Sobotnia gala Fame MMA pierwotnie miała odbyć się w hali sportowej w Częstochowie. Z powodu pandemii koronawirusa i wprowadzonemu zakazowi imprez masowych wydarzenie w tym mieście jednak odwołano. Właściciele federacji postanowili przenieść je do Katowic, ale tam też nie otrzymali zgody urzędu wojewódzkiego. Mimo to gala się odbyła. W studiu filmowym pod Krakowem, gdzie przed wydarzeniem pojawiła się policja, ale nie stwierdziła złamania prawa, ponieważ każdy z uczestników podpisał umowę o dzieło, a na miejscu odbywała się produkcja filmów. W ten sposób nie łamano zakazu zgromadzeń, który nie dotyczy osób pracujących.
- Robienie za wszelką cenę gali to jest desperacja i pokazuje jacy oni są mali. Panowie do pewnych rzeczy nie dorośli - powiedział w rozmowie z mmarocks.pl Martin Lewandowski, współwłaściciel federacji KSW.
Lewandowski przypomniał także, że organizacja gali w studiu, to nie jest wymysł Fame MMA, bo także KSW i inne federacje miały takie plany. Ostatecznie wszyscy wycofali się jednak z tego pomysłu, a jedynym wyjątkiem była organizacja, która robi walki celebrytów. - Jeśli chodzi o dymanie wszystkich przepisów, to my nie dymaliśmy. My się zastosowaliśmy do zaleceń organizacji rządowych pozarządowych. I ja się cieszę, że w końcu sami [Fame MMA] przyznali się, że nie są sportem. Zmienili zakres usług w KRS, więc to chyba jest jedyny plus tej całej sytuacji - powiedział Lewandowski.
Po czym wskazał jeszcze drugi: - Może po tym wirusie wyleczymy się z tej głupoty, bo jeżeli wszystkie najpoważniejsze światowe organizacje odwołują gale, traktują ten temat poważnie, jedynie federacja Fame wykazuje się szczytem nieodpowiedzialności. To też pewien obraz desperacji. Bo jeśli kogoś wyganiają z jednego miejsca, a on po prostu biega i szuka nowego, to jest to desperacja i frajerstwo dekady.