Paweł Korzeniowski: Pływam na sucho. Jestem jak Adam Małysz bez skoczni. Nie wiem, czy wytrwam do igrzysk

Pływa na sucho na balkonie. Patrzy jak mistrzyni olimpijska z Holandii pływa w dmuchanym basenie. I jak kolega z kadry, wicemistrz świata Wojciech Wojdak, hartuje się w zimnym stawie. Paweł Korzeniowski, jeden z najbardziej utytułowanych polskich pływaków w historii, niedawno wznowił karierę, bo marzył o starcie na igrzyskach w Tokio. A teraz, przez epidemię koronawirusa, nie wie czy wytrwa.

Paweł Korzeniowski to mistrz i dwukrotny wicemistrz świata. Na mistrzostwach Europy zdobył trzy medale złote i jeden brązowy. A to tylko osiągnięcia z basenu długiego, olimpijskiego. Na igrzyskach był m.in. czwarty, szósty i siódmy. Karierę skończył w 2016 roku, a pod koniec roku 2019 - w wieku 34 lat, czyli jak na pływaka mocno zaawansowanym - postanowił ją wznowić. - Lubię dużo od siebie wymagać. Pięć razy na igrzyskach chyba nikt w historii polskiego pływania nie był. Fajnie byłoby być pierwszym. To byłby bonusik do mojej kariery - tłumaczył w rozmowie ze Sport.pl

Zobacz wideo Gikiewicz o sytuacji w Jordanii: Stan wojenny, a ludzie wychodzą na balkony i rzucają kwiaty

Łukasz Jachimiak: Kilka miesięcy temu po kilku latach bez pływania zacząłeś się przygotowywać do igrzysk olimpijskich w Tokio. Wytrwasz, skoro przełożono je i o rok i skoro treningi są tak bardzo utrudnione?

Paweł Korzeniowski: Rzeczywiście źle to wygląda. Trzeci tydzień trenuję bez wody. I coraz częściej myślę sobie, że jestem w takiej sytuacji, w jakiej byłby Adam Małysz, gdyby miał się kiedyś szykować do igrzysk, nie mając skoczni. Problem jest bardzo duży. Można robić jakieś bieganie w domu, można nawet pływać na sucho.

Ale morale spadają z tygodnia na tydzień. I nie pociesza fakt, że na całym świecie zawodnicy mają taki problem, że praktycznie wszędzie baseny są pozamykane. No chyba że ktoś ma basen prywatny.

Wystarczy nawet dmuchany, ogrodowy, co pokazała holenderska mistrzyni olimpijska Sharon van Rouwendaal. Widziałeś?

- Jasne, widziałem. Jest przyczepiona na gumach i może "wiosłować". Chodzi o czucie wody, o to, żeby ręka pracowała w wodzie, żeby ciągle był ćwiczony ten ruch. To w pływaniu najważniejsza rzecz. Niestety, pływanie bez pływania na dłuższą metę nie może się udać. Mogę sobie codziennie pływać na sucho, ale to się nie przełoży później na moje ruchy, kiedy już będę mógł wejść do wody.

Na Twoim balkonie nie zmieści się basen, który miałby średnicę chociaż trzymetrową?

- Nie ma szans.

Ogromnej wanny też nie masz?

- Żadnej nie mam, mam prysznic. Mogę sobie robić pływanie na sucho w wersji na mokro.

Nie poddasz się, mimo tak trudnej sytuacji? Czy jednak dla Ciebie, pływaka zaawansowanego wiekowo, im dłużej będą trwały tak wielkie ograniczenia w treningu, tym będzie trudniej?

- Na pewno jest mi ciężej niż młodym sportowcom. Muszę pracować, a nie tylko trenować, mam też dzieci, które rosną i będą wymagały więcej uwagi. Starszy syn ma trzy lata, młodszy ma siedem miesięcy, właśnie zaczyna pełzać, raczkować i trzeba za nim coraz więcej chodzić. Już nie jest tak, że leży, patrzy i tylko bawi się jakimiś zabawkami, które mu się podsunie. Przydałaby się niania, bo żona już jest zmęczona. Zastanawiam się, jak będzie. Cel mam, na razie wstępnie postanowiłem, że się go trzymam, mimo przełożenia igrzysk na rok 2021 i mimo braku warunków do treningu. Ale tak naprawdę czas pokaże, czy to się uda.

Kiedy patrzysz na takie nagrania jak to Holenderki albo jak to Wojciecha Wojdaka, który trenuje w pobliskim stawie, to zazdrościsz im, że chociaż w takim wymiarze mają kontakt z wodą?

- Jestem ciekaw, co daje taki trening. Niech wytrzymają nawet 40 minut w zimnej wodzie, to i tak będzie to zrobienie czegokolwiek niż zrobienie prawdziwego treningu.

Van Rouwendaal wyliczyła, że płynąc w miejscu, pokonała około 2,5 km.

- Pewnie z czasu płynięcia i ze swojego tętna. W oparciu o takie dane można mniej więcej wyliczyć dystans. Takie 2,5 km to jest forma podtrzymania ruchu i fajna odmiana w czasie, gdy baseny są zamknięte. Ale przecież tak się nie da trenować aż do igrzysk.

Obawiasz się, że z pandemią koronawirusa świat poradzi sobie tak późno, że do igrzysk - mimo ich przełożenia na rok 2021 - sportowcom trudno będzie przygotować wysoką formę?

- Może być tak, że poziom będzie niski.

Upadł pomysł z wynajęciem hotelu z basenem tylko dla polskich pływaków przygotowujących się do igrzysk?

- Tak, to już nieaktualne. Nie było opcji, żeby załatwić zgodę na coś takiego.

A miałeś nadzieję, że się uda? Zostawiłbyś rodzinę i zamieszkałbyś z kolegami z kadry, pozbawiając się możliwości wyjścia z takiego miejsca?

- Raczej nie. Muszę być dostępny dla rodziny. Rodzina jest ważniejsza niż piąte igrzyska w karierze. Zwłaszcza teraz, gdy nie mamy pomocy przy dzieciach. Czasem przyjdzie z nimi posiedzieć babcia, czyli albo moja mama, albo moja teściowa. Może za rok któraś z nich przejdzie na emeryturę, ale jeszcze tego do końca nie wiadomo. Na razie muszę liczyć na to, że w miarę szybko zostaną otwarte baseny w Warszawie. Wtedy będę mógł się normalnie przygotowywać. Wyjazd odpada.

Nie masz takich znajomości, żeby ktoś w Warszawie otworzył basen tylko dla Ciebie, na wyłączność?

- To niemożliwe. Zaraz byłby duży, medialny szum, byłyby pytania dlaczego ja mogę, a inni nie. I zaraz by ktoś dostał po głowie za to, że mi pomógł.

Byłeś zaskoczony, kiedy mistrz olimpijski Cameron van der Burgh ogłosił, że ma koronawirusa? Długo mówiło się, że wirus atakuje głównie ludzi starszych, schorowanych. Pływacy to przecież wyjątkowi atleci, z bardzo pojemnymi, zdrowymi płucami.

- Na pewno był to moment zrozumienia, że narażeni są wszyscy. A teraz okazuje się, że ośmioro pływaków z Węgier też złapało koronawirusa. To się stało pewnie gdy byli zgrupowaniu w Turcji. W tym gronie jest między innymi mistrzyni świata i medalistka olimpijska Boglarka Kapas. Wszyscy musimy uważać.