Justyna Święty-Ersetic dźwiga męża i psa. "Za dwa-trzy tygodnie musimy móc normalnie trenować"

- Za dwa, maksymalnie trzy tygodnie przyjdzie czas zajeżdżania się na treningach. Wtedy już koniecznością będzie dostęp do stadionu - mówi Justyna Święty-Ersetic, liderka lekkoatletycznej sztafety 4x400 metrów. Na razie indywidualna mistrzyni Europy trenuje w domu, dźwigając swojego psa i męża.

Łukasz Jachimiak: Ile waży Twój pies?

Justyna Święty-Ersetic: Nie wiem. Może z dziewięć kilogramów.

A Twój mąż? Tu chyba będzie łatwiej, bo jako zapaśnik ma określoną kategorię wagową.

- Tak, startuje w kategorii do 60 kg. Teraz waży trochę więcej, bo do 60 kg wagę zrzuca tylko na zawody.

Filmik, który opublikowałaś w swoich mediach społecznościowych jest zabawny i pokazuje, że na razie trudności w przygotowaniach do igrzysk pokonujesz z uśmiechem. Nie denerwujesz się, nie przejmujesz?

- Nikt nie przypuszczał, że przygotowania do najważniejszego, olimpijskiego sezonu będą tak wyglądały. Mamy problem, bo wszystkie sportowe obiekty w Polsce są pozamykane. Nie możemy wchodzić na stadiony, na siłownie. Ale co zrobić? Trzeba sobie radzić na tyle, na ile można.

Jak długo możesz robić przebieżki po polnych drogach? Domyślam się, że na nich na pełną moc nie popracujesz, bo musisz uważać, żeby nie wpaść w jakąś nierówność i nie doznać kontuzji.

- To nie jest teren idealny, ale na razie nie narzekam. Wykorzystuję to, co mam i mimo okoliczności skupiam się na realizowaniu założeń treningowych. Na razie w miarę mi się to udaje. Jednak oczywiście w najbliższym czasie wszystko musi powoli wracać do normy, bo jak nie, to zaczną się problemy.

Kiedy wszystko musiałoby się unormować, żebyś była spokojna?

- W ciągu dwóch, maksymalnie trzech tygodni. Wtedy już każdy będzie potrzebował stadionu na odcinki tempowe. To już będzie czas naprawdę zajeżdżania się. Na razie jeszcze możemy dużo treningów realizować gdziekolwiek na świeżym powietrzu, jeszcze jesteśmy w stanie sobie radzić, ale już za chwilę prawdziwe obiekty sportowe będą nam niezbędne, bo już tylko na nich będzie można zrobić trening.

Czas zajeżdżania się to jest ten okres w roku, w którym oszukujesz zakwaszarkę? Trener Aleksander Matusiński opowiadał mi, że wiele razy ją wyłączasz, bo jesteś bardziej zakwaszona niż to powinno być możliwe, a mimo to dalej stoisz na nogach.

- Tak, to będzie ten moment, że zakwaszarka będzie pokazywała "High". Mam nadzieję, że wkrótce w małych grupkach albo chociaż indywidualnie będziemy wpuszczani na stadiony i znów będę mogła się doprowadzać do takiego stanu.

Lubisz czas najtrudniejszego treningu?

- Tak, lubię mieć świadomość, że zrealizowałam trening do samego końca. W życiu prywatnym nie odpuszczam szybko i na bieżni też nie. Walczę do końca.

Zobacz wideo Co będzie z igrzyskami?

"Wykorzystuję to, co mam" - to znaczy formę tak dobrą, jakiej nie miałaś jeszcze nigdy o tej porze roku? Sezon halowy miałaś chyba najlepszy w karierze, skoro pobiłaś rekord Polski i wygrałaś cykl World Athletics Indoor?

- Myślę, że to był najlepszy sezon halowy w mojej karierze. I zapowiadało się, że na stadionie też tak będzie. Niestety, teraz sytuacja jest jaka jest, pierwsze mityngi już zostały odwołane, nie wiadomo jak będzie z igrzyskami. Żyjemy w zawieszeniu i czekamy na jakieś konkretne decyzje.

Myśląc o igrzyskach masz taką obawę, że będą niesprawiedliwe, bo rywalki z innych krajów mają lepsze warunki do treningu?

- W tym momencie równej walki nie ma. Niektóre kraje trenują normalnie, nie mają problemu, a my jesteśmy uziemieni. Może lepiej byłoby, gdyby igrzyska zostały przesunięte na koniec roku. Chociaż wtedy sytuacja też byłaby trudna, bo w treningu bylibyśmy przez cały rok, a ciężko aż tyle wytrzymać. Naprawdę nie zazdroszczę osobie, która będzie musiała podjąć ostateczną decyzję o terminie igrzysk.

Ta osoba chyba i tak ma lepiej od Was, zawodników. Wy musicie się dostosować.

