Nieodpowiedzialny turniej Brytyjczyków. Polska kadra boi się o koronawirusa i prosi o testy

- Naprawdę fajnie by było, gdyby naszej kadrze zrobiono testy. Ale ja nawet nie wiem, kogo można by było o to poprosić - mówi Karolina Koszewska, polska uczestniczka kwalifikacji olimpijskich w boksie, które odbyły się w Londynie.

W środę 26 marca brytyjskie media poinformowały, że koronawirusa mają dwaj bokserzy z Turcji i ich trener. - Podczas gdy cały świat podejmował ekstremalne środki w celu walki z koronawirusem, jestem zaskoczony, że grupa zadaniowa MKOI i rząd brytyjski zezwolili na rozpoczęcie turnieju. Wielu z nas miało obawy, a każdy inny sport został wstrzymany. To było nieodpowiedzialne - komentuje sytuację szef tureckiej federacji boksu Eyup Gozgec.

W podobnym tonie wypowiadał się niedawno dla Sport.pl Mateusz Masternak. BBC informuje, że koronawirusa mają też trzy osoby z kadry Chorwacji, która przed tygodniem wróciła z Londynu.

Zobacz wideo Igrzyska w Tokio przełożone. To odpowiedzialna decyzja

Łukasz Jachimiak: Słyszała Pani, że koronawirusa mają bokserzy i członkowie sztabów szkoleniowych, którzy tydzień temu wrócili z kwalifikacji olimpijskich w Londynie, w których Pani też brała udział?

Karolina Koszewska: Tak, słyszałam o Turkach.

BBC podaje, że dotyczy to też Chorwatów. W sumie chodzi o sześć osób z tych dwóch ekip.

- O, o Chorwatach nie słyszałam.

Pewnie ani Pani, ani 12 pozostałych zawodników, ani żaden z trenerów i działaczy Polskiego Związku Bokserskiego nie mieliście testów na koronawirusa?

- Nie mieliśmy. Z tego co wiem, wszyscy dobrze się czują, wszystkich w domach roznosi energia i wszyscy w jakiś sposób trenują. Czekamy jeszcze przez tydzień kwarantanny czy coś się wykluje, czy się nie wykluje. Wiem, że bezobjawowo koronawirusa też można przejść i można nim zarażać innych, więc testy byłoby dobrze zrobić. Ale pewnie nikt nam tego nie zaproponuje. Radzę sobie, jak mogę. W domu jestem sama, rodzinka wyprowadziła się do babci, znaczy do mojej teściowej. Boimy się. A we mnie to narosło po powrocie do Polski. W Londynie nikt nie zwracał uwagi na zagrożenie koronawirusem. Ludzie się normalnie spotykali. A w Polsce jest pusto na ulicach. Moja rodzina słusznie się obawia, że skoro byłam w tak wielkim skupisku ludzi i miałam styczność z przedstawicielami tak wielu narodowości, to mogę mieć koronawirusa. Dlatego jesteśmy odizolowani. I uważamy do tego stopnia, że moje dzieciaki nawet nie chcą odebrać z domu podręczników. Potrzebują ich, bo trwa nauka przez internet, ale nie wiemy czy wirus na pewno nie przenosi się na przedmiotach. Lepiej niech chłopaki mają trochę zaległości niżby się mieli rozchorować. Naprawdę fajnie by było, gdyby naszej kadrze zrobiono testy. Ale ja nawet nie wiem, kogo można by było o to poprosić. Trudno, siedzę sama i ratuję się treningiem.

Pewnie trudno trenować bez wychodzenia z domu i nie wiadomo do czego, bo przecież na horyzoncie nie ma żadnych zawodów?

- Liczymy, że epidemia się jak najszybciej skończy i że wkrótce będziemy mieli jakieś zgrupowanie. Nie możemy zardzewieć. Cały czas myślimy o igrzyskach. Kiedy będą, to będą, ale nie możemy odpuścić, musimy być gotowi na powrót do walk w kwalifikacjach. Poza tym co mam robić, kiedy siedzę w domu? Godzinny trening, a nawet dwa takie treningi, to urozmaicenie dnia. I to bardzo mało w porównaniu do trybu, do jakiego przez lata byłam przyzwyczajona.

Jak Pani trenuje?

- Trudno się samemu zdyscyplinować, więc poprosiłam o pomoc trenerkę kadry, Karolinę Michalczuk. Najpierw ona mi rozpisuje ćwiczenia, później dzwonimy do siebie przez kamerkę i trenerka patrzy, jak robię walkę z cieniem i bieg bokserski, jak wykonuję ćwiczenia typu padnij-powstań z wyskokiem, jak skaczę na skakance. Przez to, że ona patrzy, ja to wszystko wykonuję z dużą intensywnością. A poza tym ona zauważa elementy techniczne do poprawy. Treningi rozpisuje mi też mój trener przygotowania fizycznego, Przemek Kantorowski. Z trenerką mam zajęcia specjalistyczne, bardziej bokserskie, a z trenerem bardziej wzmacniające.

Ten bieg bokserski to na bieżni stacjonarnej czy z kuchni do pokoju i z powrotem?

- Na szczęście w miejscu. To wygląda tak że wykonuje się skip A [to podnoszenie kolan prostopadle do tułowia] i prostuje ręce tak jak przy ciosach prostych. Brak innych opcji treningu mnie męczy, ale jeszcze tydzień muszę wytrzymać. Co ciekawe, w środę wieczorem przylecieliśmy z Londynu, a dopiero wczoraj, czyli w następną środę była u mnie policja, która powinna codziennie sprawdzać, czy nie wychodzę z mieszkania. U innych ludzi z naszej londyńskiej ekipy policjanci byli dużo szybciej, do niektórych zaczęli przychodzić już od czwartku. O mnie wszyscy przypomnieli sobie dopiero teraz. W środę dzwoniła też opieka społeczna z pytaniem, czy może trzeba mi jakieś zakupy zrobić. Żyję nadzieją, że to się szybko skończy, że niedługo sytuacja wróci do normy. Ale tak naprawdę nie wiem, jak jest, bo ogóle nie włączam telewizora i nie słucham wiadomości. Od tego można się tylko depresji nabawić.