Mateusz Rudyk: Myślałem, że to napompowany temat. Zacząłem się bać, jestem w grupie ryzyka

- Przez to, że jestem chory na cukrzycę, jestem w grupie ryzyka. Zacząłem się bać. Zdrowie i życie jest najważniejsze - mówi Mateusz Rudyk. Medalista MŚ i zdobywca Pucharu Świata w kolarstwie torowym ma nadzieję, że wobec pandemii koronawirusa igrzyska olimpijskie w Tokio zostaną przełożone.

Łukasz Jachimiak: Jak bardzo przez epidemię koronawirusa zaburzone są Twoje przygotowania do igrzysk w Tokio?

Mateusz Rudyk: Z treningami jest megaciężko. Trzeba sobie radzić głównie w domu, czasem wyjeżdżam gdzieś na szosę. Mam też taką siłownię, w której mogę być sam.

Zobacz wideo Koronawirus mocno uderza w świat sportu

To siłownia należąca do znajomego i dzięki temu jako jedyny masz wstęp?

- Nie, siłownia jest na torze kolarskim w Pruszkowie. Jest dostępna tylko dla nas, kolarzy. A wchodzimy na nią pojedynczo. To małe pomieszczenie tylko z ciężarami.

Na torze indywidualnie pojeździć nie możecie?

- Nie za bardzo. Czekamy na decyzję w tej sprawie, na razie zgody nie ma.

Pewnie widząc jak rozwija się epidemia, czujesz ulgę, że Wasze kwalifikacje olimpijskie zdążyły się odbyć?

- Zdecydowanie tak. Czytam, że prawie 50 procent zawodników z różnych dyscyplin nie ma jeszcze kwalifikacji do igrzysk i zupełnie nie wiadomo, co z tymi sportowcami będzie.

MKOl podkreśla, że mimo to chce, by igrzyska odbyły się w terminie, ale chyba trudno uwierzyć, że w lipcu i sierpniu w Tokio powalczycie o medale?

- Bardzo trudno, patrząc co się dzieje na świecie. Jest przecież coraz gorzej. We Włoszech, w Hiszpanii, we Francji z dnia na dzień jest coraz więcej zgonów, a i u nas, w Polsce, przybywa chorych. Załóżmy, że sytuacja się unormuje za powiedzmy dwa miesiące, chociaż nie wierzę, że to się stanie tak szybko, to co wtedy z naszymi przygotowaniami? Przecież one są całkowicie zaburzone. Nie ma spokoju, który sportowcom jest potrzebny. W tej nerwówce moim zdaniem nie ma sensu robić igrzysk. Ja w ogóle mam na igrzyskach debiutować, więc dla mnie sytuacja jest jeszcze trudniejsza.

Gdzie teraz byś był, gdyby przygotowania szły normalnym trybem?

- Na zgrupowaniu w Gran Canarii. Mieliśmy tam być do końca marca. Plan był taki, że pojeździmy w ciepłym kraju, że na szosie będziemy budować bazę. Stamtąd mieliśmy na chwilę wrócić do Polski i 5 albo 6 kwietnia planowany był wylot do Tokio na olimpijski rekonesans. Mieliśmy się pościgać na torze olimpijskim. Niestety, przepadło.

Gdyby MKOl dopiął swego i nie przełożył igrzysk na później, to bałbyś się na nie jechać ze względu na Twoją cukrzycę?

- Na początku trochę mniej poważnie chciałem brać zagrożenie koronawirusem. Myślałem sobie, że to temat napompowany przez media. Ale teraz widzę, że sytuacja jest bardzo poważna. Dużo czytam i wiem, że przez to, że jestem chory na cukrzycę, jestem w grupie ryzyka. Przez cukrzycę mam słabszą odporność. Zacząłem się bać. Nie podejmuję żadnych ryzykownych kroków jeśli chodzi o trening. Zdrowie i życie jest najważniejsze.

Trudno byłoby Ci się nie bać zarażenia w miejscu do którego zjechałoby mnóstwo sportowców, kibiców i dziennikarzy z ponad 200 krajów?

- Dokładnie tak. Za dużo ludzi będzie w Tokio w jednym miejscu, żeby to było bezpieczne w planowanym terminie. Przecież teraz zagrożeniem są zwykłe spotkania w gronie kilku osób. A przy tak ogromnym zjeździe ryzyko byłoby wielkie.

Czyli dla Ciebie idealnie byłoby gdyby igrzyska zostały przesunięte na rok 2021, jak piłkarskie Euro? W lipcu skończysz 25 lat, wiek wskazuje na to, że chyba najlepsze lata masz przed sobą?

- Powiem szczerze, że gdybym miał dodatkowy rok, to wyszłoby mi to na dobre. Z roku na rok się rozwijam, cały czas idę do góry. Myślę, że przez kolejny rok mógłbym się jeszcze bardziej poprawić i znaleźć jeszcze więcej patentów na moich przeciwników.

Zaznaczmy, że w sprincie ścigacie się w systemie pojedynków. I Ty masz na trybunach człowieka, który nagrywa Ciebie i rywali, co później analizujesz z trenerem.

- Sprint to tylko i aż 750 metrów, to trzy okrążenia toru, a wygrywa się tysięcznymi częściami sekundy. Dlatego ważny jest każdy szczegół. Kamerzysta nagrywa dla nas wszystkie biegi wszystkich zawodników na Pucharach Świata, mistrzostwach świata i Europy. Z trenerem analizujemy, kto jak często odwraca głowę, kto jak lubi jeździć, czy zaczyna z większej czy mniejszej prędkości. Obliczamy też z filmów z jakich przełożeń kto jeździ, czy z obrotów lżejszych, czy cięższych. Dużo z tych filmów się uczę o taktyce rywali.

Czyli jesteś przygotowany jak dobry bramkarz, który przed serią rzutów karnych wie, gdzie lubią strzelać kolejni przeciwnicy?

- Dokładnie tak, o to chodzi, żeby wiedzieć jak najwięcej i móc to wykorzystać.

Dwa razy zdobyłeś Puchar Świata, w tym roku w MŚ byłeś czwarty, w ubiegłym trzeci - marzysz o olimpijskim złocie, czy raczej w imprezach mistrzowskich jest ktoś poza Twoim zasięgiem?

- Holendrzy na razie dla mnie i dla całego świata są nie do rozpracowania. Odjechali i na najważniejszych imprezach nie dają reszcie szans. Ale każdy dzień pracy działa na moją korzyść, a nie ich. Coraz więcej się uczę, coraz więcej o nich wiem, jestem w roli goniącego i czuję, że wiem, jak ich gonić. Są jeszcze dla mnie zagadką, ale naprawdę na nich poluję.