- W sumie to prawda. Wyobraźmy sobie, że igrzyska będą na koniec roku. Jestem w treningu od grudnia i nie wiem czy dałabym radę mocno pracować powiedzmy aż do grudnia. Już rok temu było bardzo ciężko, bo dopiero na przełomie września i października mieliśmy mistrzostwa świata w Dausze. Sezon się przez to mocno przeciągnął, trzeba było znieść więcej obciążeń niż zwykle. Teraz może się okazać, że będziemy mieli drugi taki sezon z rzędu. A może jeszcze trudniejszy.

Może tyle dobrego, że miałabyś już rozeznanie po poprzednim sezonie, jak wszystko trzeba zrobić. Bo wtedy Ty sobie poradziłaś świetnie i cała Wasza sztafeta też.

- Na pewno pokazałyśmy, że się da. Ale wtedy od startu przygotowań wiedziałyśmy jak będzie wyglądał sezon, więc łatwiej było wszystko wypracować. Mentalnie też byłyśmy od razu nastawione, że będzie ciężko. A teraz myślałyśmy, że po igrzyskach odbędą się jeszcze tylko mistrzostwa Europy i już z początkiem września będzie można wyjechać na długi, zasłużony odpoczynek.

Ruszając z przygotowaniami do tego sezonu usiadłaś z trenerem i powiedzieliście sobie, że indywidualnym celem na igrzyska jest dla Ciebie zejście poniżej 50 sekund?

- Tak, taki jest cel, ale wiadomo, że musi się złożyć wiele czynników na taki wynik. On jest w moim zasięgu, na pewno zrobię wszystko, żeby tę granicę pokonać.

To by była gwarancja występu w olimpijskim finale biegu indywidualnego, a w sztafecie celem jest medal i wyraźnie czujesz - jak zresztą Wy wszystkie - że to cel bardzo realny?

- Tak, tylko musimy jak najszybciej wiedzieć czy igrzyska odbędą się w planowanym terminie, czy w innym. I w jakim, jeśli w innym. Musimy do daty dostosować trening. Bo jeśli na przykład igrzyska przesunięto by na październik, to dłużej mielibyśmy okres obudowywania się, robienia treningów wytrzymałościowych i dopiero za jakiś czas, a nie za chwilę trzeba by było wchodzić na najwyższe obroty. My z dziewczynami żyjemy igrzyskami w Tokio. Z każdej imprezy ostatnio przywoziłyśmy medale, udowodniłyśmy, że należymy do światowej czołówki i nasz medal olimpijski jest naprawdę bardzo, bardzo realny. Szkoda by było, gdyby przeniesiono te igrzyska na późniejsze lata.

Jesteś w kontakcie z koleżankami? One też nie mają gdzie trenować?

- Prawie każda z dziewczyn jest w takiej samej sytuacji jak ta. Iga Baumgart ma o tyle lepiej, że u siebie może wchodzić na stadion.

Może trzeba zrobić zgrupowanie u Igi, jeśli nie otworzą dla Was wkrótce np. obiektów w Zakopanem?

- Wierzę, że w najbliższym czasie Centralne Ośrodki Sportu zostaną otwarte dla olimpijczyków, że zostaniemy podzieleni, będziemy siedzieć w zamkniętych pomieszczeniach i wychodzić tylko na treningi.

Wróćmy do Twojego filmiku - tak naprawdę masz w domu sprzęty z użyciem których ćwiczysz i nie musisz bazować tylko na psie i mężu?

- Jasne, to był pół żartem pół serio pokazanie jak sytuacja wygląda. W miarę sobie radzę ze sprzętem, który mam. Chociaż to nie to samo, co byłoby, gdybym trenowała w siłowni.

Ale w jakiejś hali chyba trenowałaś? Wnioskuję z innego z Twoich postów.

- Nie, zdjęcie z hali jest stare. To obiekt w Raciborzu, ale nie jest teraz dostępny. Wszystkie obiekty są pozamykane.

Z mężem tak długo jak teraz chyba dawno nie przebywałaś? Widzicie ten pozytyw epidemii koronawirusa czy raczej się nawzajem nakręcacie zastanawianiem się co będzie? Twój mąż ma jeszcze gorzej, bo on jest przed kwalifikacjami do igrzysk, prawda?

- Pozytywów trzeba szukać, bo inaczej można by było zwariować. Fajnie jest pobyć w domu, nie żyć na walizkach. Ale jednak myślę o tym, że w tym momencie to nie tak powinno wyglądać, że powinnam być teraz na zgrupowaniu i trenować dwa razy dziennie, a nie zaprzątać sobie głowę czy to co robię ma sens. Natomiast z mężem się nawzajem dobrze rozumiemy, ale też ta cała sytuacja jest u nas motywem przewodnim. Plus jest taki, że mąż czasami idzie ze mną na trening, że nie jestem sama. I że on też nie jest.

Ale mąż nie każe Ci się odwdzięczać uczestnictwem w jego treningach?

- Ha, ha, nie nadaję się do tego, nie ta waga. Na szczęście aż takiej potrzeby nie ma.

Więcej o: