W Czechach zadziałał nakaz wprowadzany w Polsce. Teraz pora na "inteligentną kwarantannę"

Obowiązkowe maseczki w miejscach publicznych mieli od dawna, a w Polsce ten nakaz dopiero jest wprowadzany. Szyły je zresztą kluby sportowe, które licznie włączały się w pomoc. Teraz pandemię koronawirusa rząd chce kontrolować przy użyciu techniki. Ponieważ rozprzestrzenianie się infekcji wyhamowało, Czesi myślą o powrocie do życia. Przywracają indywidualny sport i opracowują plan dla piłkarzy.

Przed świętami wielkanocnymi przedstawiciele Sigmy Ołomuniec odwiedzili oddział transfuzji krwi jednego z miejskich szpitali. Do rąk personelu znów trafiły torby z uszytymi w klubie bawełnianymi maseczkami. Znów, bo akcja szycia prowizorycznych nakryć twarzy dla lokalnych służb i społeczności trwa od kilku tygodni. Wcześniej piłkarze gościli też m.in. w Szpitalu Wojskowym w Ołomuńcu. Wsparli go też finansowo. Zrzutkę zrobiła cała drużyna. Do tego była też paczka z kolejną partią wyrobów własnych. W mediach społecznościowych kibice mogli oglądać, jak kilku klubowych pracowników wraz z trenerem Radoslavem Latalem wykonuje ochronne maski.

"Wozimy je tym, którzy ich najbardziej potrzebują" - wyjaśniano. Do tego zabezpieczenia dostali też pracownicy lokalnych marketów.

Takie akcje trwają właściwie w każdym mniejszym i większym czeskim klubie. W Sparcie Praga maski uszyto z klubowych T-shirtów. Przekazano je m.in. policjantom. Viktoria Pilzno oprócz osłon na twarz przygotowuje też dla lokalnych służb posiłki. Banik Ostrawa w ramach podziękowania lekarzom przesłał im maski i kilka kartonów klubowych napojów energetycznych.

Sportowy świat w Czechach w walkę z koronawirusem włączył się w sposób bardzo widoczny. Ze sportu szybko przełączył w tryb kreatywnej pomocy. Zapewne również dlatego, że jasny sygnał do walki z COVID-19 dał tamtejszy rząd. Wspomniane maski już dawno stały się u naszych południowych sąsiadów produktem koniecznym i deficytowym. Obowiązek ich noszenia miał każdy. Wszyscy jednoczyli siły i radzili sobie, jak mogli. Efekty wysiłków i obostrzeń już są widoczne - do tego stopnia, że Czesi myślą o delikatnym kroku ku normalności. Również w świecie sportu.

Zobacz wideo Koronawirus dotarł tam na samym końcu. Diouf: Na ulicach wojsko. Mandaty? Czasami biją ludzi

Czeski hamulec rozwoju pandemii

Pod koniec marca liczba zakażonychh w Czechach codziennie powiększała się o kilkanaście procent. Na początku kwietnia wyraźnie zmalała. Teraz każdego dnia zmienia się o najwyżej kilka procent. Zakażonych jest już mniej niż w Polsce. Raczej nie jest to przypadek. Nasz południowy sąsiad na tle całej Europy radykalną walkę z koronawirusem podjął szybko. Pierwszych zainfekowanych COVID-19 zdiagnozowano tam 1 marca, cztery dni przed pierwszym polskim przypadkiem. Działania były zdecydowane.

Czechy a koronawirusCzechy a koronawirus Sport.pl

Sporty rekreacyjne zostały zakazane w Czechach już 10 dni po zdiagnozowaniu pierwszych pacjentów (w Polsce ustawa, która to realnie ograniczała, pojawiła się 25 marca, a 1 kwietnia zamknięto parki i lasy). 16 marca w Czechach zamknięte zostały granice, również dla pracujących tu obcokrajowców (w Polsce kontrola sanitarna i częściowe ograniczenia ruchu pojawiły się 15 marca). Kilka dni później w czeskich sklepach obowiązywały już wyznaczone godziny zakupów dla seniorów (w Polsce od 31 marca).

Czesi jako pierwsi w Europie wprowadzili też obowiązkowe zakrywanie twarzy w miejscach publicznych. Od 20 marca niespełnienie tego obowiązku mogło grozić mandatem wynoszącym około 1,7 tys. złotych (w Polsce zakrywanie ust i nosa obowiązkowe będzie od 16 kwietnia). To dlatego u naszych południowych sąsiadów w wykonywanie maseczek i wszystkiego, co je przypomina, tak chętnie włączał się też świat sportu. Gotowych produktów brakowało bowiem w sklepach.

