Władze Japonii przegrały. Turniej na 10 tysięcy osób odbył się zgodnie z planem

Rozprzestrzeniający się w Japonii koronawirus nie wpłynął na anulowanie turnieju K1 Word GP 2020 K'Festa 3 w Saitamie. Imprezy nie dało się zablokować decyzją administracyjną, a jej organizator zgodził się na zapewnienie kibicom maseczek i ograniczenie liczby fanów. Na hali pojawiło się zatem "tylko" 10 tys. osób.

- To godne ubolewania, choć kilkukrotnie prosiliśmy ich o współpracę - powiedział gubernator japońskiej Saitamy, Motohiro Ono. Jego oświadczenie po wielkim kickbokserskim turnieju było krótkie, ale władze miasta nie mogły w tej sprawie nic więcej zrobić. Organizatorzy popularnego na całym świecie turnieju K1 Word GP wykorzystali brak jednoznacznego rządowego zakazu organizacji tego typu imprez i przygotowali zawody, które oglądało około 10 tys. osób.

Robili co mogli, by było bezpieczniej. Wszystkim kibicom rozdano maski, mierzono temperaturę. Zwiększono wentylację hali. Czy organizatorzy pokazali, że w czasach pandemii można robić wydarzenia sportowe, czy raczej dali wyraz swojej nierozwagi? Uczestnicy imprezy, których nie brakowało, pewnie przekonają się o tym w ciągu dwóch tygodni, licząc, że nagle nie zaczną kasłać.

Igrzyska nie, walki w hali tak

Rząd Japonii, który z koronawirusem walczy dość spokojnie, jakiś czas temu wezwał organizatorów dużych imprez do ich anulowania, przekładania lub zachowywania wszelkich środków ostrożności w związku ze swoją działalnością. To było zalecenie, a nie zakaz. W Japonii, gdzie liczba zainfekowanych koronawirusem kilka dni temu sięgała tysiąca osób, zalecenie raczej traktowano poważnie. Od początku marca zatrzymano choćby rozgrywki piłki nożnej, właśnie poinformowano też o przełożeniu zaplanowanych na lipiec i sierpień igrzysk olimpijskich w Tokio.

K-1 Word GP działa jednak jako organizacja non-profit, nie jest nastawiona na zysk. To tzw. trzeci sektor rynku, który nie ma żadnych powiązań z administracją publiczną. W tej sytuacji urzędnicy japońscy mogli jedynie prosić. Organizując imprezę, organizatorzy nie złamali żadnego prawa. Aby nie narażać się na niespodziewane problemy, poszli jednak na pewne ustępstwa mające na celu zwiększenie ochrony zdrowia uczestników K1 Word GP 2020 K’Festa 3.

Ludzie idący na zawody kickboxingu w czasie pandemiiLudzie idący na zawody kickboxingu w czasie pandemii Twitter

10 tysięcy masek i termometry

Po pierwsze zmniejszono liczbę kibiców, którzy zmagania kickbokserów chcieli obejrzeć na żywo. Z zakładanych 15 tysięcy udostępniono "jedynie" 10 tys. biletów. Wszyscy kibice musieli zgodzić się na specjalne warunki udziału w imprezie.

Po pierwsze zobowiązali się, że będą używali masek, które organizatorzy zapewnili im już na wejściu. Po drugie - musieli zostawić swoje pełne dane z telefonem oraz miejscem zamieszkania, tak, by możliwy był z nimi stały kontakt. Dzięki temu organizatorzy mogli prześledzić trasę możliwej infekcji. Oprócz tego na wejściu mierzono im temperaturę ciała i proszono, by z nikim się nie witali. Saitama Arena miała tego dnia mocniejszy system wentylacji, a operatorzy hali zostawiali otwarte wszystkie możliwe drzwi w obiekcie, tak by nie trzeba było ich dotykać, a przepływ powietrza był większy. Na hali porozstawiane były też pojemniki dezynfekcyjne.

Zawodnicy, którzy występowali w ringu, po obiekcie też przeważnie chodzili w maskach, używali ich nawet podczas rozgrzewki. Zdejmowali je dopiero przed walką.

W strefie wywiadów większość rozmówców też używała masek. Jednak na konferencji prasowej rezygnowano z nich. Szybko okazało się, że część profilaktyki dla kibiców nie będzie działać zbyt dobrze. Mimo komunikatów przez głośniki niektórzy fani po dotarciu na swoje miejsca zdejmowali maski lub rozemocjonowani zsuwali je z twarzy w czasie samych walk. Imprezę na żywo oglądało niemal 10 tysięcy osób, a kibice siedzieli blisko siebie. Zainteresowanie turniejem w domach też było ogromne. Transmisję z Saitamy śledziło 2,5 mln osób.

"Ryzyko było duże"

Koji Wada - profesor na Międzynarodowym Uniwersytecie Zdrowia i Opieki Społecznej, który specjalizuje się w zagadnieniach zdrowia publicznego - powiedział, że organizatorzy turnieju z pewnością spotkają się z ostrą krytyką, jeśli niebawem okaże się, że ich impreza przyczyniła się do rozprzestrzenienia się infekcji.

- Ryzyko infekcji grupowej było tu duże. Organizatorzy i przedsiębiorcy powinni to rozważyć poważniej - powiedział Wada. Bardziej dosadne były komentarze na portalach społecznościowych.

"10 tys. kibiców w jednym miejscu przez 8 godzin? Gratuluję" - czytamy we wpisach. "Jak chcieli organizować tę imprezę w hali, mogli chociaż bez kibiców" - pojawiają się kolejne głosy. "Ciekawe, co pomyślały o tym dzieciaki, które w Japonii mają pozamykane szkoły i same zrezygnowały ze swych sportowych aktywności" - dodaje inny kibic.

Niektórzy w swych wpisach zwracają jednak uwagę na problem, który może w Japonii powrócić. Rząd na razie tylko prosi o odwoływanie imprez masowych, ale nie proponuje żadnej formy ich rekompensaty. To oznacza, że dla niektórych instytucji czy organizacji przeprowadzenie zaplanowanych wydarzeń może być kwestią przetrwania lub końca działalności, więc takie dylematy pewnie niebawem powrócą. Pewnie dopóki nie będzie odgórnego zakazu i kar. Są zatem tacy, którzy decyzję K1 WGP rozumieją. Co ciekawe organizatorzy imprezy nie przewidzieli zwrotu pieniędzy za bilety, jeśli ktoś bał się o swoje zdrowie lub chciał oddać je z innych przyczyn.

Jednodniowy turniej wygrał brazylijski kickbokser Minoru "Philip" Kimura, nokautując swych trzech rywali. Podczas całego wieczoru kibice zobaczyli aż 25 walk.

W czwartek rano w Japonii było ponad 1,3 tys. przypadków osób zakażonych COVID-19, 45 z nich zmarło.