Psycholog polskiej kadry olimpijskiej: Niepewność i lawina pytań bez odpowiedzi. To teraz codzienność naszych sportowców

- Żyjemy w społeczeństwie informacyjnym, więc obieg najświeższych informacji jest błyskawiczny. Sportowcy, jak każdy z nas, przetwarzają kolejne napływające newsy, jest w nich lawina pytań bez odpowiedzi. To generuje emocje takie, jak strach czy lęk. Działamy i wspieramy non stop - mówi dr Martyna Nowak, psycholog polskich olimpijczyków. Jak w przygotowaniach do igrzysk zakłóconych epidemią koronawirusa funkcjonują zawodnicy, którzy mogą trenować, a jak ci, którzy nie mają na to żadnych szans?

Łukasz Jachimiak: Od ilu lat jest Pani psychologiem sportu?

Martyna Nowak: Psychologiem sportu z nominacją Polskiego Komitetu Olimpijskiego jestem od 2008 roku. Czyli to już 12 lat.

Miała Pani już tak trudny czas jak teraz, gdy epidemia koronawirusa zagraża igrzyskom i torpeduje przygotowania do nich?

- Rzeczywiście jest teraz dużo pracy. Chcę przede wszystkim dać zawodnikom poczucie, że mają nieograniczone wsparcie. Opiekuję się kadrą narodową wioślarzy i cały sztab oraz zawodnicy dostali jasny sygnał, że jestem do ich stałej dyspozycji, mimo że jest to utrudnione. Kontakt mamy tylko online, spotykać się nie możemy. Ale praca online też jest wartościowa i co najważniejsze możemy zachować ciągłość w treningu mentalnym.

Zobacz wideo Koronawirus mocno uderza w świat sportu

Kilka dni temu z wioślarzami i z olimpijczykami z innych dyscyplin przedwcześnie wróciła Pani z Portugalii. Pewnie zawodnikom było trudno zdecydować czy zostać tam i kontynuować przygotowania, czy przerwać zgrupowanie i wrócić do domu? Wiemy, że kilka osób zostało.

- Zostali wioślarze, którzy starają się o wywalczenie kwalifikacji olimpijskich. Argumentem zawodników z tych dwóch osad i ich trenerów było to, że pozostanie w Portugalii stwarza im możliwość komfortowej pracy. Byliśmy w ośrodku oddalonym od cywilizacji, położonym na odludziu. To miejsce bardzo bezpieczne. MKOl utwierdza nas póki co w przekonaniu, że igrzyska odbędą się w planowanym terminie, więc sprawa kwalifikacji pozostaje również otwarta. Mimo trudnej sytuacji nasi zawodnicy postawili na sport i kontynuują przygotowania. Dla nich pozostanie w Portugalii to była możliwie najlepsza opcja szlifowania formy do kwalifikacji.

Rozumiem, ale jednocześnie wyobrażam sobie, że będąc na ich miejscu bardzo trudno byłoby mi zachować spokój. Czekać na kwalifikacje, które nie wiadomo kiedy będą i myśleć o igrzyskach, które nie wiadomo kiedy będą - jakie napięcia i obawy to rodzi?

- Wszyscy jako społeczeństwo znaleźliśmy się w trudnej sytuacji. Dominuje w niej niepewność, strach, czy też lęk. Są to jedne z najsilniejszych emocji, które na nas oddziałują. Najczęściej zmuszają nas do natychmiastowego działania i wpływają na sferę poznawczą, czyli na nasze myśli. Sportowcy przetwarzają kolejne newsy, zadają sobie pytania, które niestety na razie pozostają bez odpowiedzi. I to właśnie może generować lęk.

Ma Pani lek na ten lęk?

- Trudności w kontynuowaniu przygotowań, niepewność czy igrzyska się odbędą i czy uda się zbudować odpowiednią formę - to są powszechne wątpliwości. Niestety nie mamy wpływu na to, co się aktualnie dzieje, więc warto skupiać się na tym, co możemy zrobić. Atutem sportowców jest to, że są zadaniowi. Wraz ze sztabem szkoleniowym dokładamy starań, aby zawodnicy mieli możliwość realizacji konkretnych zadań. Jeśli sportowiec dostaje zadania możliwe do realizacji i je wypełnia, to takie działanie zajmuje jego uwagę i może obniżać napięcie emocjonalne. Sytuacji też nie zmieni zadawanie sobie pytań, na które nie znajdziemy odpowiedzi, wiec naszą uwagę warto zaangażować w konkretne działania, które mimo wszystko będą nas rozwijać.

Popatrzmy na trenera Aleksandra Matusińskiego. Prowadzi sztafetę lekkoatletycznych wicemistrzyń świata 4x400 metrów i musi skoordynować trening kilku zawodniczek mieszkających w różnych częściach Polski. Ma z nimi ograniczony kontakt, one nie mają gdzie biegać. Już to denerwuje, a jeszcze dochodzi świadomość, że niektóre rywalki trenują normalnie, bo mają w swoim kraju otwarte obiekty.

- Oczywiście nie da się tym zupełnie nie przejmować. Ale zawsze warto zadać sobie pytanie, czy te myśli zmienią naszą sytuację. Odpowiedź jest jasna: nie. Ważne, żeby w tej sytuacji odnieść się do naszych wartości, takich jak zdrowie, bezpieczeństwo i najbliższe osoby. Jeśli chcemy, aby te wartości przetrwały, jedynym rozwiązaniem jest akceptacja ograniczeń jakie aktualnie istnieją.

Inna, konkretna sytuacja: Mateusz Masternak przyznał mi kilka dni temu, że boi się walczyć w Londynie w olimpijskich eliminacjach w boksie, ale nie ma wyjścia, bo chce jechać na igrzyska. Gdyby przyszedł do Pani i powiedział, że się boi koronawirusa, ale mimo to podejmuje ryzyko, to jak Pani by mu pomogła?

- To jest kwestia indywidualnego wyboru. Reagowanie strachem w takiej sytuacji jest naturalne. Z drugiej strony sportowiec ma świadomość, że rezygnacja z turnieju może zaprzepaścić lata przygotowań, żmudnej pracy i przede wszystkim pozbawić szansy na udział w igrzyskach. I to właśnie może powodować akceptację ryzyka ze strony zawodnika.

W najtrudniejszej sytuacji są teraz chyba nie tylko ci sportowcy, którym koronawirus zabiera okazję do startów w olimpijskich kwalifikacjach, ale też ci, którym zabiera możliwość trenowania. Bo jak w domu ma trenować pływak albo jak ma skakać o tyczce Piotr Lisek?

- Grecka tyczkarka Ekaterini Stefanidi powiedziała nawet, że w jej przekonaniu MKOl naraża zdrowie zawodników, zalecając, żeby kontynuowali swoje przygotowania, gdy tak naprawdę nie ma do tego warunków. Anita Włodarczyk też przyznała, że - niestety - w domu porzucać młotem nie może. Wielu zawodników ma wątpliwości czy będzie w stanie przygotować formę. Trudno też podchodzić obojętnie do tego, że być może w innych krajach są sportowcy, którzy mogą trenować bez przeszkód. Sportowcy podkreślają, że jeżeli igrzyska się odbędą w planowanym terminie, to mogą być loterią, a nie rzeczywistym sprawdzianem formy, na którą pracowali przez ostatnie lata.

Jak wtedy może sobie poradzić taki sportowiec, który nie ze swojej winy nie trafi z formą i na igrzyskach będzie za rywalami, których we wcześniejszych latach pokonywał? Postawmy w takiej sytuacji na przykład naszą wioślarską czwórkę mistrzyń świata.

- Agnieszka Kobus-Zawojska właśnie z tej czwórki napisała w swoich social mediach, że sport to nie jest całe jej życie, tylko sposób na życie. Igrzyska są ważne, są kolejnym celem, ale dla niej najważniejsze jest zdrowie, bezpieczeństwo i jej bliscy. To jest postawa godna naśladowania w tym trudnym czasie. Nie tylko przez innych sportowców, ale przez nas wszystkich.

Z wioślarzami pracuje Pani na stałe, ale współpracuje Pani z olimpijczykami z wielu innych dyscyplin, więc pewnie ma Pani przekrój sytuacji?

- To jest przekrój i dzięki temu różna jest specyfika pracy. Jeździectwo, tenis, sporty walki – w każdej z tych dyscyplin zawodnicy znajdują się teraz w różnych okolicznościach. Niektórzy z moich podopiecznych mają możliwość trenowania, np. jeźdźcy. Tych, którzy nie mogą normalnie wykonywać treningu zachęcamy do alternatywnych form aktywności, do pracy nad sferą mentalną oraz do rozwoju na płaszczyznach, którym być może wcześniej nie poświęcali czasu.

Sportowcy mogący normalnie trenować czują się pewnie dużo lepiej?

- Oczywiście. Możliwość realizacji programu przygotowań zmniejsza wątpliwości zawodników. Tym samym pytania o formę pojawiają się rzadziej. Podkreślę jeszcze raz, że nie mamy wpływu na to co się już wydarzyło, ale stosując się do procedur i zaleceń możemy mieć wpływ na to, jak będzie wyglądał rozwój obecnej sytuacji i nasza przyszłość. To naprawdę bardzo ważne i cenne, że sportowcy tak aktywnie włączyli się w akcję "Zostań w domu", uświadamiają ludzi i pokazują, że też są w trudnej sytuacji. W takiej jak każdy z nas.

W jaki sposób przekonuje Pani tych z konieczności mniej aktywnych treningowo sportowców, żeby wykorzystali trudny czas na poprawę swoich umiejętności w sferze mentalnej? Wyobrażam sobie, że nie byłaby Pani skuteczna, gdyby po prostu mówiła "przeczytaj taką i taką książkę".

- Zachęcamy zawodników do kontynuowania treningu mentalnego i określonych ćwiczeń. Teraz, kiedy sportowcy mają teoretycznie więcej czasu możemy zwiększyć ich częstotliwość. Cały czas mamy możliwość psychoedukacji i rozwijania umiejętności takich jak koncentracja, opanowanie, pewność siebie, nastawienie, reakcja na sytuacje trudne i innych. Przeważnie zawodnicy z entuzjazmem podchodzą do wykonywania zaproponowanych zadań i prac domowych. W każdej chwili mamy też możliwość ich omówienia. Zawodnicy mają również do dyspozycji aplikacje i materiały multimedialne, które urozmaicają pracę nad sferą mentalną. Wierzę, że to nad czym pracujemy teraz i w takich okolicznościach zaprocentuje, gdy przygotowania wrócą do normalnej formy.

Mogłaby Pani przedstawić któreś z ćwiczeń?

- Przykładowo podczas treningu koncentracji wykorzystujemy ćwiczenie z siatką uwagi. Zadanie polega na tym, że przez trzy minuty na szachownicy 10 na 10 pól trzeba znaleźć liczby od 1 do 100 i poukładać je w kolejności. To zadanie wymaga kierowania uwagą i opanowania, dodatkowo jest presja czasu, więc zawodnicy chętnie się w to angażują.

To teraz proszę o przykład czegoś trudniejszego, najlepiej z użyciem specjalnego sprzętu. Słyszałem kiedyś o goglach, które zawodnik zakłada i kiedy coś mu się wyświetla, on swoją koncentracją ma na ten obraz wpływ.

- Wykorzystujemy w swojej pracy urządzenia typu biofeedback. W zależności od zastosowania biofeedback może być urządzeniem do pomiaru napięcia, narzędziem umożliwiającym naukę regulacji pobudzenia psychofizycznego oraz elementem zwiększającym własną skuteczność i pewność siebie.

Dobrze kojarzę, że to nasi skoczkowie jako pierwsi w polskim sporcie korzystali z tych urządzeń? Zdaje się, że po założeniu gogli wyświetlał im się balon lecący jakimś określonym torem i zawodnik musiał - jakkolwiek dziwnie to brzmi - tak sterować swoimi myślami, żeby ten balon nie uciekał?

- Technologia ta została stworzona w amerykańskiej agencji kosmicznej NASA i początkowo wykorzystywana była do szkoleń astronautów i pilotów, którzy w warunkach ogromnego stresu muszą bezbłędnie wykonywać złożone czynności. Aktualnie jest ono szeroko wykorzystywane w sporcie, ale też w medycynie i psychoterapii. Urządzenie to pozwala uzyskać informacje o aktualnym stanie psychofizycznym, pozwala znaleźć i trenować indywidualną metodę obniżania napięcia oraz umożliwia monitorowanie procesu wchodzenia w stan relaksu.

Czyli balon ucieka, gdy jesteśmy za bardzo pobudzeni? Jak to pobudzenie jest mierzone?

- Dokonuje się pomiaru wybranego parametru fizjologicznego: rytmu serca, oddechu, fal mózgowych, ciepłoty ciała, potliwości, aktywności mięśni. Przykładowo biofeedback HRV składa się z czujnika do pomiaru rytmu serca zakładanego na palec bądź ucho oraz z dedykowanego oprogramowania, gdzie przesyłany jest sygnał. Urządzenie to można stosować, jako uzupełnienie innych metod regulacji napięcia. Nasze pobudzenie fizjologiczne może wzrastać albo spadać w zależności od treści myśli, które się pojawiają. Jeżeli myśli te będą dotyczyły przewidywania negatywnych konsekwencji sytuacji, pojawią się pytania „czy sobie poradzę?”, „co będzie jak przegram?” to będą one generowały emocje takie jak strach, czy lęk. Takim emocjom towarzyszy też wzrost napięcia. Poprzez modyfikację treści myśli, skupienie się na zadaniach oraz przez wykorzystanie oddechu jesteśmy w stanie osiągnąć i utrzymać stan równowagi psychofizycznej, dzięki czemu ten balon leci wysoko i do przodu. Naprawdę siłą naszych myśli możemy nim sterować.

Jak długo trwa takie ćwiczenie? Ile trzeba wytrzymać, żeby dawało efekt?

- Około pięć do dziesięciu minut dziennie. Ważna jest regularność. Trening biofeedback jest jak trening sportowy. Im częściej ćwiczymy, tym szybciej nabywamy umiejętność osiągania stanu równowagi. Pierwsze wzmianki w Polsce o zastosowaniu tej technologii w sporcie pojawiły się przy współpracy Profesora Jana Blecharza z Adamem Małyszem. Dzięki nim stało się to popularne i teraz jest ono standardowym narzędziem w pracy z zawodnikami nad sferą mentalną.

Czyli jadąc na igrzyska taki sprzęt na wyposażeniu zawsze Pani ma?

- Tak, oczywiście. Staram się mieć różnego rodzaju narzędzia, które pomogą zawodnikowi utrzymać optymalny stan przygotowania do startu. Opiekuję się zawodnikami, których wcześniej przygotowywałam, ale oczywiście na igrzyskach jestem do dyspozycji całej reprezentacji i misji olimpijskiej. Oprócz działań w rutynie przedstartowej zdarzają się również działania interwencyjne. Psychologia sportu podczas igrzysk w żadnym wypadku nie może być dystraktorem [czynnikiem rozpraszającym], ale zachęcam zawodników, którzy nie współpracowali z psychologiem, aby podchodzili do tego z ciekawością i staram się zainspirować ich, aby w przyszłości skorzystali z narzędzi jakie daje praca nad sferą mentalną.

Działania interwencyjne, to te, gdy sportowiec nie wystartuje dobrze i nasłucha się oraz naczyta, że pojechał na igrzyska na wycieczkę, że szkoda na niego pieniędzy?

- To też, ale są i takie sytuacje, że zawodnik ma kilka startów, nie wyszedł mu pierwszy i drugi, a trzeba zmobilizować się jeszcze na kolejny. W takiej sytuacji myśli o nieudanych startach mogą obniżać motywację, wpływać na nastawienie i potęgować napięcie. I tu wsparcie psychologiczne może okazać się bardzo przydatne. Wspieramy zawodnika w odnalezieniu motywacji, chęci do walki, tak, aby z pełnym zaangażowaniem i determinacją podejść do ostatniego startu. Dopóki zawody się nie skończyły cel jest zawsze przed nami i warto wybrać drogę szansy.

Ma Pani taki przykład, że komuś nie wyszedł na igrzyskach pierwszy start i powiedzmy drugi, a później zdobył medal dzięki temu, że dobrze popracowaliście?

- Było blisko, bardzo blisko medalu. Najważniejsze dla mnie było to, że zawodnik był z tego startu zadowolony, powiedział "Rzeczywiście się odbudowałem, dałem z siebie wszystko". Oboje mieliśmy z tego satysfakcję, że pojawiło się dobre nastawienie i udało się podjąć wyzwanie, choć do medalu troszkę zabrakło.

To teraz trzeba przeszukać wyniki Polaków z Rio i będzie wiadomo o kim mowa.

- Ha, ha. Niestety, nie powiem. Psycholog pracuje w oparciu o kodeks etyczny i tajemnica zawodowa oraz poufność kontaktu jest priorytetem. To nas odróżnia od tzw. trenerów mentalnych. Tym drugim może być każdy, bez potwierdzenia kompetencji, ponieważ nie regulują tego żadne przepisy.

Igrzyska w Rio to był Pani debiut?

- Pierwsze były Igrzyska Europejskie w Baku. A olimpijski debiut to Rio. Pochodzę z rodziny sportowo-medycznej. Tata jest lekarzem sportowym, przez lata był lekarzem reprezentacji piłkarzy ręcznych prowadzonych przez Bogdana Wentę. Wcześniej opiekował się też zapaśnikami oraz judokami, m.in. Pawłem Nastulą. Gdy Nastula wygrywał igrzyska olimpijskie w Atlancie w 1996 roku wymarzyłam sobie, że kiedyś też pojadę na igrzyska. Realizacja celu zajęła mi 20 lat. Przekonałam się, że ograniczenia nie istnieją a marzenia się spełniają. Wyjazd na igrzyska to oczywiście dodatek, a najważniejsze dla mnie jest to, że mogłam połączyć moje największe pasje – sport, psychologię i wsparcie ludzi w drodze do celu. Do Rio zostałam powołana jako psycholog reprezentacji z ramienia olimpijskiej misji medycznej. Następnie na zimowych igrzyskach w Pjongczangu jako jedyny psycholog również byłam do dyspozycji wszystkich naszych zawodników.

I teraz wybiera się Pani na igrzyska do Tokio?

- Trudno powiedzieć czy się wybieram, bo kwestia wyjazdów jest sprawą złożoną. Ale konsekwentnie i z pełnym zaangażowaniem realizuję swoją misję, czyli wspieram olimpijczyków. Staramy się ograniczyć zadawanie pytań czy igrzyska się odbędą, czy też nie. Działamy w zakresie tego, na co mamy wpływ i mimo trudności podejmujemy wyzwanie, aby kontynuować przygotowania.