Technologia pomoże w walce z koronawirusem

Czesi postawili też na dużą liczbę testów na koronawirusa. W kraju, w którym mieszka 10,5 mln osób, do tej pory wykonano ich o kilka tysięcy więcej niż w 38-milionowej Polsce. Badań wykrywających COVID-19 ma być tam jeszcze więcej, a rząd chce wprowadzić też nowy sposób walki z chorobą.

To tzw. "inteligentna kwarantanna". W lokalizowaniu i separacji ludzi zakażonych koronawirusem mają pomagać nowe technologie. Dokładnie system, który przeanalizuje informacje od operatorów komórkowych i informacje z banku dotyczące poruszania się zakażonych osób. Ustali, z kim zainfekowani mieli kontakt i kogo trzeba ostrzec lub przebadać. Potencjalni nowi zakażeni musieliby się poddać tylko krótkiej kwarantannie. Użycie procedury miałoby nastąpić za zgodą chorej osoby.

System jest już testowany na południu kraju. Jeśli da pozytywne efekty, zostanie wprowadzony w całym państwie. Ma przyczynić się do szybszego wygrania walki z wirusem oraz przywrócenia kraju do częściowego funkcjonowania. Patrząc na to, jak idzie Czechom walka z wirusem, można być optymistą. Część dotychczasowych obostrzeń już została złagodzona, a rząd myśli nad wprowadzaniem kolejnych swobód. Również tych dotyczących sportu. Wszystko przy założeniu, że procent zainfekowanych nie wzrośnie.

Powrót na korty. Teraz boiska?

Od tego tygodnia Czesi mogą w określonych warunkach powrócić do sportowej aktywności. W kraju można jeździć na rowerze i biegać (w lasach nawet bez maseczek). Czesi mogą też uprawiać dyscypliny, w których nie muszą mieć bezpośredniego kontaktu z rywalem. To znakomita wiadomość dla tysięcy golfistów, a także tenisistów. U naszych południowych sąsiadów jest ich niemal pół miliona. Tenisowe korty są tam tak samo liczne jak piłkarskie boiska.

- Miło było wreszcie zagrać na zewnątrz - powiedziała Petra Kvitova w rozmowie z serwisem Sport.cz, choć sama nie wie, do czego ma się obecnie przygotowywać. Tenisowy sezon został wstrzymany. Trenerzy i młodzi adepci tenisa mają na razie inny problem. Trwa doprecyzowanie, jak w nowych realiach mają funkcjonować tenisowe szkółki.

Na etapie rozmów z ministerstwem zdrowia są też przedstawiciele Czeskiego Związku Piłki Nożnej. Dyskutują, czy i jak przywrócić zorganizowane zajęcia piłkarzy. Propozycje działaczy zakładają zajęcia w grupach sześcioosobowych, bez elementów zajęć kontaktowych i przy zachowaniu odległości dwóch metrów między ćwiczącymi. Na obiektach sportowych nie będą też funkcjonować szatnie i prysznice.

- Zadbamy też o zapewnienie pojemników do dezynfekcji rąk na całym placu gry, tak aby piłki i pomoce treningowe również były regularnie dezynfekowane - wyjaśniał szef związku Dusan Svoboda dopytywany o sprawę przez "Lidove noviny".

Wznowienie wspólnych treningów piłkarskich wydaje się prawdopodobne, tym bardziej że rząd po Wielkanocy - kiedy ma nastąpić szczyt zachorowań - chce otworzyć większość sklepów. Jeśli wszystko pójdzie dobrze, to w połowie maja otwarte będą też szkoły, choć nie zniknie w nich obowiązek noszenia maseczek. Czechy zastanawiają się też nad otwarciem granic z państwami, którym walka z chorobą idzie dobrze, chodzi m.in. o Słowację i Polskę.

Adam Vojtech, czeski minister zdrowia, pozostaje jednak realistą, jeśli chodzi o wszelkie imprezy masowe z udziałem publiczności. - Mecze piłki nożnej i koncerty to coś, na co zgodzimy się na samym końcu - zapowiedział.

Przeczytaj też:

Pobierz aplikację Sport.pl LIVE na Androida i na iOS-a

Sport.pl LiveSport.pl Live .

Więcej o: