Maja Włoszczowska w kwarantannie. Zdradziła szczegóły. "Zostawili nam auto z kluczykami w środku"

Maja Włoszczowska wróciła do Polski z hiszpańskiego Alicante. Kolarka górska postanowiła dobrowolnie podjąć się domowej kwarantannie, zachowując wszelkie środki ostrożności. W rozmowie z Pawłem Pawłowskim w RMF FM zdradziła, jak wyglądały szczegóły powrotu.

Maja Włoszczowska postanowiła wrócić do Polski, wynajmując prywatny samolot. Jednak nie był to jedyny pomysł na powrót do kraju. Polka pod kątem bezpieczeństwa rozważała kilka scenariuszy. Dla utytułowanej kolarki najważniejsze było zachowanie bezpieczeństwa własnego oraz swoich bliskich - dlatego też podjęła decyzję o dobrowolnej izolacji. 

- Kwarantannę zaczęłam już we wtorek w Hiszpanii. Lot prywatnym samolotem pomógł uniknąć zagrożeń po drodze. Nigdy jednak nie wiadomo, czego się dotknęło, więc mimo iż nie muszę, izoluję się na kolejne dwa tygodnie - napisała na swoim Instagramie Maja Włoszczowska. 

Maja Włoszczowska: Kochana mama zrobiła zakupy, kumple podstawili auto

Polka w rozmowie z dziennikarzem RMF FM powiedziała, dlaczego zdecydowała się na przyjazd. Miał on miejsce już po decyzji rządu o wznowieniu kontroli na granicach Polski. 

- Zastanawiałam się, czy nie lepiej zostać w Hiszpanii. Jednak w związku z napiętą i bardzo niepewną sytuacją, stwierdziłam, że jeśli mam gdzieś utknąć na dłużej, to zdecydowanie wolę utknąć w domu, gdzie jednak mam dostęp do polskiej służby zdrowia - powiedziała Maja Włoszczowska. - Zawsze lepiej czuję się w swoim kraju - dodaje kolarka.

W drodze do domu pomocni okazali się najbliższa rodzina i znajomi zawodniczki, którzy dokonali wszelkich starań mających przyspieszyć jej powrót do kraju. 

- Zorganizowaliśmy się tak, że moja mama zrobiła zakupy, które odebrałam od niej sprzed garażu. Od momentu wylądowania we Wrocławiu nie miałam kontaktu z nikim poza moim partnerem. Znajomi podstawili nam samochód na lotnisko, wysiedli i zostawili kluczyki w środku - oznajmia 36-letnia wicemistrzyni olimpijska. 

Maja Włoszczowska komentuje powrót do Polski: Nie było łatwo

- Rozważaliśmy wynajęcie kampera, by wrócić do kraju bez zatrzymywania się. To było już w czwartek, kiedy docierały do nas różne plotki na temat zamykania granic. Bałam się, że utkniemy w kilkugodzinnych korkach na granicy, co teraz chyba ma miejsce. W ostatniej chwili udało nam się zorganizować lot prywatnym samolotem, by unikać kontaktu z kimkolwiek na lotnisku - mówi Maja Włoszczowska.

Maja Włoszczowska zapewnia jednak, że jest to jedynie rutynowe działanie. Konsultowała się także z lekarzami, a treningi w tym okresie nie zostaną przerwane. Polka przygotowuje się bowiem do zbliżających się Igrzysk Olimpijskich w Tokio, które z powodu koronawirusa stoją pod znakiem zapytania. 

- Zakładam, że jestem zdrowa. Nie mam możliwości przebadać się na obecność koronawirusa, bo nie mam przecież objawów. Jedyne, co pozostaje zrobić, to spędzić dwa tygodnie w izolacji. Konsultowałam się z lekarzem, który sprawdzał nasz stan zdrowia na lotnisku. Mam przyzwolenie na wyjście na rower, ale zakładając, że się nigdzie po drodze się nie zatrzymam - uspokaja Maja Włoszczowska. - Są trenażery, są platformy internetowe, które pozwalają na to, żeby umawiać się na "wirtualne jazdy grupowe". Są nawet zawody rozgrywane na tych platformach. Poza tym jest gimnastyka, jest joga, więc mamy co robić - dodaje. 

Zobacz wideo
Więcej o: