideo dla naszych klientów, żeby mogli ćwiczyć w domu, robię też treningi w domach. I rozwijam swoją platformę do treningów online. Praca jest, trzeba się tylko trochę dostosować do sytuacji - mówi Steckiewicz.

SMS-y, aplikacja i izolacja

W swoim podejściu Polak przypomina Wietnamczyków, którzy też dostosowują się do sytuacji. Tylko 268 zakażeń koronawirusem i ani jednego zgonu, a kraj ma aż 96 mln mieszkańców - to oficjalne liczby. Czy na pewno prawdziwe? Komuniści rządzący krajem pandemię wykorzystują politycznie. "Podczas obchodów Nowego Roku Tet pod koniec stycznia rząd Wietnamu powiedział, że 'wypowiada wojnę' koronawirusowi, chociaż wybuch epidemii w tym czasie był ograniczony do Chin. 'Walka z tą epidemią oznacza walkę z wrogiem' - powiedział premier Nguyen Xuan Phuc" - pisze "Deutsche Welle". Ale Niemcy zauważają, że nie były to puste słowa. "Aby podjąć walkę z koronawirusem, Wietnam ustanowił rygorystyczne zasady kwarantanny i przeprowadził pełne śledzenie wszystkich osób, które miały kontakt z wirusem. Na przykład 12 lutego Wietnam poddał kwarantannie całe 10-tysięczne miasto w pobliżu Hanoi na trzy tygodnie. W tym czasie w całym kraju było tylko 10 potwierdzonych przypadków COVID-19. Władze również szeroko i skrupulatnie dokumentowały każdego, kto potencjalnie miał kontakt z wirusem. Kraje zachodnie, takie jak Niemcy, dokumentowały tylko zarażonych i ich bezpośrednie kontakty. Wietnam śledził także drugi, trzeci i czwarty poziom kontaktu z osobami zakażonymi. Wszystkie te osoby zostały następnie poddane kolejno rygorystycznym ograniczeniom ruchu i kontaktów" - czytamy w "DW".

Oczywiście Wietnam nie robi tylu badań na koronawirusa co najbogatsze kraje świata, ale podaje, że do 16 kwietnia wykonał 206 253 testy, co daje 2 199 testów na każdy milion mieszkańców. Porównajmy z niedalekimi Filipinami - w tym 108-milionowym kraju zanotowano już 5 660 zarażeń i 362 zgony. A testów zrobiono o ponad cztery razy mniej niż w Wietnamie - 48 171 (440 testy na milion mieszkańców).

- Wietnam przede wszystkim nie zbagatelizował zagrożenia na samym początku. Już na przełomie stycznia i lutego wprowadzono ograniczenia w transporcie z Chinami. Każdy zainfekowany przypadek był izolowany, a kwarantanną zostały objęte wszystkie osoby, które zetknęły się z zainfekowanym w ciągu kilkunastu dni poprzedzających jego pozytywny wynik testu - twierdzi Steckiewicz. - Na początku epidemii dostawaliśmy sms-y ze szczegółowymi danymi dotyczącymi każdego przypadku zakażenia. Podawano gdzie i kiedy zainfekowana osoba przebywała, upubliczniano numery lotów, którymi zarażeni przylecieli do Wietnamu. Później, jak liczba chorych zaczęła wzrastać szybciej, rząd zaczął przekazywać informacje przez media. Generalnie upubliczniany jest każdy przypadek, żeby ludzie, mając informacje, mogli zidentyfikować potencjalnych nosicieli. Na przykład 14 marca jeden z barów zorganizował imprezę z okazji Dnia Świętego Patryka. Okazało się, że wśród gości był pilot brytyjski, który był zainfekowany. Codziennie podawane były informacje o osobach z tej imprezy, które też mają pozytywny wynik testu. Została też rozwinięta aplikacja mobilna ze znanymi przypadkami infekcji, żeby było wiadomo, w którym rejonie miasta [Ho Chi Minh ma powierzchnię cztery razy większą niż Warszawa i 9 mln mieszkańców] jest zagrożenie - dodaje nasz rozmówca.

- Aktywność i konsekwencja w działaniu - mówi krótko Kidong Park, opisując wietnamski sposób na skuteczną walkę z koronawirusem. Park to przedstawiciel Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) w Wietnamie.

Maseczka: dobro narodowe i towar eksportowy

Wszędzie w Wietnamie od kilku miesięcy wszyscy chodzą w maseczkach. W Polsce stało się to obowiązkowe dopiero 16 kwietnia. "VnExpress" podaje, że dzień wcześniej - 15 kwietnia - premier Phuc eksport masek medycznych wskazał jako jeden ze sposobów na walkę z kryzysem gospodarczym spowodowanym pandemią. "Wcześniej, zgodnie z rezolucją rządu z 28 lutego maski mogły być wysyłane z kraju wyłącznie w celach międzynarodowej pomocy i żadna z firm nie mogła wyeksportować więcej niż 25 proc. swojej produkcji" - pisze "Hanoi Times".

Ministerstwo Zdrowia Wietnamu podaje, że w kraju jest 68 firm produkujących maski i kombinezony ochronne, a firmy tekstylne również dostają zamówienia na maski i je szyją. "Dyrektor zarządzający spółki akcyjnej Garment 10 Corporation powiedział, że otrzymał zagraniczne zamówienie na 400 milionów medycznych masek z dostawą ustaloną na lipiec" - pisze "Hanoi Times". Jedna z firm produkuje nawet maski wodoodporne.

- Maski są tutaj mocno zakorzenione w kulturze. W ich używaniu jest społeczna dyscyplina. Wszyscy tu uważają, że jest to jedna z przyczyn dobrej sytuacji Wietnamu w walce z koronawirusem - kończy Steckiewicz.